Pijany rybak wracał późno, kołysząc się wraz z łodzią, którą prowadził bardziej siłą przyzwyczajenia niż świadomości. Wiosła pluskały nierówno, a wycie wichury i siekący śnieg niemal całkowicie odbierały mu orientację. Śnieżyca była tak gęsta, że świat kończył się metr przed dziobem łodzi, a huk wiatru zagłuszał nawet jego własny, bełkotliwy śpiew.
Nic dziwnego, że nie zauważył, gdy woda wokół łodzi zaczęła nienaturalnie drżeć.
Najpierw fale spłaszczyły się pod ciężarem obcej siły, a potem nagle wszystko wystrzeliło w górę. Rybak uniósł głowę, próbując zrozumieć, dlaczego noc stała się jeszcze głośniejsza i cięższa. Otworzył usta, lecz w tej samej chwili morze pod nim zapadło się.
Łódź pękła z suchym trzaskiem. Deski rozeszły się, sieci wyrwało z burty, a mężczyzna został szarpnięty ku niebu w akompaniamencie ogłuszającego rykoszetu pękającego lodu i świstu energii. Ciało zniknęło w czerni wiru, wessane wraz z resztkami masztu w sam środek białego piekła szalejącej burzy.
Z oddali, na murach, strażnik nocnej warty kulił się przed mrozem. Przez gęstą ścianę śniegu nie widział niemal nic. Słyszał jedynie nienaturalny, dudniący huk, który brał za odgłosy nawałnicy. Tylko raz, na ułamek sekundy, dostrzegł ogromny, czarny kształt przesuwający się nad zatoką, lecz śnieżyca natychmiast go pochłonęła.
Nagle z mroku, wysoko nad wschodnią częścią portu, wyrwała się potężna kaskada. Rozbryzgi uderzyły o taflę z siłą lawiny, zamarzając w locie i tworząc lodowe iglice, które z łoskotem wbijały się nie tylko w plażę, ale – sądząc po odgłosach – i dachy budynków tam wybudowanych.
Strażnik mrugnął, oszołomiony tą nagłą eksplozją bieli i lodu, lecz zanim zdążył krzyknąć, śnieżyca ponownie zamknęła się nad czarnym kształtem, tłumiąc wszelkie ślady jego obecności.
...
Tej samej nocy woda Jeziora Głębokiego zaczęła znikać, wciągana potężnym, spiralnym ruchem. Ryk wiatru mieszał się z trzaskiem pękającej kry i hurgotem kamieni porywanych z dna. Skarbiec Słońca, który przez pokolenia trwał nietknięty, był właśnie plądrowany. Razem z mułem i lodowatą wodą ku górze ruszyła śpiąca na dnie smoczyca. Otworzyła oczy w chwili, gdy przestała ją otulać bezpieczna toń. Jej ryk został zduszony przez potworny hałas wiru i mroźne uderzenie powietrza. Wewnątrz lejka słychać było makabryczne mlaskanie i uderzenia mięsa o mięso, gdy porwane ryby i rzeczne stworzenia zderzały się ze sobą w ciasnym uścisku magii. Jedynym, który usłyszał ten raban, był Świat zza Chmur, ale zanim zdążył przebić się przez szalejący śnieg, było już za późno.
Nad ranem stado zastało przerażający widok. Jezioro stało się niemal pustą niecką, a na jego dnie znaleziono otwarty, całkowicie ogołocony skarbiec. Zdezorientowane smoki krążyły w gęstym opadzie śniegu, znajdując w pobliżu obozu jedynie jedzenie i kamienie szlachetne, które wypadły z wiru.
Ale to nie był najdziwniejszy widok. Bowiem cała ta masa wody zamarzła błyskawicznie w locie pod wpływem nadnaturalnego mrozu i smagania śnieżycy. W górze, wysoko nad ziemią, uformował się potworny, postrzępiony most z litego lodu, wypełniony zamrożoną florą jeziorną, ciągnący się od aż po horyzont, w stronę... obozu Ziemi?
...
Nieopodal nadrzecznej partii Mchowych Skał, tam gdzie strome zbocze schodzi ku rzece, nocny raban był jeszcze gorszy. Śnieżyca oślepiała każdego, kto odważył się wystawić pysk z jaskini. To właśnie tam rzeka cofnęła się na moment, wyrzucając muł i kamienie, gdy siła ssąca dotarła do Skarbca Ziemi. Wir wciągał wszystko, a świszczący wiatr i huk pękających skał zagłuszały kakofonię uderzających o siebie przedmiotów. Słychać było wysoki, szklisty dźwięk tłuczonych kryształów i tępy stukot metalowych kosztowności obijających się o ściany ciasnego tunelu.
Nieliczne śpiące w obozie smoki poruszyły się niespokojnie – ktoś uniósł skrzydło, ktoś inny mruknął przez sen, słysząc to odległe dzwonienie i łomot. Dla nich była to tylko kolejna nocna zawierucha, jedna z wielu w ciągu ostatnich paru dni.
Największym pechowcem okazała się Nakrapiana Łuska. Jeszcze zanim złodziej znalazł się nad obozem, wyszła za nagłą potrzebą z legowiska, mrużąc oczy przed tnącym śniegiem. Po załatwieniu swoich potrzeb usłyszała wyraźnie hałasy – dziwną mieszankę mokrego pacnięcia i dzwonienia, jakby tysiące drobnych szkiełek uderzało o lód. Zobaczyła nad rzeką ogromny, straszny kształt, ale nim zdążyła kogokolwiek obudzić, poczuła szarpnięcie. Została wciągnięta w górę, a jej pisk zginął w wichurze, podobnie jak odbijające się od otaczającej ją magii wiadomości mentalne.
Tego ranka smoki Ziemi obudziły się w świecie skutym lodem. Wielka, zamarznięta struktura z wody wisiała nad nimi niczym ponury pomnik nocnej grabieży. W przezroczystej masie lodu, wysoko nad ich głowami, widać było uwięzione w dziwnych pozach wodorosty.
Ale poza tą wielką konstrukcją, złodziej nie zostawił żadnych śladów.
... chociaż...?
----
MAPA WOLNYCH STAD ZOSTAŁA ZAKTUALIZOWANA! mapa
Ziemia: Skarbiec + Pięść Bogów
Słońce: Skarbiec + Jezioro Głębokie
Oba stada: Lodowy Most
Bonus! Po terenach wala się trochę przedmiotów fabularnych, które "wypadły" złodziejowi. Pierwsza osoba, która wejdzie do tematu i je znajdzie (musi napisać minimum 100 słów), może je zgłosić do powiadomień jako znaleźne. Każda postać może zabrać tylko jeden przedmiot.
Znaleziono 15 wyników
- 31 sty 2026, 3:45
- Forum: Retrospekcje
- Temat: Noc Zniknięć
- Odpowiedzi: 0
- Odsłony: 263
- 18 sty 2026, 13:26
- Forum: Samotnicy i Prorocy
- Temat: Powiadomienia Proroków
- Odpowiedzi: 47
- Odsłony: 1338
Powiadomienia
Bezczas Gwiazd:
+ 1x lekka [drobna rana na pięcie, lekkie krwawienie i ból; pęknięta kość, ból przy poruszaniu stopą]
viewtopic.php?p=715629#p715629
Akt.
+ 1x lekka [drobna rana na pięcie, lekkie krwawienie i ból; pęknięta kość, ból przy poruszaniu stopą]
viewtopic.php?p=715629#p715629
Akt.
- 29 lis 2025, 23:34
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 2072
?!
[SKAZA GRANATU] & [GWIEZDNY TROPICIEL]
Świat wokół Hissetha drżał jak rozciągnięta, popękana błona, a biedak nie był pewien, czy czołga się po skalistej ziemi, czy zanurza łapy w lepkiej, smolistej brei z cudzych cierpień. Raz widział własne łuski, raz ciało konającego biesa, w którym był uwięziony. Wciąż słyszał echo czyjegoś śmiechu: Czarciego Pomiotu? Matki? A może dziadka, symbolu dobrego przywództwa, do którego tak dążył? Głosy jego rodu odzierały go z sił – głosy, które mówiły, że jest porażką, ciężarem, niegodnym przywódcą.
A jajo wciąż wołało. Cicho, natarczywie, żałośnie. Płakało, prosiło o ratunek, który przecież nie nadejdzie... a w piersi wojownika coś pękało raz za razem, gdy i tutaj czuł się niewystarczający. Jemu też nie mógł pomóc...
Wtem poczuł zimno tam, gdzie bolało najbardziej. Wpierw oddech szarpnął mu płuca, ale szybko zrozumiał, że nie był to dotyk, który miał go zranić jeszcze bardziej.
– No dalej… wytrzymaj… proszę…
Valnar nie rozpoznawał swojego głosu, a jednak współczucie, które nie należało do tego miejsca, ani ciała, zdawało się czerpać z jego nadziei, że pomaga własnemu synowi.
Bies spróbował unieść głowę, choć jego oczy już zamykały się pod ciężarem powiek. W nich Tropiciel zamiast odbicia twarzy elfa zauważył pysk swojego przywódcy. Widział to, co on słyszał. Te paskudne wątpliwości zżerające go od środka, zżerające każdego młodego przywódcę. Widział jego strach ze Skał Pokoju, niemal czuł go jak własny, ale razem z nim była też ta determinacja, by wszystko doprowadzić do końca, by nie zawieść stada. Tyle że właśnie pękała na jego oczach, zastępowana przez rój negatywnych emocji, zwątpienia, cierpienia i krwi. Tylko czy na pewno były jego? Natomiast sam Hisseth widział nadal tę samą karuzelę okrucieństwa, spodziewajac się, że palce tamujące jedną z wielu ran zaraz wbiją się głębiej.
Valnar pochylił się, zauważając, że spod lewej powieki zwierzęcia ściekała pojedyncza łza. Kropla spadła na bok pyska zwierzęcia, ale zamiast wsiąknąć w skórę, skrystalizowała się, z cichym stuknięciem lądując na kamiennej posadzce.
A kiedy łowca ocknął się w rzeczywistości, miał ją w łapie: kryształową, niemal pulsującą od środka.
Ale kiedy Hisseth przebudził się w swoim prawdziwym ciele, coś było nie tak.
– –
efekty:
Hisseth poza traumą na całe życie, którą może odgrywać jak tylko zechce, obudził się z dziwną zmianą na ciele. Czerwone łuski na spodzie jego ciała lśnią gęstą, świeżą krwią, spływającą po nich wolno, jakby była żywa. Krew nie wsiąka w ziemię, a dotknięta jest jak powietrze. Ale pachnie jak krew.
Efekt: +4 ST percepcji gdy wypadnie drapieżnik na polowaniu, +2 ST do kamuflażu.
Valnar: Łza Łaski* – gwarancja przeżycia w przypadku rany krytycznej lub śmiertelnej Skazy Granatu, ale z maksymalnym kalectwem. Łzę należy fabularnie wręczyć uzdrowicielowi w momencie leczenia (w innym wypadku nie da się jej przekazać). Uzdrowicielowi takie leczenie nie wlicza się do osiągnięcia Wysłannika Erycala.
[NIEME PRZEKLEŃSTWO] & [WICHROGŁOS]
Rzeczywistość powoli rozpadała się pod łapami Rairisha i nogami Vunnuda, a warstwy wspomnień przesuwały się po sobie niczym piasek i popiół; to, co należało do elfa i gońca, zlewało się z tym, co należało do smoka, a instynkty drapieżcy spuszczone ze smyczy nie znały litości.. Rairish – albo raczej to, co z niego zostało w tej chaotycznej mieszaninie – nie rozróżniał już, kto był ofiarą, a kto oprawcą. Czuł jedynie pulsującą euforię mocy, rozkosz zdobytą mięśniami ciała, które pozwalało mu polować bez ograniczeń czy strachu.
Elf pędził w dół wąskich schodów, niemal potykając się o własne szaty. Elred? Vunnud? Panika wdzierała się w ten iluzoryczny komfort jak ostry kamień w miękką skórę. Uciekaj, uciekaj, nie patrz, nie zatrzymuj się – ale biedak nie wiedział już, czy to jego własne słowa, czy echo smoczego instynktu, który próbował mu wmówić, że życie można ocalić tylko biegiem.
W tym czasie świat gońca zwęził się do jednego punktu – pleców elfa, odsłoniętych i bezbronnych. Zjeżdżające niżej schody prowadziły w ciemność, lecz zanim Vunnud zdążył w nią zniknąć, Rairish skoczył. Pazury zgrzytnęły o kamień, gdy wybijał się z ostatniego stopnia, a potem przyciągnęła go w dół sama masa ciała drapieżnika, lądująca na ofierze.
Uderzył w elfa pełnym impetem.
Razem stoczyli się po dwóch, trzech schodkach. Drapieżnik wgryzł się w bark dwunoga, ale nie tak głęboko, by zabić – choć wciąż z siłą, która sprawiała, że każda część umysłu elfa krzyczała, że to koniec ucieczki.
Krew buchnęła z rany w gwałtownym, gorącym strumieniu, a ból nie tyle przeciął, co roztrzaskał świadomość elfa, zmiatając ją w jedną, krótką, oślepiającą smugę końca. Ciało Vunnuda zwiotczało w ułamku sekundy, zanim zdążył zrozumieć, czy to jego imię, czy Elreda przestaje należeć do żywego.
Rairish jeszcze przez moment szarpał zdobyczą, oślepiony triumfem drapieżcy, nieświadomy, że impet skoku nie zatrzymał się na martwym ciele. Goniec toczył się z ciałem zdobyczy dalej, uderzając głową w kamienną krawędź z tak brutalną siłą, że echo wstrząsnęło całym korytarzem.
– –
efekty:
Rairish ma -2 ST do akcji w towarzystwie Vunnuda.
Vunnud ma +2 ST do akcji w towarzystwie Rairisha.
Towarzystwo = aktywne przebywanie w jednym temacie.
Vunnud zyskuje biegłość językową: staroelficki znany i wiedzę tajemną (PW z dalszymi instrukcjami). Fabularnie ma delikatne rozszczepienie świadomości i mieszają mu się niektóre fakty czy wspomnienia z tymi Elreda (również więcej na PW).
Rairish może przebywać na pustyni więcej czasu bez spełnienia mechanicznych wymagań (nadal obowiązują go czasowe limity tak jak osoby, które te wymagania spełniają). Odzyskuje także wąsy, choć są one pokryte malutką łuską, a nie futrem/skórą.
[WARKOCZ KOMETY] & [BUDOWNICZY RUIN]
Palący żar sączył się przez popękaną skórę błotoryja a Wasak – choć nie był właścicielem tego ciała – czuł każdą rozchodzącą się falę bólu aż do granic obłędu. Znosił ją jednak bardzo dzielnie. Do tego wyczuł, niemal słyszał drżącą sylwetkę nieopodal, która należała do małego, wątłego stworzonka.
Jednoskrzydłe ptaszątko ledwo utrzymywało równowagę po upadku ze stołu, a ból rozrywał mu świadomość na szwy. Ruszył więc w stronę najciemniejszego kąta pomieszczenia, kierując osłabione łapki na ślepo, byle dalej od drapieżnika, którego nie potrafił rozpoznać.
Ale ropuch skupił się na innym, nieco głośniejszym dźwięku od strony, z której zeskoczył myszolot. Zebrał resztki sił, starając się oddzielić brzęczący instynkt żaby od własnej panicznej determinacji, i strzelił jęzorem, który niestety uderzył w coś z głuchym brzdękiem. Co to było? Jakaś bariera? Ale skąd?
Tak czy inaczej, cios w ochronną powłokę odbił cały impet z powrotem do żabiego ciała, przewracając go na grzbiet. Tłuste cielsko nie zdołało się już podnieść. Metal syknął po raz ostatni, nim kotlina znów przywitała piastuna.
Sparaliżowany strachem myszolot obserwował tylko jak język cofa się bezwładnie, a żaba drży w konwulsji. Serce ptaszka również przyspieszyło, niewydolne w małym ciałku pełnym paniki i bólu, aż w końcu… zatrzymało się.
– –
efekty:
Nari w obecności Wasaka ma +2 ST do wszystkich akcji. Na jego barkach wyrosły małe, karłowate nielotne skrzydełka. Mniej więcej visual.
Wasak fabularnie jest odporniejszy na wysokie temperatury i oparzenia. Mechanicznie rany powiązane z żywiołem ognia zadają mu obrażenia o oczko niżej (ciężka to średnia, średnia to lekka itd.) Dodatkowo ma nieco wydłużony język.
KONIEC: wszyscy budzą się w Kotlinie, a bariera zniknęła.
+3 PF dla Tropiciela.
+6 PF dla pozostałych.
Wszystkie efekty mechaniczne i fabularne trwają do końca grudnia '25. Fabularne kosmetyczne zmiany są na stałe.
Świat wokół Hissetha drżał jak rozciągnięta, popękana błona, a biedak nie był pewien, czy czołga się po skalistej ziemi, czy zanurza łapy w lepkiej, smolistej brei z cudzych cierpień. Raz widział własne łuski, raz ciało konającego biesa, w którym był uwięziony. Wciąż słyszał echo czyjegoś śmiechu: Czarciego Pomiotu? Matki? A może dziadka, symbolu dobrego przywództwa, do którego tak dążył? Głosy jego rodu odzierały go z sił – głosy, które mówiły, że jest porażką, ciężarem, niegodnym przywódcą.
A jajo wciąż wołało. Cicho, natarczywie, żałośnie. Płakało, prosiło o ratunek, który przecież nie nadejdzie... a w piersi wojownika coś pękało raz za razem, gdy i tutaj czuł się niewystarczający. Jemu też nie mógł pomóc...
Wtem poczuł zimno tam, gdzie bolało najbardziej. Wpierw oddech szarpnął mu płuca, ale szybko zrozumiał, że nie był to dotyk, który miał go zranić jeszcze bardziej.
– No dalej… wytrzymaj… proszę…
Valnar nie rozpoznawał swojego głosu, a jednak współczucie, które nie należało do tego miejsca, ani ciała, zdawało się czerpać z jego nadziei, że pomaga własnemu synowi.
Bies spróbował unieść głowę, choć jego oczy już zamykały się pod ciężarem powiek. W nich Tropiciel zamiast odbicia twarzy elfa zauważył pysk swojego przywódcy. Widział to, co on słyszał. Te paskudne wątpliwości zżerające go od środka, zżerające każdego młodego przywódcę. Widział jego strach ze Skał Pokoju, niemal czuł go jak własny, ale razem z nim była też ta determinacja, by wszystko doprowadzić do końca, by nie zawieść stada. Tyle że właśnie pękała na jego oczach, zastępowana przez rój negatywnych emocji, zwątpienia, cierpienia i krwi. Tylko czy na pewno były jego? Natomiast sam Hisseth widział nadal tę samą karuzelę okrucieństwa, spodziewajac się, że palce tamujące jedną z wielu ran zaraz wbiją się głębiej.
Valnar pochylił się, zauważając, że spod lewej powieki zwierzęcia ściekała pojedyncza łza. Kropla spadła na bok pyska zwierzęcia, ale zamiast wsiąknąć w skórę, skrystalizowała się, z cichym stuknięciem lądując na kamiennej posadzce.
A kiedy łowca ocknął się w rzeczywistości, miał ją w łapie: kryształową, niemal pulsującą od środka.
Ale kiedy Hisseth przebudził się w swoim prawdziwym ciele, coś było nie tak.
– –
efekty:
Hisseth poza traumą na całe życie, którą może odgrywać jak tylko zechce, obudził się z dziwną zmianą na ciele. Czerwone łuski na spodzie jego ciała lśnią gęstą, świeżą krwią, spływającą po nich wolno, jakby była żywa. Krew nie wsiąka w ziemię, a dotknięta jest jak powietrze. Ale pachnie jak krew.
Efekt: +4 ST percepcji gdy wypadnie drapieżnik na polowaniu, +2 ST do kamuflażu.
Valnar: Łza Łaski* – gwarancja przeżycia w przypadku rany krytycznej lub śmiertelnej Skazy Granatu, ale z maksymalnym kalectwem. Łzę należy fabularnie wręczyć uzdrowicielowi w momencie leczenia (w innym wypadku nie da się jej przekazać). Uzdrowicielowi takie leczenie nie wlicza się do osiągnięcia Wysłannika Erycala.
[NIEME PRZEKLEŃSTWO] & [WICHROGŁOS]
Rzeczywistość powoli rozpadała się pod łapami Rairisha i nogami Vunnuda, a warstwy wspomnień przesuwały się po sobie niczym piasek i popiół; to, co należało do elfa i gońca, zlewało się z tym, co należało do smoka, a instynkty drapieżcy spuszczone ze smyczy nie znały litości.. Rairish – albo raczej to, co z niego zostało w tej chaotycznej mieszaninie – nie rozróżniał już, kto był ofiarą, a kto oprawcą. Czuł jedynie pulsującą euforię mocy, rozkosz zdobytą mięśniami ciała, które pozwalało mu polować bez ograniczeń czy strachu.
Elf pędził w dół wąskich schodów, niemal potykając się o własne szaty. Elred? Vunnud? Panika wdzierała się w ten iluzoryczny komfort jak ostry kamień w miękką skórę. Uciekaj, uciekaj, nie patrz, nie zatrzymuj się – ale biedak nie wiedział już, czy to jego własne słowa, czy echo smoczego instynktu, który próbował mu wmówić, że życie można ocalić tylko biegiem.
W tym czasie świat gońca zwęził się do jednego punktu – pleców elfa, odsłoniętych i bezbronnych. Zjeżdżające niżej schody prowadziły w ciemność, lecz zanim Vunnud zdążył w nią zniknąć, Rairish skoczył. Pazury zgrzytnęły o kamień, gdy wybijał się z ostatniego stopnia, a potem przyciągnęła go w dół sama masa ciała drapieżnika, lądująca na ofierze.
Uderzył w elfa pełnym impetem.
Razem stoczyli się po dwóch, trzech schodkach. Drapieżnik wgryzł się w bark dwunoga, ale nie tak głęboko, by zabić – choć wciąż z siłą, która sprawiała, że każda część umysłu elfa krzyczała, że to koniec ucieczki.
Krew buchnęła z rany w gwałtownym, gorącym strumieniu, a ból nie tyle przeciął, co roztrzaskał świadomość elfa, zmiatając ją w jedną, krótką, oślepiającą smugę końca. Ciało Vunnuda zwiotczało w ułamku sekundy, zanim zdążył zrozumieć, czy to jego imię, czy Elreda przestaje należeć do żywego.
Rairish jeszcze przez moment szarpał zdobyczą, oślepiony triumfem drapieżcy, nieświadomy, że impet skoku nie zatrzymał się na martwym ciele. Goniec toczył się z ciałem zdobyczy dalej, uderzając głową w kamienną krawędź z tak brutalną siłą, że echo wstrząsnęło całym korytarzem.
– –
efekty:
Rairish ma -2 ST do akcji w towarzystwie Vunnuda.
Vunnud ma +2 ST do akcji w towarzystwie Rairisha.
Towarzystwo = aktywne przebywanie w jednym temacie.
Vunnud zyskuje biegłość językową: staroelficki znany i wiedzę tajemną (PW z dalszymi instrukcjami). Fabularnie ma delikatne rozszczepienie świadomości i mieszają mu się niektóre fakty czy wspomnienia z tymi Elreda (również więcej na PW).
Rairish może przebywać na pustyni więcej czasu bez spełnienia mechanicznych wymagań (nadal obowiązują go czasowe limity tak jak osoby, które te wymagania spełniają). Odzyskuje także wąsy, choć są one pokryte malutką łuską, a nie futrem/skórą.
[WARKOCZ KOMETY] & [BUDOWNICZY RUIN]
Palący żar sączył się przez popękaną skórę błotoryja a Wasak – choć nie był właścicielem tego ciała – czuł każdą rozchodzącą się falę bólu aż do granic obłędu. Znosił ją jednak bardzo dzielnie. Do tego wyczuł, niemal słyszał drżącą sylwetkę nieopodal, która należała do małego, wątłego stworzonka.
Jednoskrzydłe ptaszątko ledwo utrzymywało równowagę po upadku ze stołu, a ból rozrywał mu świadomość na szwy. Ruszył więc w stronę najciemniejszego kąta pomieszczenia, kierując osłabione łapki na ślepo, byle dalej od drapieżnika, którego nie potrafił rozpoznać.
Ale ropuch skupił się na innym, nieco głośniejszym dźwięku od strony, z której zeskoczył myszolot. Zebrał resztki sił, starając się oddzielić brzęczący instynkt żaby od własnej panicznej determinacji, i strzelił jęzorem, który niestety uderzył w coś z głuchym brzdękiem. Co to było? Jakaś bariera? Ale skąd?
Tak czy inaczej, cios w ochronną powłokę odbił cały impet z powrotem do żabiego ciała, przewracając go na grzbiet. Tłuste cielsko nie zdołało się już podnieść. Metal syknął po raz ostatni, nim kotlina znów przywitała piastuna.
Sparaliżowany strachem myszolot obserwował tylko jak język cofa się bezwładnie, a żaba drży w konwulsji. Serce ptaszka również przyspieszyło, niewydolne w małym ciałku pełnym paniki i bólu, aż w końcu… zatrzymało się.
– –
efekty:
Nari w obecności Wasaka ma +2 ST do wszystkich akcji. Na jego barkach wyrosły małe, karłowate nielotne skrzydełka. Mniej więcej visual.
Wasak fabularnie jest odporniejszy na wysokie temperatury i oparzenia. Mechanicznie rany powiązane z żywiołem ognia zadają mu obrażenia o oczko niżej (ciężka to średnia, średnia to lekka itd.) Dodatkowo ma nieco wydłużony język.
KONIEC: wszyscy budzą się w Kotlinie, a bariera zniknęła.
+3 PF dla Tropiciela.
+6 PF dla pozostałych.
Wszystkie efekty mechaniczne i fabularne trwają do końca grudnia '25. Fabularne kosmetyczne zmiany są na stałe.
pingi
- 25 lis 2025, 1:47
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 2072
?!
[SKAZA GRANATU]
1/10 ; bies
Halucynacje nie ustępowały – wręcz gęstniały, zlepiając się w jedną, duszną mgłę, która wypełniała każdy zakamarek świadomości Hissetha. Wojownik nie wiedział już, gdzie naprawdę jest. Raz czuł pod łapami chłodną, metaliczną powłokę na której leżał, w następnej sekundzie szorstki, kamienisty grunt Gór Yraio. Jedno migało w drugie; świat zmieniał się bez ostrzeżenia, bez reguł, a co gorsza bez litości.
Zapach też był zdradliwy. Ostry żar spalenizny mieszał się z gryzącym dymem z nozdrzy znanego mu smoka. Czarciego Pomiotu? Czy ona na pewno tak robiła? Wiedział jedno: cokolwiek to było, nie powinno znajdować się tak blisko jego pyska. A jednak było, jakby pochylało się nad nim i patrzyło z góry. Z pogardą? Z obojętnością? Z tym samym chłodem, którym darzyła go od zawsze… prawda?
I angle znowu widział jajo. Pulsowało przed nim błękitem, jakby wołało o pomoc. Skaza czuł, jakby ktoś wyrwał mu serce i zapakował je do słoika, a potem zaczął z nim uciekać. I wtedy ta jedna myśl zdominowała go całkowicie – musiał je odzyskać.
Lecz gdy tylko próbował się podnieść, świat zgiął się jak miękka wstążka. Jajo oddalało się nie ruchem, a cieniem, jakby ktoś wsunął je w wąski, ciemny korytarz. Stało tam jeszcze ułamek sekundy, nim zniknęło całkowicie. Skaza szarpnął się rozpaczliwie, przekonany, że biegnie za nim, że goni ten błękit migający w mroku. Że musi jeszcze tylko trochę, jeszcze kawałek, oddać jeszcze tylko jeden oddech, dogonić złodzieja. Ale obraz uciekał przed nim złośliwie, jakby popychany niewidzialną dłonią, a jego łapy grzęzły w niewidzialnym błocie. Korytarz wydłużał się nienaturalnie, rozciągał w nieskończoność.
Bo klatka wciąż tam była. W rzeczywistości Skaza nie opuścił nawet klatki. Ledwie pełzł, pozostawiając za sobą krwawy ślad rozlanej krwi, w której się do tej pory taplał. A mimo to dalej wyciągał łapę do jaja, które już było poza jego zasięgiem.
[NIEME PRZEKLEŃSTWO]
8/10 ; pustynny goniec
Zabij go, nim on zabije ciebie. Rairishnie musiał za bardzo pchać pustynnego gońca do działania. Bowiem skoczył on w kierunku wyeksponowanej, kruchej szyi, aby zatopić w niej zęby—
Bam!
Elf w ostatniej możliwej chwili przełamał runę wyrwaną w pośpiechu z kieszeni. Wokół niego zamknęła się przezroczysta, migocząca bańka. Ochrona zadziałała, ale odcięła go również od tlenu. Teraz leżał skulony na ziemi, podczas gdy jego usta rozpaczliwie szukały powietrza.
Goniec zawahał się tylko na krótką, instynktowną sekundę. Potem wściekłość wróciła. Uderzał głową w barierę, aż z jego czoła zaczęła lecieć krew. Drapał ją pazurami, próbując rozerwać jak pancerz zwierzęcia, ale bańka ani drgnęła. Miał już ponawiać kolejną z wielu prób, gdy w kąciku oka dostrzegł interesujący go ruch.
Inny elf. Dalej, odwrócony plecami, pochylony nad czymś.
Bezbronny.
Łatwy cel.
Podjęcie decyzji zajęło gońcowi ułamek oddechu. Zamiast tracić siły na magię, odwrócił się w stronę nowej ofiary, zostawiając duszącego się elfa w jego błyszczącej pułapce.
[WARKOCZ KOMETY] & [BUDOWNICZY RUIN]
4/10 ; myszolot // 5/10 ; błotoryj
Myszolot wylądował ciężko i nieporadnie – drugie skrzydło pomogło mu tylko o tyle, że nie rozbił się o ziemię jak kamień. Dla Nariego było to pierwsze w życiu szybowanie i zapewne absolutnie nie chciał przeżyć kolejnego w takich warunkach. Ból szarpnął go od ogona do dzioba.
Uderzył go nagle zapach spalenizny. Kiedy odwrócił głowę, zobaczył jogromną, czarną żabę smażącą się na kratce jak na wielkiej patelni. Jej oczodoły ziały pustką. Nie widział nic poza gładkimi jamami po niegdyś paciorkowatych ślepiach. Obok niej topniał lodowy odłamek, wokół którego Nari dostrzegł kilka złotych łusek.
Błotoryjowi zaś pociekła ślinka. Miał świadomość, że nie zostało mu za wiele życia, ale czy można odmówić sobie ostatniego posiłku, kiedy ma się go tuż przed pyskiem? Kiedy instynkt drapieżnika szepcze, że wystarczy tylko jeden, dobry, lepki strzał języka?
[WICHROGŁOS]
8/10
Vunnud koncentrował się wyłącznie na Elredzie, a raczej na jego niezwykłej, niemal nienaturalnej kontroli. Elf poruszał się szybko, ale bez cienia paniki. Zaklęcia płynęły jedno po drugim; płomień formował się nad biurkiem tak gładko, jakby nie istniała żadna przerwa między czarem a pamięcią o nim. Najdziwniejsze było to, że magia nie rozpraszała się na powietrzu jak smocza, gdy dwunóg przywołał inne zaklęcie do istnienia.
Gdy papiery zakodowane dziwnym szyfrem płonęły w jęzorach ognia, pod jednym z nich Wichrogłos spostrzegł runę. A choć dotąd nie znał tego języka, wydawało mu się, że ten symbol oznacza "zmyłkę".
Do czasu, gdy usłyszał za sobą głośne nawoływanie. Vunnud? Elred zamarł, choć nie wiedział dlaczego.
[GWIEZDNY TROPICIEL]
9/10
Słowa, które wypowiedział, miały dziwny akcent, ale w chaosie nikt tego nie zauważył. Nawet nie spojrzano w jego stronę, najwidoczniej nie on tu dowodził. Albo po prostu wszyscy byli zajęci tym, co uważali za najważniejsze dla całego przedsięwzięcia.
Jeden elf niósł jajo i zniknął za rogiem. Inny palił papiery przy stole. A kolejnywalczył o życie, odcięty od tlenu bańką ochronną.
Valnar wziął sprawy we własne ręce. Elf otwierał klatki szybkim ruchem, jedną po drugiej. Zwierzęta jednak nie reagowały tak, jak oczekiwał. Nie wyskakiwały na wolność, tworząc większe zamieszanie. Drżały, wciskały się w kąty, niektóre nie mogły nawet wstać. Dopiero gdy podszedł bliżej, zobaczył stan ich łap. Surowa, krwawa prawda biła po oczach.
W jednej z klatek leżał umierający bies, w metalowym naczyniu, z którego sączyła się nieustannie krew. A jednak zwierzę po otwarciu drzwiczek niespodziewanie zaczęło się czołgać na zewnątrz, choć jego oczy nie patrzyły nawet na Valnara. Skierowane były w ciemny kąt za którym zniknęło jajo.
Ostatnim do wyswobodzenia więźniem był błotoryj przywiązany łańcuchem do stalowej kratki. Pod nią palił się magiczny ogień, a Valnar był dziwnie pewien, że sam narysował odpowiednią runę parę dni wcześniej. Niestety w tym chaosie kompletnie nie zauważył przy butach małego myszolota.
Zresztą, skupił się na tym, by wołać swojego syna. Elf zmarszczył czoło, gdy z jego gardła wydobyło się nieznane mu imię.
Czas na odpis: 28.11 godzina 23:59
Co się dzieje na danym pułapie punktów?
10 punktów: Pełna jasność umysłu
7-9 punktów: Lekkie zaburzenia – bóle głowy, trudności z koncentracją
4-6 punktów: Umiarkowane zaburzenia – halucynacje słuchowe, paranoja, drżenie kończyn
1-3 punkty: Ciężkie zaburzenia – halucynacje wzrokowe, ataki paniki, niemożność odróżnienia rzeczywistości od wizji
0 punktów: Całkowite załamanie psychiczne – postać budzi się w potencjalnie ciężkim stanie.
1/10 ; bies
Halucynacje nie ustępowały – wręcz gęstniały, zlepiając się w jedną, duszną mgłę, która wypełniała każdy zakamarek świadomości Hissetha. Wojownik nie wiedział już, gdzie naprawdę jest. Raz czuł pod łapami chłodną, metaliczną powłokę na której leżał, w następnej sekundzie szorstki, kamienisty grunt Gór Yraio. Jedno migało w drugie; świat zmieniał się bez ostrzeżenia, bez reguł, a co gorsza bez litości.
Zapach też był zdradliwy. Ostry żar spalenizny mieszał się z gryzącym dymem z nozdrzy znanego mu smoka. Czarciego Pomiotu? Czy ona na pewno tak robiła? Wiedział jedno: cokolwiek to było, nie powinno znajdować się tak blisko jego pyska. A jednak było, jakby pochylało się nad nim i patrzyło z góry. Z pogardą? Z obojętnością? Z tym samym chłodem, którym darzyła go od zawsze… prawda?
I angle znowu widział jajo. Pulsowało przed nim błękitem, jakby wołało o pomoc. Skaza czuł, jakby ktoś wyrwał mu serce i zapakował je do słoika, a potem zaczął z nim uciekać. I wtedy ta jedna myśl zdominowała go całkowicie – musiał je odzyskać.
Lecz gdy tylko próbował się podnieść, świat zgiął się jak miękka wstążka. Jajo oddalało się nie ruchem, a cieniem, jakby ktoś wsunął je w wąski, ciemny korytarz. Stało tam jeszcze ułamek sekundy, nim zniknęło całkowicie. Skaza szarpnął się rozpaczliwie, przekonany, że biegnie za nim, że goni ten błękit migający w mroku. Że musi jeszcze tylko trochę, jeszcze kawałek, oddać jeszcze tylko jeden oddech, dogonić złodzieja. Ale obraz uciekał przed nim złośliwie, jakby popychany niewidzialną dłonią, a jego łapy grzęzły w niewidzialnym błocie. Korytarz wydłużał się nienaturalnie, rozciągał w nieskończoność.
Bo klatka wciąż tam była. W rzeczywistości Skaza nie opuścił nawet klatki. Ledwie pełzł, pozostawiając za sobą krwawy ślad rozlanej krwi, w której się do tej pory taplał. A mimo to dalej wyciągał łapę do jaja, które już było poza jego zasięgiem.
[NIEME PRZEKLEŃSTWO]
8/10 ; pustynny goniec
Zabij go, nim on zabije ciebie. Rairishnie musiał za bardzo pchać pustynnego gońca do działania. Bowiem skoczył on w kierunku wyeksponowanej, kruchej szyi, aby zatopić w niej zęby—
Bam!
Elf w ostatniej możliwej chwili przełamał runę wyrwaną w pośpiechu z kieszeni. Wokół niego zamknęła się przezroczysta, migocząca bańka. Ochrona zadziałała, ale odcięła go również od tlenu. Teraz leżał skulony na ziemi, podczas gdy jego usta rozpaczliwie szukały powietrza.
Goniec zawahał się tylko na krótką, instynktowną sekundę. Potem wściekłość wróciła. Uderzał głową w barierę, aż z jego czoła zaczęła lecieć krew. Drapał ją pazurami, próbując rozerwać jak pancerz zwierzęcia, ale bańka ani drgnęła. Miał już ponawiać kolejną z wielu prób, gdy w kąciku oka dostrzegł interesujący go ruch.
Inny elf. Dalej, odwrócony plecami, pochylony nad czymś.
Bezbronny.
Łatwy cel.
Podjęcie decyzji zajęło gońcowi ułamek oddechu. Zamiast tracić siły na magię, odwrócił się w stronę nowej ofiary, zostawiając duszącego się elfa w jego błyszczącej pułapce.
[WARKOCZ KOMETY] & [BUDOWNICZY RUIN]
4/10 ; myszolot // 5/10 ; błotoryj
Myszolot wylądował ciężko i nieporadnie – drugie skrzydło pomogło mu tylko o tyle, że nie rozbił się o ziemię jak kamień. Dla Nariego było to pierwsze w życiu szybowanie i zapewne absolutnie nie chciał przeżyć kolejnego w takich warunkach. Ból szarpnął go od ogona do dzioba.
Uderzył go nagle zapach spalenizny. Kiedy odwrócił głowę, zobaczył jogromną, czarną żabę smażącą się na kratce jak na wielkiej patelni. Jej oczodoły ziały pustką. Nie widział nic poza gładkimi jamami po niegdyś paciorkowatych ślepiach. Obok niej topniał lodowy odłamek, wokół którego Nari dostrzegł kilka złotych łusek.
Błotoryjowi zaś pociekła ślinka. Miał świadomość, że nie zostało mu za wiele życia, ale czy można odmówić sobie ostatniego posiłku, kiedy ma się go tuż przed pyskiem? Kiedy instynkt drapieżnika szepcze, że wystarczy tylko jeden, dobry, lepki strzał języka?
[WICHROGŁOS]
8/10
Vunnud koncentrował się wyłącznie na Elredzie, a raczej na jego niezwykłej, niemal nienaturalnej kontroli. Elf poruszał się szybko, ale bez cienia paniki. Zaklęcia płynęły jedno po drugim; płomień formował się nad biurkiem tak gładko, jakby nie istniała żadna przerwa między czarem a pamięcią o nim. Najdziwniejsze było to, że magia nie rozpraszała się na powietrzu jak smocza, gdy dwunóg przywołał inne zaklęcie do istnienia.
Gdy papiery zakodowane dziwnym szyfrem płonęły w jęzorach ognia, pod jednym z nich Wichrogłos spostrzegł runę. A choć dotąd nie znał tego języka, wydawało mu się, że ten symbol oznacza "zmyłkę".
Do czasu, gdy usłyszał za sobą głośne nawoływanie. Vunnud? Elred zamarł, choć nie wiedział dlaczego.
[GWIEZDNY TROPICIEL]
9/10
Słowa, które wypowiedział, miały dziwny akcent, ale w chaosie nikt tego nie zauważył. Nawet nie spojrzano w jego stronę, najwidoczniej nie on tu dowodził. Albo po prostu wszyscy byli zajęci tym, co uważali za najważniejsze dla całego przedsięwzięcia.
Jeden elf niósł jajo i zniknął za rogiem. Inny palił papiery przy stole. A kolejnywalczył o życie, odcięty od tlenu bańką ochronną.
Valnar wziął sprawy we własne ręce. Elf otwierał klatki szybkim ruchem, jedną po drugiej. Zwierzęta jednak nie reagowały tak, jak oczekiwał. Nie wyskakiwały na wolność, tworząc większe zamieszanie. Drżały, wciskały się w kąty, niektóre nie mogły nawet wstać. Dopiero gdy podszedł bliżej, zobaczył stan ich łap. Surowa, krwawa prawda biła po oczach.
W jednej z klatek leżał umierający bies, w metalowym naczyniu, z którego sączyła się nieustannie krew. A jednak zwierzę po otwarciu drzwiczek niespodziewanie zaczęło się czołgać na zewnątrz, choć jego oczy nie patrzyły nawet na Valnara. Skierowane były w ciemny kąt za którym zniknęło jajo.
Ostatnim do wyswobodzenia więźniem był błotoryj przywiązany łańcuchem do stalowej kratki. Pod nią palił się magiczny ogień, a Valnar był dziwnie pewien, że sam narysował odpowiednią runę parę dni wcześniej. Niestety w tym chaosie kompletnie nie zauważył przy butach małego myszolota.
Zresztą, skupił się na tym, by wołać swojego syna. Elf zmarszczył czoło, gdy z jego gardła wydobyło się nieznane mu imię.
Czas na odpis: 28.11 godzina 23:59
Co się dzieje na danym pułapie punktów?
10 punktów: Pełna jasność umysłu
7-9 punktów: Lekkie zaburzenia – bóle głowy, trudności z koncentracją
4-6 punktów: Umiarkowane zaburzenia – halucynacje słuchowe, paranoja, drżenie kończyn
1-3 punkty: Ciężkie zaburzenia – halucynacje wzrokowe, ataki paniki, niemożność odróżnienia rzeczywistości od wizji
0 punktów: Całkowite załamanie psychiczne – postać budzi się w potencjalnie ciężkim stanie.
pingi
- 19 lis 2025, 18:00
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 2072
?!
[SKAZA GRANATU]
2/10 ; bies
Wizja szalała.
Elfia twarz.
Mrugnięcie.
Fioletowy pysk Veir.
Mrugnięcie.
Znajome ślepia jego matki, Hekate, patrzące na niego z pogardą, jakby powróciła tylko po to, by go unicestwić.
Hisseth nie wiedział, gdzie kończy się jeden świat, a zaczyna drugi. Nie wiedział, kto jest smokiem, a kto katem. Każde mrugnięcie mieszało obrazy w jeden chaotyczny ciąg. Wśród tego bólu i dezorientacji kątem oka dostrzegł ruch.
Elf wbiegł do bocznego pomieszczenia, a po chwili wrócił, niosąc błękitne, pulsujące jajo. Dziwnie znajome, a serce przywódcy zadrżało dziwnie na ten widok. Zupełnie patrzył jakby na część samego siebie, co wydawało się absurdalną ideą.
Zanim zdążył to pojąć, zjawił się kolejny elf, wrzeszcząc coś. Świat znów zamienił się w kalejdoskop przerażenia unoszącego się w powietrzu bardziej niż zapach krwi.
[WARKOCZ KOMETY]
4/10 ; myszolot
Ból ciągle był jego. Nawet kiedy próbował się odcinać, nawet kiedy mówił sobie, że to nie jego skrzydła odcinają, nie jego mięśnie szarpią się w panice, tak ból wracał nasilony.
Mentalny krzyk do Rairisha odbił się echem, choć uzdrowiciel wiedział, że dotarł. Szybko zorientował się, że nie usłyszy odpowiedzi.
Szamoczący się ptaszek wyczuł okazję do ucieczki, gdy wiszący nad nim elf odwrócił się, zaalarmowany jakimś hałasem. Z jednym skrzydłem myszolot nigdzie raczej nie odleci, ale może uda mu się chociaż gdzieś schować...?
[JEDNO SŁOWO]
0/10 ; druzgotek zmarł
Pazury rozrywały skórę, ale nie skrzela, których już nawet nie było. Krew mieszała się z wodą, tworząc czerwone smugi. Druzgotek wił się jeszcze chwilę, aż jego ruchy stały się coraz krótsze, coraz słabsze…
A potem znieruchomiał.
Vaelin wpadł w siebie jak w zimny staw. Ocknął się gwałtownie, z bólem w płucach, łapczywie łapiąc powietrze, jakby wciąż tonął.
Aż po kilku chwilach zorientował się, że już nie ma wody. Tylko ciszę i echo agonii, która nie należała do niego.
– –
fabularnie: akwafobia; mechanika: do 31 grudnia nie może pływać, a kontakt z morską wodą powoduje nerwicę.
Postać budzi się w Kotlinie (nadal pod barierą).
[WICHROGŁOS]
7/10
Brwi elfów uniosły się, a zaraz potem jeden z nich parsknął śmiechem, podążając wzrokiem za tym, co obserwował Wichrogłos.
– Oh, zapomnij. Jego krew jest na wagę złota, ludzie płacą za nią więcej niż za smoczą – skomentował. – Poza tym magia jednorożca jest zbyt czysta i nie nada kształtu projektowi. Lepiej bierz się za tego żyw—
Ktoś gwałtownie wparował do laboratorium, zwracając uwagę wszystkich zebranych.
[BUDOWNICZY RUIN]
6/10 ; błotoryj
Choć Wasak starał się zmusić zwierzę do niepanikowania, gorąc nasilał się, a język ropuchy drżał, pragnąc rzucić się w dowolnym kierunku, byle dalej od żaru. Ciało błotoryja gotowało się, skwierczało na ogniu, a smok czuł to tak realnie, iż własne myśli zaczęły mu parzyć czaszkę od środka.
Po lewej ktoś mówił, szybko, nerwowo, ale wszystko brzmiało jak bełkot, jak przypadkowe dźwięki rozciągane przez wodę i płomień. Nie miały dla niego żadnego sensu.
Wszystko w nim szarpało się do ucieczki, ale on trwał wbity w to ciało jak cierń.
Jeszcze chwilę, coś zdawło mu się podpowiadać.
[ROZMARZONA ŁUSKA]
0/10 ; żywiołak wody (waran) zmarł
Świat pękł jak przeciążona lina. W jednej chwili czuła żar pod skórą, a nawet dym szczypiący jej nozdrza, a nagle zupełnie nic.
Wizja urwała się brutalnie, a Rianai zaczerpnęła powietrza, budząc się z gwałtownym dreszczem, jakby ktoś wylał na nią kubeł lodu. Skóra paliła ją żywym ogniem, choć była nietknięta. Każdy głębszy oddech wywoływał nieprzyjemny skurcz w płucach.
Odsunęła łeb, jakby sam cień nieistniejącego płomienia miał ją poparzyć.
– –
fabularnie: pirofobia ; mechanika: do 31 grudnia oparzenia powodują ranę o poziom większą (lekka staje się średnią, średnia ciężką itd.) ;
Postać budzi się w Kotlinie (nadal pod barierą).
[NIEME PRZEKLEŃSTWO]
8/10 ; pustynny goniec
Szarpnięcie było instynktowne, dzikie, pełne tej nagłej, rozpaczliwej odwagi. Udało mu się przewrócić elfa, który wylądował na zimnych płytach z przekleństwem nieznanego języka na ustach.
Zanim goniec zdążył świętować to małe zwycięstwo, dłoń kata uniosła się gwałtownie, a między jego palcami zatańczyły drobne iskry.
Natomiast głos Nariego, który przed chwilą krzyczał mu w głowie, wołając go po imieniu, znajdował się w pobliżu. Wyczuwał to, a potem zauważył jeszce innego elfa, odwracającego się od jednego z metalowych stołów. W dłoni trzymał nieduży, zakrwawiony sztylecik do którego krawędzi przylepiło się kilka kolorowych piór...
[GWIEZDNY TROPICIEL]
9/10
Z trudem złapał oddech, gdy wizja zaczęła blednąć. W głowie wciąż dudniła jedna rzecz – mało czasu. Nie potrafił powiedzieć skąd to wiedział ani dlaczego. To nie była jego panika, nie jego wspomnienia. To ciało coś wiedziało… ale on nie umiał sięgnąć po te strzępy.
Próbował sięgać innych maddarą i wysłać mentalną wiadomość, ale nie udało mu się to nawet po kilku próbach. Właściwie nie miał jak tego zrobić, brakowało tego znajomego przepływu maddary. Miał magię, choć nie smoczą.
Podniósł wzrok, gdy do komnaty wpadł elf z krzykiem. Tropiciel zrozumiał każde słowo.
Kamienne schody zadudniły, a do komnaty wpadł zdyszany elf.
– Ona już wie! Zaraz tu będzie! Szybko, trzeba spalić dowody! – wykrzyczał.
Dwójka przy Wichrogłosie spojrzała po sobie.
– Cholera – mruknął nerwowo jeden z nich. – Ale po co? Przecież—
– Nie ma na to czasu. Ruszaj się – uciął jego wypowiedź drugi, rzucając mu pęk kluczy, po czym obejrzał się na Wichrogłosa.
– Znasz zasady. Zniszcz swoją pracownię i uciekaj tunelem.
Po tych słowach ruszył żwawym krokiem w stronę niedużego pomieszczenia z którego wnętrza, jak teraz tak się przyjrzał Wichrogłos, coś pulsowało innym rodzajem światła niż to, które produkowały zawieszone na ścianach kryształy.
Elfy przy Rairishu i Narim nie były pewne, czy powinny rzucić wszystko, czy pozbyć się wpierw groźnego drapieżnika, który zerwał się z uwięzi. Jeden z nich spanikował, chwytając za blat i przewracając go tak, aby z hukiem wylądował między nim a drapieżnikiem, po czym zerwał się do ucieczki, zostawiając swojego kolegę po drugiej stronie, na łasce pustynnej bestii.
Valnar z jakiegoś powodu jako jedyny nie panikował. Elf zdawał się wiedzieć co robić, choć nadal dłonie drżały mu z nerwów. Namierzył spojrzeniem uciekiniera z jajem, a jego nogi bardzo, bardzo chciały pójść w tamtą stronę, ignorując wszystko inne, uważając to za ofiary konieczne.
Czas na odpis: 22.11 godzina 23:59
Co się dzieje na danym pułapie punktów?
10 punktów: Pełna jasność umysłu
7-9 punktów: Lekkie zaburzenia – bóle głowy, trudności z koncentracją
4-6 punktów: Umiarkowane zaburzenia – halucynacje słuchowe, paranoja, drżenie kończyn
1-3 punkty: Ciężkie zaburzenia – halucynacje wzrokowe, ataki paniki, niemożność odróżnienia rzeczywistości od wizji
0 punktów: Całkowite załamanie psychiczne – postać budzi się w potencjalnie ciężkim stanie.
2/10 ; bies
Wizja szalała.
Elfia twarz.
Mrugnięcie.
Fioletowy pysk Veir.
Mrugnięcie.
Znajome ślepia jego matki, Hekate, patrzące na niego z pogardą, jakby powróciła tylko po to, by go unicestwić.
Hisseth nie wiedział, gdzie kończy się jeden świat, a zaczyna drugi. Nie wiedział, kto jest smokiem, a kto katem. Każde mrugnięcie mieszało obrazy w jeden chaotyczny ciąg. Wśród tego bólu i dezorientacji kątem oka dostrzegł ruch.
Elf wbiegł do bocznego pomieszczenia, a po chwili wrócił, niosąc błękitne, pulsujące jajo. Dziwnie znajome, a serce przywódcy zadrżało dziwnie na ten widok. Zupełnie patrzył jakby na część samego siebie, co wydawało się absurdalną ideą.
Zanim zdążył to pojąć, zjawił się kolejny elf, wrzeszcząc coś. Świat znów zamienił się w kalejdoskop przerażenia unoszącego się w powietrzu bardziej niż zapach krwi.
[WARKOCZ KOMETY]
4/10 ; myszolot
Ból ciągle był jego. Nawet kiedy próbował się odcinać, nawet kiedy mówił sobie, że to nie jego skrzydła odcinają, nie jego mięśnie szarpią się w panice, tak ból wracał nasilony.
Mentalny krzyk do Rairisha odbił się echem, choć uzdrowiciel wiedział, że dotarł. Szybko zorientował się, że nie usłyszy odpowiedzi.
Szamoczący się ptaszek wyczuł okazję do ucieczki, gdy wiszący nad nim elf odwrócił się, zaalarmowany jakimś hałasem. Z jednym skrzydłem myszolot nigdzie raczej nie odleci, ale może uda mu się chociaż gdzieś schować...?
[JEDNO SŁOWO]
0/10 ; druzgotek zmarł
Pazury rozrywały skórę, ale nie skrzela, których już nawet nie było. Krew mieszała się z wodą, tworząc czerwone smugi. Druzgotek wił się jeszcze chwilę, aż jego ruchy stały się coraz krótsze, coraz słabsze…
A potem znieruchomiał.
Vaelin wpadł w siebie jak w zimny staw. Ocknął się gwałtownie, z bólem w płucach, łapczywie łapiąc powietrze, jakby wciąż tonął.
Aż po kilku chwilach zorientował się, że już nie ma wody. Tylko ciszę i echo agonii, która nie należała do niego.
– –
fabularnie: akwafobia; mechanika: do 31 grudnia nie może pływać, a kontakt z morską wodą powoduje nerwicę.
Postać budzi się w Kotlinie (nadal pod barierą).
[WICHROGŁOS]
7/10
Brwi elfów uniosły się, a zaraz potem jeden z nich parsknął śmiechem, podążając wzrokiem za tym, co obserwował Wichrogłos.
– Oh, zapomnij. Jego krew jest na wagę złota, ludzie płacą za nią więcej niż za smoczą – skomentował. – Poza tym magia jednorożca jest zbyt czysta i nie nada kształtu projektowi. Lepiej bierz się za tego żyw—
Ktoś gwałtownie wparował do laboratorium, zwracając uwagę wszystkich zebranych.
[BUDOWNICZY RUIN]
6/10 ; błotoryj
Choć Wasak starał się zmusić zwierzę do niepanikowania, gorąc nasilał się, a język ropuchy drżał, pragnąc rzucić się w dowolnym kierunku, byle dalej od żaru. Ciało błotoryja gotowało się, skwierczało na ogniu, a smok czuł to tak realnie, iż własne myśli zaczęły mu parzyć czaszkę od środka.
Po lewej ktoś mówił, szybko, nerwowo, ale wszystko brzmiało jak bełkot, jak przypadkowe dźwięki rozciągane przez wodę i płomień. Nie miały dla niego żadnego sensu.
Wszystko w nim szarpało się do ucieczki, ale on trwał wbity w to ciało jak cierń.
Jeszcze chwilę, coś zdawło mu się podpowiadać.
[ROZMARZONA ŁUSKA]
0/10 ; żywiołak wody (waran) zmarł
Świat pękł jak przeciążona lina. W jednej chwili czuła żar pod skórą, a nawet dym szczypiący jej nozdrza, a nagle zupełnie nic.
Wizja urwała się brutalnie, a Rianai zaczerpnęła powietrza, budząc się z gwałtownym dreszczem, jakby ktoś wylał na nią kubeł lodu. Skóra paliła ją żywym ogniem, choć była nietknięta. Każdy głębszy oddech wywoływał nieprzyjemny skurcz w płucach.
Odsunęła łeb, jakby sam cień nieistniejącego płomienia miał ją poparzyć.
– –
fabularnie: pirofobia ; mechanika: do 31 grudnia oparzenia powodują ranę o poziom większą (lekka staje się średnią, średnia ciężką itd.) ;
Postać budzi się w Kotlinie (nadal pod barierą).
[NIEME PRZEKLEŃSTWO]
8/10 ; pustynny goniec
Szarpnięcie było instynktowne, dzikie, pełne tej nagłej, rozpaczliwej odwagi. Udało mu się przewrócić elfa, który wylądował na zimnych płytach z przekleństwem nieznanego języka na ustach.
Zanim goniec zdążył świętować to małe zwycięstwo, dłoń kata uniosła się gwałtownie, a między jego palcami zatańczyły drobne iskry.
Natomiast głos Nariego, który przed chwilą krzyczał mu w głowie, wołając go po imieniu, znajdował się w pobliżu. Wyczuwał to, a potem zauważył jeszce innego elfa, odwracającego się od jednego z metalowych stołów. W dłoni trzymał nieduży, zakrwawiony sztylecik do którego krawędzi przylepiło się kilka kolorowych piór...
[GWIEZDNY TROPICIEL]
9/10
Z trudem złapał oddech, gdy wizja zaczęła blednąć. W głowie wciąż dudniła jedna rzecz – mało czasu. Nie potrafił powiedzieć skąd to wiedział ani dlaczego. To nie była jego panika, nie jego wspomnienia. To ciało coś wiedziało… ale on nie umiał sięgnąć po te strzępy.
Próbował sięgać innych maddarą i wysłać mentalną wiadomość, ale nie udało mu się to nawet po kilku próbach. Właściwie nie miał jak tego zrobić, brakowało tego znajomego przepływu maddary. Miał magię, choć nie smoczą.
Podniósł wzrok, gdy do komnaty wpadł elf z krzykiem. Tropiciel zrozumiał każde słowo.
Kamienne schody zadudniły, a do komnaty wpadł zdyszany elf.
– Ona już wie! Zaraz tu będzie! Szybko, trzeba spalić dowody! – wykrzyczał.
Dwójka przy Wichrogłosie spojrzała po sobie.
– Cholera – mruknął nerwowo jeden z nich. – Ale po co? Przecież—
– Nie ma na to czasu. Ruszaj się – uciął jego wypowiedź drugi, rzucając mu pęk kluczy, po czym obejrzał się na Wichrogłosa.
– Znasz zasady. Zniszcz swoją pracownię i uciekaj tunelem.
Po tych słowach ruszył żwawym krokiem w stronę niedużego pomieszczenia z którego wnętrza, jak teraz tak się przyjrzał Wichrogłos, coś pulsowało innym rodzajem światła niż to, które produkowały zawieszone na ścianach kryształy.
Elfy przy Rairishu i Narim nie były pewne, czy powinny rzucić wszystko, czy pozbyć się wpierw groźnego drapieżnika, który zerwał się z uwięzi. Jeden z nich spanikował, chwytając za blat i przewracając go tak, aby z hukiem wylądował między nim a drapieżnikiem, po czym zerwał się do ucieczki, zostawiając swojego kolegę po drugiej stronie, na łasce pustynnej bestii.
Valnar z jakiegoś powodu jako jedyny nie panikował. Elf zdawał się wiedzieć co robić, choć nadal dłonie drżały mu z nerwów. Namierzył spojrzeniem uciekiniera z jajem, a jego nogi bardzo, bardzo chciały pójść w tamtą stronę, ignorując wszystko inne, uważając to za ofiary konieczne.
Czas na odpis: 22.11 godzina 23:59
Co się dzieje na danym pułapie punktów?
10 punktów: Pełna jasność umysłu
7-9 punktów: Lekkie zaburzenia – bóle głowy, trudności z koncentracją
4-6 punktów: Umiarkowane zaburzenia – halucynacje słuchowe, paranoja, drżenie kończyn
1-3 punkty: Ciężkie zaburzenia – halucynacje wzrokowe, ataki paniki, niemożność odróżnienia rzeczywistości od wizji
0 punktów: Całkowite załamanie psychiczne – postać budzi się w potencjalnie ciężkim stanie.
pingi
- 12 lis 2025, 2:22
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 2072
?!
Rianai powoli przestępowała w klatce, próbując zrozumieć swoje nowe ciało. Język wystrzeliwał, łowiąc zapachy wilgoci, kamienia i obcej magii. Wszystko zdawało się potwierdzać jej teorię – była żywiołakiem.
Z lewej strony miała pusty, ciemny korytarz, prowadzący w głąb jaskini. Pochodnie migotały gdzieś w oddali, rzucając długie cienie. Nikt tam nie chodził – przynajmniej nie teraz.
Vunnud zdecydował się na obserwację, kontrolując swój lęk metodami wojownika. Władcza ambicja kazała mu skupić się na czymś innym niż ból. Jego puma wsłuchała się w kakofonię metalu i mamrotania elfów, a dzięki wyostrzonym zmysłom mogła posłyszeć czkawkę serca... jednorożca!
Vaelin nurkował w akwarium, unikając szczypiec. Woda była jego domeną, i dzięki niej druzgotek poruszał się zwinnie, od narożnika do narożnika. Elf musiał sięgać daleko, wyciągać rękę, tracić równowagę. Nie sposób było złapać tak upierdliwe stworzeie.
Smocza podświadomość błotoryja Wasaka podpowiadała, że każda klatka powinna mieć zamek. I miała. Ale co najbardziej zwracało uwagę to niezbyt starannie wykonane zawiasy. Jeden celny cios języka mógłby pomóc... choć tak naprawdę mógłby go przeznaczyć też na coś innego. Szyja pobliskiego elfa wydawała się bardzo kuszącym celem.
Nari wołał rozpaczliwie, ale nikt nie odpowiadał. Ból ostry jak żyletki dźgał go w oczy, a wielka ręka co raz szybciej zbliżała się do klatki, gotowa się na nim zacisnąć.
Rairish próbował wysłać odpowiedź do Nariego, ale ciało pustynnego gońca było puste, pozbawione aktywnego źródła maddary. Zamiast tego czarodziej skupił się na uspokojeniu gońca, poprzez pokazanie mu bezpiecznych wspomnień miejsc wolnych od bólu. Zadziałało, bo zwierzę otworzyło paszczę, wydając z siebie nieznane dotąd nikomu dźwięki, co zwróciło uwagę zasasdniczo każdego ze zgromadzonych tu elfów.
Zanim Hisseth poznał los biesa, wizja zaczęła się rozpadać.
Najpierw subtelnie – obraz zadrżał, jakby ktoś zmącił wodę w stawie. Ściany jaskini zafalowały, elfickie twarze rozmazały się jak farba w deszczu, a zwierzęce formy, w których uwięzione były jaźnie smoków, zaczęły raz być smoczymi, a raz z powrotem tymi obcymi.
Świat zakręcił się wokół nich, obracając się w niemożliwych kierunkach. Góra była dołem. Ogon był zadem. Łapa była nozdrzami. Nic nie miało sensu.
Obraz migotał jak płomień świecy w podmuchach wiatru. Jasno, ciemno, jasno, ciemno.
A potem wszystko zrobiło się czarne.
[SKAZA GRANATU]
3/10 ; bies
Widział zimne ściany i metalowe stoły. Elfy pochylone nad nim, zapisujące, notujące, eksperymentujące.
Mrugnął.
Teraz był w Widmowej Kotlinę. Zebrane wokół niej smocze sylwetki, patrzące na niego z pogardą. Z nienawiścią. Otaczali go, warczeli, szykowali się do...
Mrugnął.
Elf wyciągał z kieszeni dziwne, ostre narzędzie błyszczące w świetle kryształów. Zbliżał je do jego tylnej łapy, do palców. Zupełnie jakby chciał...
Mrugnął.
Stado. Znęcali się nad nim. Dlaczego? Co zrobił? Był jednym z nich, prawda? Prawda?
Mrugnął.
Kim był? Biesem? Smokiem? Więźniem? Członkiem stada? Eksperymentem? Dlaczego nie mógł się ruszyć?
Nie wiedział. Obrazy mieszały się, nakładały na siebie, rozdzierały rzeczywistość na strzępy. A Skaza Granatu krzyczał – albo myślał, że krzyczy – ale nie był pewien, czy w ogóle istnieje.
[WARKOCZ KOMETY]
4/10 ; myszolot
Nie był już w ciasnej klatce. Teraz leżał na stole. Twardym, zimnym, wbijającym się w jego drobne ciałko jak lodowiec. Dzięki światłu odbijanym przez kryształy widział—oh! To jego skrzydło! Małe, pierzaste, pokryte delikatnym puchem w odcieniach brązu i złota. Chciał nim poruszyć w tandemie z drugim, przekręcić się na brzuch i odlecieć... ale nie mógł.
Spróbował jeden raz, drugi, ale mięśnie nie współpracowały. Zupełnie jakby ich już nie posiadał.
Panika eksplodowała w jego małej piersi. Próbował krzyczeć, wrzeszczeć, ale z dzioba wydobyło się tylko ciche "nie... nie... nie!"
Miał słowa, ale co z tego, skoro nie miał skrzydła?!
Wielka twarz elfa pochyliła się nad stołem, i coś podpowiadało Nariemu, że to nie był koniec krojenia.
Co dziwne, w całym natłoku paniki zdołał zadziwić się faktem, że rana pooperacyjna w miejscu ucięcia była zabezpieczona i nie sączyła się z niej żadna krew. Czym był ten dziwny, cienki materiał tworzący ciemne kreski wzdłuż amputowanego ramienia?
[JEDNO SŁOWO]
5/10 ; druzgotek
Leżał na zimnej podłodze, poza akwarium, dusząc się. Próbował wciągnąć powietrze, ale poczuł jedynie palący ból i coś ciepłego spływającego po bokach szyi.
Krew?
Miotał się na boki jak ryba wyrzucona do brzeg, dopóki nie podszedł do niego jeden z elfów i nie uniósł go za jedną z macek, trzymając go do góry nogami. Świat kołysał się na boki, a druzgotek dostał czkawki.
Plusk!
Woda otoczyła Vaelina ze wszystkich stron. Przyzwyczajone do podwodnego życia ciało rozluźniło się z ulgi, gdy druzgotek opadł na dno akwarium, szukając w nim ukojenia.
Przynajmniej dopóki nie zorientował się, że nadal nie mógł oddychać.
Dwa elfy stały nad akwarium, obserwując. Jeden z nich notował coś na zwoju, spokojnie, obojętnie, drugi coś do niego mówił.
Patrzyli jak istota wody się topi.
[WICHROGŁOS]
7/10
Patrzył na zwłoki pumy. Leżała na stole, z nieruchomymi, szeroko otwartymi oczami. Krew zaschła wokół szyi, gdzie ktoś zrobił nacięcie.
Czy był martwy...? Nie. Nie mógł być. Bo wtedy jak mógłby myśleć?
Jego uwagę zwróciły rozmowy w nieznanym mu do tej pory języku, choć kiedy tak się nad tym zastanowił, zdawało mu się, że znał go od zawsze.
– Hm, znowu się nie udało. Ten pewnie nie przeżyje dłużej niż minuty.
– Mhm, pewnie nie. Potrzebujemy morskiego smoka do dalszych testów. Czy Trundia nadal je oferuje?
– Tch, żartujesz? Już dawno po wojnie. Zresztą przemycenie tu żywego okazu będzie-
– Nie musi być żywy, prawda Elredzie?
Zapadła cisza, a kiedy nikt się więcej nie odezwał, Wichrogłos zerknął sobie przez ramię, napotykając wyczekujące spojrzenie dwójki elfów. Nie był w stanie określić jak wyglądali – wokół ich głów pojawił się dziwny dym.
Ale nie to powinno być jego największym zmartwieniem. Zadano mu pytanie i oczekiwano, że odpowie.
[BUDOWNICZY RUIN]
6/10 ; błotoryj
Pustka. Czarna, absolutna pustka, która nie ustępowała nawet jak poruszał powiekami – a przynajmniej dopóki po którejś z prób zorientował się, że w ogóle ich nie miał, podobnie jak oczu. I chociaż nie widział, tak czuł – och, jak bardzo czuł – każdy podmuch powietrza na wysuszonym grzbiecie. Pod nim zaś trzaskały płomienie, źródło tego piekielnego gorąca.
[ROZMARZONA ŁUSKA]
4/10 ; żywiołak wody (waran)
Gorąco. Rianai nigdy nie czuła takiego upału. Jej skóra wręcz płonęła, a każda próba zaczerpnięcia oddechu była jak wdychanie płomieni.
Leżała płasko na rozgrzanych prętach z których bił żar nie do zniesienia. Próbowała się odczołgać, ale coś ją trzymało – pęta? Łańcuchy? Nie miała siły, by sprawdzić. Czuła się słaba, jak gdyby życie wypływało z niej wraz z każdą kroplą wilgoci.
Zerknąwszy paciorkowymi oczami wokół siebie zauważyła dwie rzeczy.
Pierszą była malutka klepsydra stojąca na ziemi. Przesypujący się w niej piasek coś odliczał – tylko co? Czas do śmierci? Do następnego eksperymentu?
Drugą była jakaś paskudna, gigantyczna ropucha, która leżała tuż obok niej. Chyba zdechła, bo się nie ruszała, a do tego obrzydliwie śmierdziała.
[NIEME PRZEKLEŃSTWO]
8/10 ; pustynny goniec
Smycz zacisnęła się na jego szyi. Elf ciągnął go przez jaskinię, a on szedł potulnie, jakby ktoś zalał mu umysł miodem i mgłą. Łapy poruszały się same, ciało było posłuszne, ale umysł wrzeszczał.
Nie. Nie idź tam. Uciekaj. Broń się.
Przed sobą zobaczył wielki, metalowy stół, otoczony magicznymi kryształami. Na jego powierzchni błyszczały różne narzędzia – ostrza, haki, coś co wyglądało jak szczypce, coś jeszcze gorszego.
Usłyszał paniczny trel. Znajomy...
[GWIEZDNY TROPICIEL]
10/10
Przed sobą miał wąskie schody. Zbiegając po nich, czuł się dziwnie – świadomy, że nie powinien był mieścić się w tak ciasnym korytarzu. Mimo to pędził pospiesznie w dół, niezbyt kontrolując ruchy tego obcego ciała. Blada dłoń zsuwała się wzdłuż zimnego kamiennego poręcza, a wiszące na ścianach pochodnie rzucały drżące światło, rozświetlając mu drogę.
Nogi – dwie, nie cztery – niosły go coraz niżej, w głąb jaskini. Ręce – bez pazurów i łusek – trzęsły się lekko, nie przestając nawet wtedy, gdy zeskoczył z ostatniego stopnia.
Blask setek magicznych kryształów wiszących pod sufitem odsłonił pełnię okrucieństw, jakich dopuszczały się dwunogi. Tuzin klatek różnej wielkości – niektóre już puste, inne pełne udręczonych zwierząt – zajmował większą część sali. Metalowe stoły, regały ze szklanymi fiolkami i kolekcja narzędzi chirurgicznych dopełniały koszmaru tego podziemnego laboratorium. Najbardziej zadbaną częścią pomieszczenia było leżące na starannie wykonanej podstawce jajo o białej, półprzezroczystej skorupie. Obok niego stał słoik z zamkniętym wewnątrz... cieniem?
Valnar mrugnął, przesuwając spojrzeniem po jaskini.
W pierwszej klatce dostrzegł pumę. Leżała nieruchomo na boku, jej złociste futro zmatowiało i splamione zostało krwią. Oczy, kiedyś pełne dzikiej siły, teraz szeroko otwarte i martwe, wpatrywały się w nicość.
Przy ogniu, na metalowej kratownicy, wolno wysychały dwa mniejsze ciała – jaszczurka i ropucha. Ich skóry kurczyły się i pękały w gorącu, unosząc w powietrze słodkawy swąd palonego mięsa.
W środkowej części sali, w szerokiej szklanej kadzi wypełnionej mętną już cieczą, druzgotek walczył o życie. Jego wielkie, przerażone oczy błagały o pomoc.
Jeden z elfów prowadził właśnie pustynnego gońca w stronę stołów. Zwierzę nawet się nie szarpało. Magiczne więzy pulsowały bladozielonym światłem, odbierając mu siły. Gdzieś ze stołów rozległ się też desperacki trel.
W kącie, w płytkiej olbrzymiej brytfannie, dogotywał bies. Jego gęsta, ciemnobordowa krew wypływała z głębokiej rany w boku. Zwierzę ledwo się ruszało, charcząc cicho, a jego zapadnięte boki unosiły się coraz słabiej.
A spod dalszej ściany dobiegło bulgoczące rżenie jednorożca. Nie mógł go zobaczyć, ale to rżenie było nie do pomylenia – szlachetne zwierzę, symbol czystości, teraz więzione w tym piekle.
Wszędzie dokoła słychać było hałasy – brzęk łańcuchów, skowyt, pomruki, szuranie pazurów o metal, bulgotanie cieczy w szklanych naczyniach, trzask ognia, kroki elfów, ich chłodne, obojętne głosy wymieniające uwagi o eksperymentach.
– Przepraszam za spóźnienie! – wydusił z siebie Valnar wbrew swojej woli, dysząc ciężko.
Elfy odwróciły się. Jeden skinął głową – obojętnie, bez słowa, drugi machnął ręką olewczo, zajęty swoimi sprawami. Pozostałe nawet nie zwróciły na niego uwagi.
Tropiciel wiedział, że ciało człowieka poruszało się według skryptu cudzych wspomnień. Mógł próbować na nie jakoś wpłynąć, skierować uwagę, może coś zmienić, ale musiał być ostrożny.
Czas na odpis: 15.11 godzina 23:59
Co się dzieje na danym pułapie punktów?
10 punktów: Pełna jasność umysłu
7-9 punktów: Lekkie zaburzenia – bóle głowy, trudności z koncentracją
4-6 punktów: Umiarkowane zaburzenia – halucynacje słuchowe, paranoja, drżenie kończyn
1-3 punkty: Ciężkie zaburzenia – halucynacje wzrokowe, ataki paniki, niemożność odróżnienia rzeczywistości od wizji
0 punktów: Całkowite załamanie psychiczne – postać budzi się w potencjalnie ciężkim stanie.
Z lewej strony miała pusty, ciemny korytarz, prowadzący w głąb jaskini. Pochodnie migotały gdzieś w oddali, rzucając długie cienie. Nikt tam nie chodził – przynajmniej nie teraz.
Vunnud zdecydował się na obserwację, kontrolując swój lęk metodami wojownika. Władcza ambicja kazała mu skupić się na czymś innym niż ból. Jego puma wsłuchała się w kakofonię metalu i mamrotania elfów, a dzięki wyostrzonym zmysłom mogła posłyszeć czkawkę serca... jednorożca!
Vaelin nurkował w akwarium, unikając szczypiec. Woda była jego domeną, i dzięki niej druzgotek poruszał się zwinnie, od narożnika do narożnika. Elf musiał sięgać daleko, wyciągać rękę, tracić równowagę. Nie sposób było złapać tak upierdliwe stworzeie.
Smocza podświadomość błotoryja Wasaka podpowiadała, że każda klatka powinna mieć zamek. I miała. Ale co najbardziej zwracało uwagę to niezbyt starannie wykonane zawiasy. Jeden celny cios języka mógłby pomóc... choć tak naprawdę mógłby go przeznaczyć też na coś innego. Szyja pobliskiego elfa wydawała się bardzo kuszącym celem.
Nari wołał rozpaczliwie, ale nikt nie odpowiadał. Ból ostry jak żyletki dźgał go w oczy, a wielka ręka co raz szybciej zbliżała się do klatki, gotowa się na nim zacisnąć.
Rairish próbował wysłać odpowiedź do Nariego, ale ciało pustynnego gońca było puste, pozbawione aktywnego źródła maddary. Zamiast tego czarodziej skupił się na uspokojeniu gońca, poprzez pokazanie mu bezpiecznych wspomnień miejsc wolnych od bólu. Zadziałało, bo zwierzę otworzyło paszczę, wydając z siebie nieznane dotąd nikomu dźwięki, co zwróciło uwagę zasasdniczo każdego ze zgromadzonych tu elfów.
Zanim Hisseth poznał los biesa, wizja zaczęła się rozpadać.
Najpierw subtelnie – obraz zadrżał, jakby ktoś zmącił wodę w stawie. Ściany jaskini zafalowały, elfickie twarze rozmazały się jak farba w deszczu, a zwierzęce formy, w których uwięzione były jaźnie smoków, zaczęły raz być smoczymi, a raz z powrotem tymi obcymi.
Świat zakręcił się wokół nich, obracając się w niemożliwych kierunkach. Góra była dołem. Ogon był zadem. Łapa była nozdrzami. Nic nie miało sensu.
Obraz migotał jak płomień świecy w podmuchach wiatru. Jasno, ciemno, jasno, ciemno.
A potem wszystko zrobiło się czarne.
[SKAZA GRANATU]
3/10 ; bies
Widział zimne ściany i metalowe stoły. Elfy pochylone nad nim, zapisujące, notujące, eksperymentujące.
Mrugnął.
Teraz był w Widmowej Kotlinę. Zebrane wokół niej smocze sylwetki, patrzące na niego z pogardą. Z nienawiścią. Otaczali go, warczeli, szykowali się do...
Mrugnął.
Elf wyciągał z kieszeni dziwne, ostre narzędzie błyszczące w świetle kryształów. Zbliżał je do jego tylnej łapy, do palców. Zupełnie jakby chciał...
Mrugnął.
Stado. Znęcali się nad nim. Dlaczego? Co zrobił? Był jednym z nich, prawda? Prawda?
Mrugnął.
Kim był? Biesem? Smokiem? Więźniem? Członkiem stada? Eksperymentem? Dlaczego nie mógł się ruszyć?
Nie wiedział. Obrazy mieszały się, nakładały na siebie, rozdzierały rzeczywistość na strzępy. A Skaza Granatu krzyczał – albo myślał, że krzyczy – ale nie był pewien, czy w ogóle istnieje.
[WARKOCZ KOMETY]
4/10 ; myszolot
Nie był już w ciasnej klatce. Teraz leżał na stole. Twardym, zimnym, wbijającym się w jego drobne ciałko jak lodowiec. Dzięki światłu odbijanym przez kryształy widział—oh! To jego skrzydło! Małe, pierzaste, pokryte delikatnym puchem w odcieniach brązu i złota. Chciał nim poruszyć w tandemie z drugim, przekręcić się na brzuch i odlecieć... ale nie mógł.
Spróbował jeden raz, drugi, ale mięśnie nie współpracowały. Zupełnie jakby ich już nie posiadał.
Panika eksplodowała w jego małej piersi. Próbował krzyczeć, wrzeszczeć, ale z dzioba wydobyło się tylko ciche "nie... nie... nie!"
Miał słowa, ale co z tego, skoro nie miał skrzydła?!
Wielka twarz elfa pochyliła się nad stołem, i coś podpowiadało Nariemu, że to nie był koniec krojenia.
Co dziwne, w całym natłoku paniki zdołał zadziwić się faktem, że rana pooperacyjna w miejscu ucięcia była zabezpieczona i nie sączyła się z niej żadna krew. Czym był ten dziwny, cienki materiał tworzący ciemne kreski wzdłuż amputowanego ramienia?
[JEDNO SŁOWO]
5/10 ; druzgotek
Leżał na zimnej podłodze, poza akwarium, dusząc się. Próbował wciągnąć powietrze, ale poczuł jedynie palący ból i coś ciepłego spływającego po bokach szyi.
Krew?
Miotał się na boki jak ryba wyrzucona do brzeg, dopóki nie podszedł do niego jeden z elfów i nie uniósł go za jedną z macek, trzymając go do góry nogami. Świat kołysał się na boki, a druzgotek dostał czkawki.
Plusk!
Woda otoczyła Vaelina ze wszystkich stron. Przyzwyczajone do podwodnego życia ciało rozluźniło się z ulgi, gdy druzgotek opadł na dno akwarium, szukając w nim ukojenia.
Przynajmniej dopóki nie zorientował się, że nadal nie mógł oddychać.
Dwa elfy stały nad akwarium, obserwując. Jeden z nich notował coś na zwoju, spokojnie, obojętnie, drugi coś do niego mówił.
Patrzyli jak istota wody się topi.
[WICHROGŁOS]
7/10
Patrzył na zwłoki pumy. Leżała na stole, z nieruchomymi, szeroko otwartymi oczami. Krew zaschła wokół szyi, gdzie ktoś zrobił nacięcie.
Czy był martwy...? Nie. Nie mógł być. Bo wtedy jak mógłby myśleć?
Jego uwagę zwróciły rozmowy w nieznanym mu do tej pory języku, choć kiedy tak się nad tym zastanowił, zdawało mu się, że znał go od zawsze.
– Hm, znowu się nie udało. Ten pewnie nie przeżyje dłużej niż minuty.
– Mhm, pewnie nie. Potrzebujemy morskiego smoka do dalszych testów. Czy Trundia nadal je oferuje?
– Tch, żartujesz? Już dawno po wojnie. Zresztą przemycenie tu żywego okazu będzie-
– Nie musi być żywy, prawda Elredzie?
Zapadła cisza, a kiedy nikt się więcej nie odezwał, Wichrogłos zerknął sobie przez ramię, napotykając wyczekujące spojrzenie dwójki elfów. Nie był w stanie określić jak wyglądali – wokół ich głów pojawił się dziwny dym.
Ale nie to powinno być jego największym zmartwieniem. Zadano mu pytanie i oczekiwano, że odpowie.
[BUDOWNICZY RUIN]
6/10 ; błotoryj
Pustka. Czarna, absolutna pustka, która nie ustępowała nawet jak poruszał powiekami – a przynajmniej dopóki po którejś z prób zorientował się, że w ogóle ich nie miał, podobnie jak oczu. I chociaż nie widział, tak czuł – och, jak bardzo czuł – każdy podmuch powietrza na wysuszonym grzbiecie. Pod nim zaś trzaskały płomienie, źródło tego piekielnego gorąca.
[ROZMARZONA ŁUSKA]
4/10 ; żywiołak wody (waran)
Gorąco. Rianai nigdy nie czuła takiego upału. Jej skóra wręcz płonęła, a każda próba zaczerpnięcia oddechu była jak wdychanie płomieni.
Leżała płasko na rozgrzanych prętach z których bił żar nie do zniesienia. Próbowała się odczołgać, ale coś ją trzymało – pęta? Łańcuchy? Nie miała siły, by sprawdzić. Czuła się słaba, jak gdyby życie wypływało z niej wraz z każdą kroplą wilgoci.
Zerknąwszy paciorkowymi oczami wokół siebie zauważyła dwie rzeczy.
Pierszą była malutka klepsydra stojąca na ziemi. Przesypujący się w niej piasek coś odliczał – tylko co? Czas do śmierci? Do następnego eksperymentu?
Drugą była jakaś paskudna, gigantyczna ropucha, która leżała tuż obok niej. Chyba zdechła, bo się nie ruszała, a do tego obrzydliwie śmierdziała.
[NIEME PRZEKLEŃSTWO]
8/10 ; pustynny goniec
Smycz zacisnęła się na jego szyi. Elf ciągnął go przez jaskinię, a on szedł potulnie, jakby ktoś zalał mu umysł miodem i mgłą. Łapy poruszały się same, ciało było posłuszne, ale umysł wrzeszczał.
Nie. Nie idź tam. Uciekaj. Broń się.
Przed sobą zobaczył wielki, metalowy stół, otoczony magicznymi kryształami. Na jego powierzchni błyszczały różne narzędzia – ostrza, haki, coś co wyglądało jak szczypce, coś jeszcze gorszego.
Usłyszał paniczny trel. Znajomy...
[GWIEZDNY TROPICIEL]
10/10
Przed sobą miał wąskie schody. Zbiegając po nich, czuł się dziwnie – świadomy, że nie powinien był mieścić się w tak ciasnym korytarzu. Mimo to pędził pospiesznie w dół, niezbyt kontrolując ruchy tego obcego ciała. Blada dłoń zsuwała się wzdłuż zimnego kamiennego poręcza, a wiszące na ścianach pochodnie rzucały drżące światło, rozświetlając mu drogę.
Nogi – dwie, nie cztery – niosły go coraz niżej, w głąb jaskini. Ręce – bez pazurów i łusek – trzęsły się lekko, nie przestając nawet wtedy, gdy zeskoczył z ostatniego stopnia.
Blask setek magicznych kryształów wiszących pod sufitem odsłonił pełnię okrucieństw, jakich dopuszczały się dwunogi. Tuzin klatek różnej wielkości – niektóre już puste, inne pełne udręczonych zwierząt – zajmował większą część sali. Metalowe stoły, regały ze szklanymi fiolkami i kolekcja narzędzi chirurgicznych dopełniały koszmaru tego podziemnego laboratorium. Najbardziej zadbaną częścią pomieszczenia było leżące na starannie wykonanej podstawce jajo o białej, półprzezroczystej skorupie. Obok niego stał słoik z zamkniętym wewnątrz... cieniem?
Valnar mrugnął, przesuwając spojrzeniem po jaskini.
W pierwszej klatce dostrzegł pumę. Leżała nieruchomo na boku, jej złociste futro zmatowiało i splamione zostało krwią. Oczy, kiedyś pełne dzikiej siły, teraz szeroko otwarte i martwe, wpatrywały się w nicość.
Przy ogniu, na metalowej kratownicy, wolno wysychały dwa mniejsze ciała – jaszczurka i ropucha. Ich skóry kurczyły się i pękały w gorącu, unosząc w powietrze słodkawy swąd palonego mięsa.
W środkowej części sali, w szerokiej szklanej kadzi wypełnionej mętną już cieczą, druzgotek walczył o życie. Jego wielkie, przerażone oczy błagały o pomoc.
Jeden z elfów prowadził właśnie pustynnego gońca w stronę stołów. Zwierzę nawet się nie szarpało. Magiczne więzy pulsowały bladozielonym światłem, odbierając mu siły. Gdzieś ze stołów rozległ się też desperacki trel.
W kącie, w płytkiej olbrzymiej brytfannie, dogotywał bies. Jego gęsta, ciemnobordowa krew wypływała z głębokiej rany w boku. Zwierzę ledwo się ruszało, charcząc cicho, a jego zapadnięte boki unosiły się coraz słabiej.
A spod dalszej ściany dobiegło bulgoczące rżenie jednorożca. Nie mógł go zobaczyć, ale to rżenie było nie do pomylenia – szlachetne zwierzę, symbol czystości, teraz więzione w tym piekle.
Wszędzie dokoła słychać było hałasy – brzęk łańcuchów, skowyt, pomruki, szuranie pazurów o metal, bulgotanie cieczy w szklanych naczyniach, trzask ognia, kroki elfów, ich chłodne, obojętne głosy wymieniające uwagi o eksperymentach.
– Przepraszam za spóźnienie! – wydusił z siebie Valnar wbrew swojej woli, dysząc ciężko.
Elfy odwróciły się. Jeden skinął głową – obojętnie, bez słowa, drugi machnął ręką olewczo, zajęty swoimi sprawami. Pozostałe nawet nie zwróciły na niego uwagi.
Tropiciel wiedział, że ciało człowieka poruszało się według skryptu cudzych wspomnień. Mógł próbować na nie jakoś wpłynąć, skierować uwagę, może coś zmienić, ale musiał być ostrożny.
Czas na odpis: 15.11 godzina 23:59
Co się dzieje na danym pułapie punktów?
10 punktów: Pełna jasność umysłu
7-9 punktów: Lekkie zaburzenia – bóle głowy, trudności z koncentracją
4-6 punktów: Umiarkowane zaburzenia – halucynacje słuchowe, paranoja, drżenie kończyn
1-3 punkty: Ciężkie zaburzenia – halucynacje wzrokowe, ataki paniki, niemożność odróżnienia rzeczywistości od wizji
0 punktów: Całkowite załamanie psychiczne – postać budzi się w potencjalnie ciężkim stanie.
pingi
- 25 paź 2025, 15:45
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 2072
?!
Wszyscy po równo poczuli rozrywający ból na prawej stronie ciała, konkretniej prawej kończyny. Cokolwiek to spowodowało, nie trwało za długo, ale sprawiło, że spoistość wizji na moment się zachwiała.
// Wszyscy tracą jeden punkt – ingerencja z zewnątrz.
[SKAZA GRANATU]
5/10 ; bies
Bies!
Ciężkie cielsko Skazy, tak potężne, ale i poranione, dalej miało w sobie dużo siły. Brał garściami to, co dyktował mu instynkt, a on — mimo tak beznadziejnej sytuacji — kazał mu stawiać się w roli drapieżnika, nawet jeśli teraz jego miejsce było po stronie ofiary. Osiągnął ten efekt — nastroszył się, wydał gardłowy warkot i prezentował się jako zagrożenie. Czuł nawet przez chwilę jedność z biesem, lekkość tego połączenia.
Elfy były jednak ostrożne. Spojrzały po sobie, zastanawiając się niepewnie, co zrobić, nim sięgnęły po długie, drewniane kije, które upstrzone były w nieprzyjemnie wyglądające ćwieki na całej powierzchni. Biesie ciało przeszył fantomowy ból i… strach. Skóra bolała w wielu miejscach jak po uderzeniach, choć elfy nie ruszyły się nawet o łuskę. Strach. Przeraźliwy strach kazał bestii cofać się wgłąb klatki.
[WARKOCZ KOMETY]
6/10 ; myszolot
Myszolot...
Nari szybował wysoko, czując wiatr w skrzydłach. Chciał zwrócić na siebie mentalnie uwagę innych, jednak szybko próba poinformowania wywołanych Mglistych odbiła się bolesnym echem własnych słów i mrowieniem skroni. Warkocz wiedział, że musi się skupić tylko na jednej osobie naraz.
[WICHROGŁOS]
8/10 ; puma
Puma...
Wichrogłos musiał sobie dać chwilę, by odetchnąć, uspokoić umysł, by jego zmysły uspokoiły się na tyle, by mógł skupić się na tropieniu. Choć ślepia próbowały uchwycić jakieś kształty, było to ciężkie do zrobienia w niezbyt wyraźnym otoczeniu. Musiał poświęcić chwilę, by poczuć jedność ze stanem, w którym się znajdował, otworzyć się na najbardziej pierwotny instynkt natury.
Poczuł coś. Początki tropienia przyniosły efekty w postaci ciężkawego, drażniącego nos zapachu. Jemu akurat, mimo swojego impetu, wydawał się przyjemny — wskazujący na obecność czegoś… pierzastego. Był to intensywny zapach ptasich piór.
[JEDNO SŁOWO]
8/10 ; druzgotek
Cóż, Jedno Słowo na ten moment był istotą myśli, nie czynu, chroniąc obraz tego, co się dzieje wokół, bez ruchu. Celebrował fakt, że jeszcze żył, choć w formie, która była dużo mniej szlachetna od tej, do której był przyzwyczajony. Instynkt przetrwania albo kalkulacja kazały mu czekać. Zbiornik odznaczał się wielkim tłokiem, chociaż Jedyny zatonął też w swoich przemyśleniach.
Elf nie czekał, nie patrzył na niego ze spojrzeniem pełnym zrozumienia czy dociekliwości, a z kieszeni wyjął coś, co wyglądało z tej perspektywy jak wielkie narzędzie tortur. Czy Vaelin widział kiedyś… szczypce? W każdym razie teraz miał przyjemność przyjrzeć im się bliżej, bo właśnie zanurkowały w akwarium i, sterowane elfimi ruchami, próbowały go pochwycić.
[BUDOWNICZY RUIN]
9/10 ; błotoryj
Budowniczy poczuł, że chęć niesienia pomocy innym, szczególnie tym uwięzionym w akwarium, pobudziła w nim pierwotną, dziką część duszy — taką, która nie zastanawia się nad moralnością czy samopoczuciem, tylko ucieka albo walczy, w zależności od tego, co może okazać się lepsze dla przetrwania. Irytacja była motywacją do działania. Działanie spowodowało hałas.
Klatka zadrżała ostrzegawczo, ciężkim i nieprzyjemnym dla wrażliwszych uszu łoskotem. Elf stojący przy akwarium, ten, który nie dzierżył w dłoniach dziwnego narzędzia do łowienia w nim, drgnął, a potem odwrócił się eleganckim piruetem i ze zmarszczoną twarzą pokierował się ostrożnie w stronę Wasaka, próbując zobaczyć, co właściwie robi.
[ROZMARZONA ŁUSKA]
6/10
Rozmarzona oglądała siebie dokładnie, widząc swoje połyskujące, blade ciało z grubą łuską w kolorze jasnej, zamarzniętej tafli jeziora. Ciało miała długie, ogon również, nawet lekko nienaturalnie długi, ale co ciekawe — to pazury jej łap wyglądały jak lodowe sople.
Spojrzywszy w górę zauważyła, że na suficie migocze jakiś duży, pokrywający całą skałę rysunek. To z krawędzi jego linii skapywała woda.
[NIEME PRZEKLEŃSTWO]
9/10 ; pustynny goniec
Strach był naturalną częścią każdego życia. Wielu odbierało to jako symbol porażki, ale nie Nieme Przekleństwo — on przyjął na siebie wszystkie te odczucia, które szły ze strachem, chciał poczuć wszystko i może nawet zabrać to doświadczenie gońcowi, by lepiej udało mu się go uspokoić. Lub w ogóle?
Jego mała modlitwa do całego tego kotła dorzuciła poczucie ciepła — jakby ktoś delikatnie położył mu łapę na lewym barku, przesuwając palcami zgrabnie w geście zapewnienia, że wszystko będzie w porządku. Wtedy jego wzrok powędrował dziwnym trafem w głąb klatki, gdzie była miska z nietkniętym jedzeniem gońca. Jedzenie… potrafiło przynieść trochę spokoju, prawda?
Czas na odpis: 29.10 godzina 23:59
Co się dzieje na danym pułapie punktów?
10 punktów: Pełna jasność umysłu
7-9 punktów: Lekkie zaburzenia – bóle głowy, trudności z koncentracją
4-6 punktów: Umiarkowane zaburzenia – halucynacje słuchowe, paranoja, drżenie kończyn
1-3 punkty: Ciężkie zaburzenia – halucynacje wzrokowe, ataki paniki, niemożność odróżnienia rzeczywistości od wizji
0 punktów: Całkowite załamanie psychiczne – postać budzi się w potencjalnie ciężkim stanie.
// Wszyscy tracą jeden punkt – ingerencja z zewnątrz.
[SKAZA GRANATU]
5/10 ; bies
Bies!
Ciężkie cielsko Skazy, tak potężne, ale i poranione, dalej miało w sobie dużo siły. Brał garściami to, co dyktował mu instynkt, a on — mimo tak beznadziejnej sytuacji — kazał mu stawiać się w roli drapieżnika, nawet jeśli teraz jego miejsce było po stronie ofiary. Osiągnął ten efekt — nastroszył się, wydał gardłowy warkot i prezentował się jako zagrożenie. Czuł nawet przez chwilę jedność z biesem, lekkość tego połączenia.
Elfy były jednak ostrożne. Spojrzały po sobie, zastanawiając się niepewnie, co zrobić, nim sięgnęły po długie, drewniane kije, które upstrzone były w nieprzyjemnie wyglądające ćwieki na całej powierzchni. Biesie ciało przeszył fantomowy ból i… strach. Skóra bolała w wielu miejscach jak po uderzeniach, choć elfy nie ruszyły się nawet o łuskę. Strach. Przeraźliwy strach kazał bestii cofać się wgłąb klatki.
[WARKOCZ KOMETY]
6/10 ; myszolot
Myszolot...
Nari szybował wysoko, czując wiatr w skrzydłach. Chciał zwrócić na siebie mentalnie uwagę innych, jednak szybko próba poinformowania wywołanych Mglistych odbiła się bolesnym echem własnych słów i mrowieniem skroni. Warkocz wiedział, że musi się skupić tylko na jednej osobie naraz.
[WICHROGŁOS]
8/10 ; puma
Puma...
Wichrogłos musiał sobie dać chwilę, by odetchnąć, uspokoić umysł, by jego zmysły uspokoiły się na tyle, by mógł skupić się na tropieniu. Choć ślepia próbowały uchwycić jakieś kształty, było to ciężkie do zrobienia w niezbyt wyraźnym otoczeniu. Musiał poświęcić chwilę, by poczuć jedność ze stanem, w którym się znajdował, otworzyć się na najbardziej pierwotny instynkt natury.
Poczuł coś. Początki tropienia przyniosły efekty w postaci ciężkawego, drażniącego nos zapachu. Jemu akurat, mimo swojego impetu, wydawał się przyjemny — wskazujący na obecność czegoś… pierzastego. Był to intensywny zapach ptasich piór.
[JEDNO SŁOWO]
8/10 ; druzgotek
Cóż, Jedno Słowo na ten moment był istotą myśli, nie czynu, chroniąc obraz tego, co się dzieje wokół, bez ruchu. Celebrował fakt, że jeszcze żył, choć w formie, która była dużo mniej szlachetna od tej, do której był przyzwyczajony. Instynkt przetrwania albo kalkulacja kazały mu czekać. Zbiornik odznaczał się wielkim tłokiem, chociaż Jedyny zatonął też w swoich przemyśleniach.
Elf nie czekał, nie patrzył na niego ze spojrzeniem pełnym zrozumienia czy dociekliwości, a z kieszeni wyjął coś, co wyglądało z tej perspektywy jak wielkie narzędzie tortur. Czy Vaelin widział kiedyś… szczypce? W każdym razie teraz miał przyjemność przyjrzeć im się bliżej, bo właśnie zanurkowały w akwarium i, sterowane elfimi ruchami, próbowały go pochwycić.
[BUDOWNICZY RUIN]
9/10 ; błotoryj
Budowniczy poczuł, że chęć niesienia pomocy innym, szczególnie tym uwięzionym w akwarium, pobudziła w nim pierwotną, dziką część duszy — taką, która nie zastanawia się nad moralnością czy samopoczuciem, tylko ucieka albo walczy, w zależności od tego, co może okazać się lepsze dla przetrwania. Irytacja była motywacją do działania. Działanie spowodowało hałas.
Klatka zadrżała ostrzegawczo, ciężkim i nieprzyjemnym dla wrażliwszych uszu łoskotem. Elf stojący przy akwarium, ten, który nie dzierżył w dłoniach dziwnego narzędzia do łowienia w nim, drgnął, a potem odwrócił się eleganckim piruetem i ze zmarszczoną twarzą pokierował się ostrożnie w stronę Wasaka, próbując zobaczyć, co właściwie robi.
[ROZMARZONA ŁUSKA]
6/10
Rozmarzona oglądała siebie dokładnie, widząc swoje połyskujące, blade ciało z grubą łuską w kolorze jasnej, zamarzniętej tafli jeziora. Ciało miała długie, ogon również, nawet lekko nienaturalnie długi, ale co ciekawe — to pazury jej łap wyglądały jak lodowe sople.
Spojrzywszy w górę zauważyła, że na suficie migocze jakiś duży, pokrywający całą skałę rysunek. To z krawędzi jego linii skapywała woda.
[NIEME PRZEKLEŃSTWO]
9/10 ; pustynny goniec
Strach był naturalną częścią każdego życia. Wielu odbierało to jako symbol porażki, ale nie Nieme Przekleństwo — on przyjął na siebie wszystkie te odczucia, które szły ze strachem, chciał poczuć wszystko i może nawet zabrać to doświadczenie gońcowi, by lepiej udało mu się go uspokoić. Lub w ogóle?
Jego mała modlitwa do całego tego kotła dorzuciła poczucie ciepła — jakby ktoś delikatnie położył mu łapę na lewym barku, przesuwając palcami zgrabnie w geście zapewnienia, że wszystko będzie w porządku. Wtedy jego wzrok powędrował dziwnym trafem w głąb klatki, gdzie była miska z nietkniętym jedzeniem gońca. Jedzenie… potrafiło przynieść trochę spokoju, prawda?
Czas na odpis: 29.10 godzina 23:59
Co się dzieje na danym pułapie punktów?
10 punktów: Pełna jasność umysłu
7-9 punktów: Lekkie zaburzenia – bóle głowy, trudności z koncentracją
4-6 punktów: Umiarkowane zaburzenia – halucynacje słuchowe, paranoja, drżenie kończyn
1-3 punkty: Ciężkie zaburzenia – halucynacje wzrokowe, ataki paniki, niemożność odróżnienia rzeczywistości od wizji
0 punktów: Całkowite załamanie psychiczne – postać budzi się w potencjalnie ciężkim stanie.
pingi
- 14 paź 2025, 14:53
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 2072
?!
Świadomość trzymała się ich umysłów jak rwący prąd . Była chaotyczna, niepewna, rozdzierana między tym, kim byli, a tym, czym się stali.
[SKAZA GRANATU]
7/10
Indrik? Nie, nie indrik...
Skaza wzdrygnął się nie dlatego, że było mu zimno, ale po prostu nie lubił mokrego futra.
Zerkając w prawo zobaczył dziwnego węża na czterech łapach – co to u licha było? – poruszającą się nerwowo w klatce.
A potem usłyszał klekot łańcucha... na jego własnej szyi. Zawsze tam był? Czy nagle się pojawił? Może nie powinien był patrzeć na prawo, tylko skupić się na tym, co przed nim. Wtedy pewnie zdążyłby zareagować.
Bo zanim mu się to udało, drzwiczki klatki się otworzyły.
Coś metalowego zacisnęło się na jego pysku, uniemożliwiając otwarcie paszczy. Skaza próbował wyrwać się, wręcz wybiec z klatki i staranować stojącego przed nim dwunoga, ale jego ciało było takie ospałe, że mięśnie nie odpowiadały tak, jak powinny.
Ból promieniował mu za oczami. Trudno było myśleć, skupić się na czymkolwiek, poza może rosnącą paniką, czy znowu zrobią mu to, co ostatnio?
Tylko co to było? Nie mógł tego sięgnąć pamięcią. Jedynie emocji, które temu towarzyszyły. Nie były przyjemne.
[WARKOCZ KOMETY]
7/10
Bazyliszek. To musiał być bazyliszek.
Ale gdy wielka dłoń elfa wyciągnęła się w stronę klatki, Nari zorientował się, jak bardzo się mylił. Dłoń była równie duża jak on, może nawet większa.
Nie był bazyliszkiem. Był... czymś małym. Drobnym. Bezbronnym.
Panika rozdarła jego małe serduszko. Biło tak szybko, że myślał, że zaraz pęknie i umrze. Próbował w pierszym odruchu znaleźć lukę między otworem przez który weszła ręka, ale nie było żadnej. Ręka zbliżała się, a palce zaciskały na pustej przestrzeni, próbując go złapać.
W głowie Nariego łomotał migrenowy ból rozdzierający mu skronie. Nie mógł się skupić. Nie mógł...
[WICHROGŁOS]
9/10
Czym był?
Wichrogłos spinał kolejne mięśnie, poznając ciało. Tylne łapy były mocne, przednie zwinne. Ogon długi, ale nienadający się do ataku. Krótka szyja. Brak kolców. Brak skrzydeł. Brak źródła...
Próbował pracować metodycznie, ale kiedy próbował robić to wszystko naraz – sprawdzać ciało, analizować otoczenie – głowa zaczęła go boleć, uniemożliwiając dalszą analizę. Kazał niespójnemu umysłowi pracować za szybko.
A potem po lewej rozległ się znajomy dźwięk stali, który kojarzyła mu się wyłącznie z bólem. Ale dlaczego? Nie miał ran. Nie był ranny. Chyba.
Dlaczego ten dźwięk budził w nim taki strach?
[JEDNO SŁOWO]
9/10
Czy to sen?
Nie, wydawał się zbyt żywy, zbyt prawdziwy, a obce emocje wdzierały się w jego własne z taką siłą, że zlewały się w jedno, utrudniając mu rozsądne myślenie.
Vaelin poruszał się powoli, testując nowe ciało. Elfy były o wiele większe od niego, przerażające w swojej skali. Oglądając się zauważył, że zamiast przednich łap miał dłonie, ale nieco dziwne od tych poza akwarium, bo jego palce połączone były błoną jak u morskich smoków. Z nogami miał największy problem, bo nie potrafił nimi sensownie poruszyć. Miał ich tak wiele... a może żadnej?
Skupiony na sobie nie widział, że jeden z elfów sięga do kieszeni. Nie widział, co wyciąga. A wyciągał coś strasznego.
[BUDOWNICZY RUIN]
10/10 ; błotoryj
Błotoryj... tak, tym właśnie był.
Chłód metalu koił swędzącą skórę. Budowniczy oparł się o ścianę klatki całym swoim ciężkim, ociężałym ciałem.
Powoli, z trudem, obrócił masywny łeb. Przed sobą widział akwarium, ale nie to, co w nim pływało, bo widok zasłaniały mu dwie dwunożne postacie stojące tuż przed szkłem. Jeden z nich sięgnął do kieszeni i wyciągnął metalowe szpony na uchwycie – narzędzie? broń? – a drugi nakładał skórzane rękawiczki.
[ROZMARZONA ŁUSKA]
8/10
Salamandra? Nie, nie, to nie to...
Pulsujący, tępy ból rozpalił się za jej oczami.
Język błysnął, łowiąc zapachy. Wilgoć, kamień, magia...
Rozmarzona próbowała się ułożyć wygodnie w klatce, nie zwracając na siebie uwagi. Po prawej był pusty korytarz. Niczego tam nie było, jedynie pusta, słabiej oświetlona przestrzeń.
Kap.
Pojedyncza kropla wody spadła z sufitu, przez pręty, prosto na jej głowę, a Rianai poczuła się dziwnie. Wyczuwała, że to nie była zwykła woda. Przesiąkała magią, którą chciała z siebie strząsnąć jak niechcianego instekta.
[NIEME PRZEKLEŃSTWO]
10/10 ; pustynny goniec
Był drapieżnikiem pustyń, który musiał być w ciągłym ruchu. Pustynny goniec nie pasował do klatek. Dusił się w nich.
Rairish powoli przechylił długą szyję. Pod łuskami czuł każde napięcie, każdy spazm gotowości do sprintu, do ataku, do ucieczki. Instynkt szarpał nim – uciekaj, atakuj, broń się – ale czarodziej trzymał go na wodzy. Tylko spokój go w tym momencie ratował od podjęcia potencjalnie złych decyzji.
Z prawej usłyszał hałas. Coś się działo w klatce obok.
Czas na odpis: 17.10 godzina 23:59
Co się dzieje na danym pułapie punktów?
10 punktów: Pełna jasność umysłu
7-9 punktów: Lekkie zaburzenia – bóle głowy, trudności z koncentracją
4-6 punktów: Umiarkowane zaburzenia – halucynacje słuchowe, paranoja, drżenie kończyn
1-3 punkty: Ciężkie zaburzenia – halucynacje wzrokowe, ataki paniki, niemożność odróżnienia rzeczywistości od wizji
0 punktów: Całkowite załamanie psychiczne – postać budzi się w potencjalnie ciężkim stanie.
[SKAZA GRANATU]
7/10
Indrik? Nie, nie indrik...
Skaza wzdrygnął się nie dlatego, że było mu zimno, ale po prostu nie lubił mokrego futra.
Zerkając w prawo zobaczył dziwnego węża na czterech łapach – co to u licha było? – poruszającą się nerwowo w klatce.
A potem usłyszał klekot łańcucha... na jego własnej szyi. Zawsze tam był? Czy nagle się pojawił? Może nie powinien był patrzeć na prawo, tylko skupić się na tym, co przed nim. Wtedy pewnie zdążyłby zareagować.
Bo zanim mu się to udało, drzwiczki klatki się otworzyły.
Coś metalowego zacisnęło się na jego pysku, uniemożliwiając otwarcie paszczy. Skaza próbował wyrwać się, wręcz wybiec z klatki i staranować stojącego przed nim dwunoga, ale jego ciało było takie ospałe, że mięśnie nie odpowiadały tak, jak powinny.
Ból promieniował mu za oczami. Trudno było myśleć, skupić się na czymkolwiek, poza może rosnącą paniką, czy znowu zrobią mu to, co ostatnio?
Tylko co to było? Nie mógł tego sięgnąć pamięcią. Jedynie emocji, które temu towarzyszyły. Nie były przyjemne.
[WARKOCZ KOMETY]
7/10
Bazyliszek. To musiał być bazyliszek.
Ale gdy wielka dłoń elfa wyciągnęła się w stronę klatki, Nari zorientował się, jak bardzo się mylił. Dłoń była równie duża jak on, może nawet większa.
Nie był bazyliszkiem. Był... czymś małym. Drobnym. Bezbronnym.
Panika rozdarła jego małe serduszko. Biło tak szybko, że myślał, że zaraz pęknie i umrze. Próbował w pierszym odruchu znaleźć lukę między otworem przez który weszła ręka, ale nie było żadnej. Ręka zbliżała się, a palce zaciskały na pustej przestrzeni, próbując go złapać.
W głowie Nariego łomotał migrenowy ból rozdzierający mu skronie. Nie mógł się skupić. Nie mógł...
[WICHROGŁOS]
9/10
Czym był?
Wichrogłos spinał kolejne mięśnie, poznając ciało. Tylne łapy były mocne, przednie zwinne. Ogon długi, ale nienadający się do ataku. Krótka szyja. Brak kolców. Brak skrzydeł. Brak źródła...
Próbował pracować metodycznie, ale kiedy próbował robić to wszystko naraz – sprawdzać ciało, analizować otoczenie – głowa zaczęła go boleć, uniemożliwiając dalszą analizę. Kazał niespójnemu umysłowi pracować za szybko.
A potem po lewej rozległ się znajomy dźwięk stali, który kojarzyła mu się wyłącznie z bólem. Ale dlaczego? Nie miał ran. Nie był ranny. Chyba.
Dlaczego ten dźwięk budził w nim taki strach?
[JEDNO SŁOWO]
9/10
Czy to sen?
Nie, wydawał się zbyt żywy, zbyt prawdziwy, a obce emocje wdzierały się w jego własne z taką siłą, że zlewały się w jedno, utrudniając mu rozsądne myślenie.
Vaelin poruszał się powoli, testując nowe ciało. Elfy były o wiele większe od niego, przerażające w swojej skali. Oglądając się zauważył, że zamiast przednich łap miał dłonie, ale nieco dziwne od tych poza akwarium, bo jego palce połączone były błoną jak u morskich smoków. Z nogami miał największy problem, bo nie potrafił nimi sensownie poruszyć. Miał ich tak wiele... a może żadnej?
Skupiony na sobie nie widział, że jeden z elfów sięga do kieszeni. Nie widział, co wyciąga. A wyciągał coś strasznego.
[BUDOWNICZY RUIN]
10/10 ; błotoryj
Błotoryj... tak, tym właśnie był.
Chłód metalu koił swędzącą skórę. Budowniczy oparł się o ścianę klatki całym swoim ciężkim, ociężałym ciałem.
Powoli, z trudem, obrócił masywny łeb. Przed sobą widział akwarium, ale nie to, co w nim pływało, bo widok zasłaniały mu dwie dwunożne postacie stojące tuż przed szkłem. Jeden z nich sięgnął do kieszeni i wyciągnął metalowe szpony na uchwycie – narzędzie? broń? – a drugi nakładał skórzane rękawiczki.
[ROZMARZONA ŁUSKA]
8/10
Salamandra? Nie, nie, to nie to...
Pulsujący, tępy ból rozpalił się za jej oczami.
Język błysnął, łowiąc zapachy. Wilgoć, kamień, magia...
Rozmarzona próbowała się ułożyć wygodnie w klatce, nie zwracając na siebie uwagi. Po prawej był pusty korytarz. Niczego tam nie było, jedynie pusta, słabiej oświetlona przestrzeń.
Kap.
Pojedyncza kropla wody spadła z sufitu, przez pręty, prosto na jej głowę, a Rianai poczuła się dziwnie. Wyczuwała, że to nie była zwykła woda. Przesiąkała magią, którą chciała z siebie strząsnąć jak niechcianego instekta.
[NIEME PRZEKLEŃSTWO]
10/10 ; pustynny goniec
Był drapieżnikiem pustyń, który musiał być w ciągłym ruchu. Pustynny goniec nie pasował do klatek. Dusił się w nich.
Rairish powoli przechylił długą szyję. Pod łuskami czuł każde napięcie, każdy spazm gotowości do sprintu, do ataku, do ucieczki. Instynkt szarpał nim – uciekaj, atakuj, broń się – ale czarodziej trzymał go na wodzy. Tylko spokój go w tym momencie ratował od podjęcia potencjalnie złych decyzji.
Z prawej usłyszał hałas. Coś się działo w klatce obok.
Czas na odpis: 17.10 godzina 23:59
Co się dzieje na danym pułapie punktów?
10 punktów: Pełna jasność umysłu
7-9 punktów: Lekkie zaburzenia – bóle głowy, trudności z koncentracją
4-6 punktów: Umiarkowane zaburzenia – halucynacje słuchowe, paranoja, drżenie kończyn
1-3 punkty: Ciężkie zaburzenia – halucynacje wzrokowe, ataki paniki, niemożność odróżnienia rzeczywistości od wizji
0 punktów: Całkowite załamanie psychiczne – postać budzi się w potencjalnie ciężkim stanie.
pingi
- 11 paź 2025, 18:22
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 2072
?!
Ciemność nie trwała długo.
Albo może trwała wieczność? Czas stracił znaczenie, gdy świadomość każdego smoka została wyrwana z jego ciała i wciśnięta gdzie indziej. W coś obcego, niewłaściwego.
Ponownie widzieli świat.
Ale nie swoimi oczami.
[SKAZA GRANATU]
10/10
Pierwsze, co poczuł, to zimna, przesiąkająca przez skórę – nie, przez sierść? – wilgoć kamiennej podłogi.
Ciało było dziwnie ciężkie, przygarbione, zbyt niskie względem tego, do czego był przyzwyczajony.
Przed sobą widział pręty. Metalowe, grube, odbijające blade światło magicznych kryształów wmontowanych w ściany jaskini.
Klatka. Był w klatce.
Jakaś dwunożna, wyprostowana postać zbliżyła się do prętów. Wysoka, smukła, o ruchach płynnych jak woda. Mówił coś przez ramię do drugiego, stojącego dalej. Na tyle daleko, że Hisseth go nie widział. Słowa płynęły z ust jak dwunoga muzyka, ale choć były melodyjne, okazały się dla wojownika niezrozumiałe. Gestykulował w stronę klatki Skazy.
Po lewej stronie, w innej klatce, coś dużego poruszało się nerwowo. Wielkie, rozgałęzione rogi uderzały o pręty.
Za dwunogiem połyskiwało coś wypełnione dużą ilością wody.
[WARKOCZ KOMETY]
10/10
Nari latał.
Nie, próbował latać. Jego skrzydła trzepotały chaotycznie, zbyt małe i słabe, aby nazywać próbę lotu komfortową. A może to była kwestia ciasnej klatki? Bowiem miała kształt kopuły, zamkniętej gładkim łukiem z prętów, jakby nawet niebo nad nim było zrobione z metalu. Każdy ruch skrzydeł kończył się uderzeniem o tę niewidzialną granicę, a powietrze pachniało strachem i zimnym żelazem.
Pisk wyrwał mu się z dzioba – miał dziób? – wysoki, desperacki. Inne piski odpowiedziały mu gdzieś z tyłu. A może to były skrzeki? Ptaki? Gryzonie? Coś pomiędzy?
Dwunóg przechodził obok, ale zainteresowany szamotaniną Nariego zatrzymał się przy klatce, pochylając się nad nią. Jego oczy były dziwnie zimne, badawcze.
Obok, w większej klatce po prawej, coś dużego nerwowo merdało długim, cienkim ogonem, a jego syk tylko podnosił uzdrowicielowi poziom stresu. Serce mu biło tak szybko, że wydawało się, że zaraz eksploduje.
[WICHROGŁOS]
10/10
Instynkt kazał mu syczeć.
Ciało miał niskie, smukłe, napięte do skoku – zupełnie inne wobec tego, które znał. Problem w tym, że nie było dokąd skoczyć – pręty blokowały każdy kierunek.
Wilgoć sączyła się ze ściany jaskini. Światło magicznych kryształów bolało oczy, przyzwyczajone do polowań o zmierzchu.
Dwunóg stanął przy klatce po lewej. Jego dłonie były delikatne, zadbane. Nigdy nie polowały. Ani nie zabijały, a przynajmniej nie w sposób znany podskórnie Vunnudowi.
W klatce po prawej stronie coś wielkiego poruszało się ospale.
A przed sobą widział wodę?
[JEDNO SŁOWO]
10/10
Woda.
Wszędzie woda. Zimna, przejrzysta, napierająca na ciało ze wszystkich stron. Oddychał – ale jak? Przez skrzela? Miał skrzela?
Ciało było absolutnie niewłaściwe. Nie miał nawet nóg.
Był w akwarium. Szklanym, dużym, ale wciąż więzieniu. Poza szkłem widział zniekształcony obraz jaskini i rzędy klatek pełnych zwierząt.
Dwóch elfów obserwowało go przez to okropne szkło. Jeden wskazywał na niego, mówił coś – słowa płynęły przez wodę jak echo, niezrozumiałe, zniekształcone. Drugi elf notował, kiwnął głową.
Vaelin próbował coś powiedzieć, ale z paszczy wydostały się tylko bąble.
W klatce przed jego akwarium widział coś dużego, z rogami biegnącymi we wszystkie strony. Za sobą widział dziwne stworzenie z futrem i obok niego jakieś inne, tłuste. Oddzielone od siebie prętami.
[BUDOWNICZY RUIN]
10/10
Ależ on był opasły i ciężki. Tłusty jak beczka, wlokący się po wilgotnej podłodze klatki. Oddychał ciężko – sapał – każdy ruch wymagał wysiłku. Strasznie chciało mu się pić, a skórę miał wysuszoną. Swędział go dosłownie każdy skrawek ciała. Jak tak dalej pójdzie, bardzo szybko dostanie szału...
Krótkie nogi ledwo go dźwigały. Ogon – gekoni ogon? – ocierał się o kamienne pręty klatki.
Po prawej stronie miał ścianę. Z lewej widział dziwnego sierściucha, nieznanego mu z bagien.
Nieco przed nim, za szkłem pełnym wody, coś z mackami. Ale nie wydawał się tym szczegółem tak zainteresowany jak faktem, że tam była upragniona woda...
[ROZMARZONA ŁUSKA]
10/10
Czuła wyłącznie zimno, choć nie było jej z tego powodu nieprzyjemnie. Na całym ciele ciążyła jej wilgoć, jakby nosiła płaszcz z porannej rosy. Próbowała się wyprostować, ale nie mogła. Nogi miała za krótkie.
Rozwidlony język wystrzeliwał nerwowo, smakując powietrze. Strach. Wszędzie czuła pyszny strach, którym chciała się pożywić, ale nie mogła.
Piski dobiegały z innych, odległych klatek. Ryki. Sapania. A za jakimś szkłem pełnym wody przed sobą dostrzegła wielką zębatą rybę.
[NIEME PRZEKLEŃSTWO]
10/10
Bezruch był dla niego zabójczy.
Mięśnie napinały się pod łuskami, chcąc uciec jak najprędzej, ale nie było na to przestrzeni. Nawet cała ta jaskinia byłaby za mała, aby sprostać jego potrzebom.
Długa szyja wyginała się nerwowo. Ostre, bystre oczy dostrzegały każdy szczegół. Dwunogi. Inne zwierzęta. Klatki ciągnące się w nieskończoność.
Najbardziej jego uwagę zwróciła duża ilość wody, do której widoku nie był zupełnie przyzwyczajony. Kątem oka dostrzegał też coś obrzydliwie płaskiego z boku, ale nie interesował się tym jeszcze, bo było za mało ruchliwe. Wyglądało na zdechłe.
Czas na odpis: 13.10 godzina 23:59
Kilka zasad:
1. Każdy smok rozpoczyna z 10 punktami spoistości wizji (oznaczonymi ikoną ). Punkty te reprezentują zdolność utrzymania przytomności i jasności umysłu podczas retrospekcji.
2. Utrata punktów następuje gdy:
3. Jeśli uważasz, że wiesz już, w ciele jakiego zwierzęcia się znajdujesz, możesz określić to bezpośrednio w swoim poście, a nawet próbować wykorzystać właściwości przypisane temu gatunkowi (zgodnie z opisem w Smoczym Świecie). Możesz to też zrobić w ramach zgadywania, czym jesteś, ale pamiętaj, że pomyłka będzie cię kosztowała punkt spoistości.
4. W klatkach znajduje się więcej zwierząt niż tylko wy. Wskazówki mogą okazać się fałszywe.
5. Choć nie kontrolujesz wszystkich aspektów wizji i swoich odruchów, możesz podejmować działania, które na nią wpłyną. Na przykład próbować wspierać innych, jeśli mają mało punktów spoistości i grozi im narażenie na silny stres, poprzez odwrócenie uwagi dwunogów. Albo próbować zmusić "swoją istotę" do uspokojenia się.
6. Smok, który straci wszystkie punkty spoistości, budzi się z wizji przedwcześnie. Wiązać się to będzie z konsekwencjami fabularnymi i mechanicznymi (do określenia przez narratora w zależności od okoliczności utraty punktów).
7. Jeżeli wszystkie smoki utracą punkty spoistości zanim wizja dobiegnie końca, jajo umrze.
Cel: Przetrwać do końca wizji bez utraty wszystkich punktów spoistości.
Informacja dodatkowa: Klatki nie mają ścian, tj widać przez pręty to co przed wami, za wami, z lewej i z prawej. Dla płynności rozgrywki i skrócenia opisów uznajmy, że na daną turę możecie spojrzeć tylko w jednym kierunku xD.
Co się dzieje na danym pułapie punktów?
10 punktów: Pełna jasność umysłu
7-9 punktów: Lekkie zaburzenia – bóle głowy, trudności z koncentracją
4-6 punktów: Umiarkowane zaburzenia – halucynacje słuchowe, paranoja, drżenie kończyn
1-3 punkty: Ciężkie zaburzenia – halucynacje wzrokowe, ataki paniki, niemożność odróżnienia rzeczywistości od wizji
0 punktów: Całkowite załamanie psychiczne – postać budzi się w potencjalnie ciężkim stanie.
Za ładne odgrywanie akcji będą przysługiwać Punkty Fabuły :) Za brzydkie Narrator się zasmuci.
Albo może trwała wieczność? Czas stracił znaczenie, gdy świadomość każdego smoka została wyrwana z jego ciała i wciśnięta gdzie indziej. W coś obcego, niewłaściwego.
Ponownie widzieli świat.
Ale nie swoimi oczami.
[SKAZA GRANATU]
10/10
Pierwsze, co poczuł, to zimna, przesiąkająca przez skórę – nie, przez sierść? – wilgoć kamiennej podłogi.
Ciało było dziwnie ciężkie, przygarbione, zbyt niskie względem tego, do czego był przyzwyczajony.
Przed sobą widział pręty. Metalowe, grube, odbijające blade światło magicznych kryształów wmontowanych w ściany jaskini.
Klatka. Był w klatce.
Jakaś dwunożna, wyprostowana postać zbliżyła się do prętów. Wysoka, smukła, o ruchach płynnych jak woda. Mówił coś przez ramię do drugiego, stojącego dalej. Na tyle daleko, że Hisseth go nie widział. Słowa płynęły z ust jak dwunoga muzyka, ale choć były melodyjne, okazały się dla wojownika niezrozumiałe. Gestykulował w stronę klatki Skazy.
Po lewej stronie, w innej klatce, coś dużego poruszało się nerwowo. Wielkie, rozgałęzione rogi uderzały o pręty.
Za dwunogiem połyskiwało coś wypełnione dużą ilością wody.
[WARKOCZ KOMETY]
10/10
Nari latał.
Nie, próbował latać. Jego skrzydła trzepotały chaotycznie, zbyt małe i słabe, aby nazywać próbę lotu komfortową. A może to była kwestia ciasnej klatki? Bowiem miała kształt kopuły, zamkniętej gładkim łukiem z prętów, jakby nawet niebo nad nim było zrobione z metalu. Każdy ruch skrzydeł kończył się uderzeniem o tę niewidzialną granicę, a powietrze pachniało strachem i zimnym żelazem.
Pisk wyrwał mu się z dzioba – miał dziób? – wysoki, desperacki. Inne piski odpowiedziały mu gdzieś z tyłu. A może to były skrzeki? Ptaki? Gryzonie? Coś pomiędzy?
Dwunóg przechodził obok, ale zainteresowany szamotaniną Nariego zatrzymał się przy klatce, pochylając się nad nią. Jego oczy były dziwnie zimne, badawcze.
Obok, w większej klatce po prawej, coś dużego nerwowo merdało długim, cienkim ogonem, a jego syk tylko podnosił uzdrowicielowi poziom stresu. Serce mu biło tak szybko, że wydawało się, że zaraz eksploduje.
[WICHROGŁOS]
10/10
Instynkt kazał mu syczeć.
Ciało miał niskie, smukłe, napięte do skoku – zupełnie inne wobec tego, które znał. Problem w tym, że nie było dokąd skoczyć – pręty blokowały każdy kierunek.
Wilgoć sączyła się ze ściany jaskini. Światło magicznych kryształów bolało oczy, przyzwyczajone do polowań o zmierzchu.
Dwunóg stanął przy klatce po lewej. Jego dłonie były delikatne, zadbane. Nigdy nie polowały. Ani nie zabijały, a przynajmniej nie w sposób znany podskórnie Vunnudowi.
W klatce po prawej stronie coś wielkiego poruszało się ospale.
A przed sobą widział wodę?
[JEDNO SŁOWO]
10/10
Woda.
Wszędzie woda. Zimna, przejrzysta, napierająca na ciało ze wszystkich stron. Oddychał – ale jak? Przez skrzela? Miał skrzela?
Ciało było absolutnie niewłaściwe. Nie miał nawet nóg.
Był w akwarium. Szklanym, dużym, ale wciąż więzieniu. Poza szkłem widział zniekształcony obraz jaskini i rzędy klatek pełnych zwierząt.
Dwóch elfów obserwowało go przez to okropne szkło. Jeden wskazywał na niego, mówił coś – słowa płynęły przez wodę jak echo, niezrozumiałe, zniekształcone. Drugi elf notował, kiwnął głową.
Vaelin próbował coś powiedzieć, ale z paszczy wydostały się tylko bąble.
W klatce przed jego akwarium widział coś dużego, z rogami biegnącymi we wszystkie strony. Za sobą widział dziwne stworzenie z futrem i obok niego jakieś inne, tłuste. Oddzielone od siebie prętami.
[BUDOWNICZY RUIN]
10/10
Ależ on był opasły i ciężki. Tłusty jak beczka, wlokący się po wilgotnej podłodze klatki. Oddychał ciężko – sapał – każdy ruch wymagał wysiłku. Strasznie chciało mu się pić, a skórę miał wysuszoną. Swędział go dosłownie każdy skrawek ciała. Jak tak dalej pójdzie, bardzo szybko dostanie szału...
Krótkie nogi ledwo go dźwigały. Ogon – gekoni ogon? – ocierał się o kamienne pręty klatki.
Po prawej stronie miał ścianę. Z lewej widział dziwnego sierściucha, nieznanego mu z bagien.
Nieco przed nim, za szkłem pełnym wody, coś z mackami. Ale nie wydawał się tym szczegółem tak zainteresowany jak faktem, że tam była upragniona woda...
[ROZMARZONA ŁUSKA]
10/10
Czuła wyłącznie zimno, choć nie było jej z tego powodu nieprzyjemnie. Na całym ciele ciążyła jej wilgoć, jakby nosiła płaszcz z porannej rosy. Próbowała się wyprostować, ale nie mogła. Nogi miała za krótkie.
Rozwidlony język wystrzeliwał nerwowo, smakując powietrze. Strach. Wszędzie czuła pyszny strach, którym chciała się pożywić, ale nie mogła.
Piski dobiegały z innych, odległych klatek. Ryki. Sapania. A za jakimś szkłem pełnym wody przed sobą dostrzegła wielką zębatą rybę.
[NIEME PRZEKLEŃSTWO]
10/10
Bezruch był dla niego zabójczy.
Mięśnie napinały się pod łuskami, chcąc uciec jak najprędzej, ale nie było na to przestrzeni. Nawet cała ta jaskinia byłaby za mała, aby sprostać jego potrzebom.
Długa szyja wyginała się nerwowo. Ostre, bystre oczy dostrzegały każdy szczegół. Dwunogi. Inne zwierzęta. Klatki ciągnące się w nieskończoność.
Najbardziej jego uwagę zwróciła duża ilość wody, do której widoku nie był zupełnie przyzwyczajony. Kątem oka dostrzegał też coś obrzydliwie płaskiego z boku, ale nie interesował się tym jeszcze, bo było za mało ruchliwe. Wyglądało na zdechłe.
Czas na odpis: 13.10 godzina 23:59
Kilka zasad:
1. Każdy smok rozpoczyna z 10 punktami spoistości wizji (oznaczonymi ikoną ). Punkty te reprezentują zdolność utrzymania przytomności i jasności umysłu podczas retrospekcji.
2. Utrata punktów następuje gdy:
– Istota, której oczami widzisz wspomnienie, doświadcza nadmiernego stresu (ból, panika, bezpośrednie zagrożenie – ilość utraconych punktów jest indywidualnie rozpatrywana);
– Mijają kolejne tury bez zrozumienia własnej tożsamości w wizji (1 punkt za turę);
– Nie odpiszesz w danej turze (utrata 3 punktów);
– Błędnie zidentyfikujesz swój gatunek i/lub próbujesz użyć właściwości, których nie posiadasz, np. będąc sarną próbujesz rzucić czar (utrata 1 punktu)
– Mijają kolejne tury bez zrozumienia własnej tożsamości w wizji (1 punkt za turę);
– Nie odpiszesz w danej turze (utrata 3 punktów);
– Błędnie zidentyfikujesz swój gatunek i/lub próbujesz użyć właściwości, których nie posiadasz, np. będąc sarną próbujesz rzucić czar (utrata 1 punktu)
3. Jeśli uważasz, że wiesz już, w ciele jakiego zwierzęcia się znajdujesz, możesz określić to bezpośrednio w swoim poście, a nawet próbować wykorzystać właściwości przypisane temu gatunkowi (zgodnie z opisem w Smoczym Świecie). Możesz to też zrobić w ramach zgadywania, czym jesteś, ale pamiętaj, że pomyłka będzie cię kosztowała punkt spoistości.
4. W klatkach znajduje się więcej zwierząt niż tylko wy. Wskazówki mogą okazać się fałszywe.
5. Choć nie kontrolujesz wszystkich aspektów wizji i swoich odruchów, możesz podejmować działania, które na nią wpłyną. Na przykład próbować wspierać innych, jeśli mają mało punktów spoistości i grozi im narażenie na silny stres, poprzez odwrócenie uwagi dwunogów. Albo próbować zmusić "swoją istotę" do uspokojenia się.
6. Smok, który straci wszystkie punkty spoistości, budzi się z wizji przedwcześnie. Wiązać się to będzie z konsekwencjami fabularnymi i mechanicznymi (do określenia przez narratora w zależności od okoliczności utraty punktów).
7. Jeżeli wszystkie smoki utracą punkty spoistości zanim wizja dobiegnie końca, jajo umrze.
Cel: Przetrwać do końca wizji bez utraty wszystkich punktów spoistości.
Informacja dodatkowa: Klatki nie mają ścian, tj widać przez pręty to co przed wami, za wami, z lewej i z prawej. Dla płynności rozgrywki i skrócenia opisów uznajmy, że na daną turę możecie spojrzeć tylko w jednym kierunku xD.
Co się dzieje na danym pułapie punktów?
10 punktów: Pełna jasność umysłu
7-9 punktów: Lekkie zaburzenia – bóle głowy, trudności z koncentracją
4-6 punktów: Umiarkowane zaburzenia – halucynacje słuchowe, paranoja, drżenie kończyn
1-3 punkty: Ciężkie zaburzenia – halucynacje wzrokowe, ataki paniki, niemożność odróżnienia rzeczywistości od wizji
0 punktów: Całkowite załamanie psychiczne – postać budzi się w potencjalnie ciężkim stanie.
Za ładne odgrywanie akcji będą przysługiwać Punkty Fabuły :) Za brzydkie Narrator się zasmuci.
pingi
- 13 sie 2025, 6:49
- Forum: Samotnicy i Prorocy
- Temat: Powiadomienia Proroków
- Odpowiedzi: 47
- Odsłony: 1338
- 15 maja 2025, 13:11
- Forum: Samotnicy i Prorocy
- Temat: Powiadomienia Samotników
- Odpowiedzi: 200
- Odsłony: 8268
- 11 kwie 2025, 13:09
- Forum: Kwiatowy stragan
- Temat: Kwiatowy stragan
- Odpowiedzi: 44
- Odsłony: 2347
Kwiatowy stragan
Zima powoli zaczynała ustępować wiośnie, o czym świadczyły przebijające się przez chmury promienie słońca, a dzięki nim topniały śniegi. Pewnego dnia na północnym skraju szklistego zagajnika, pod jednym z większych drzew, smoki zauważyły nieduże obozowisko. Duży, drewniany wóz ciągnięty przez karego perszerona był własnością dwójki niskich dwunogów. Para gnomów poszukiwała kolorowych kwiatów, których brakowało na północy przez nadal nieustępującą zimę.
Samiec gnoma był starym osobnikiem o siwej, krótkiej czuprynie i nieco krzywym nosie. Przedstawiał się jako Zanpos i najbardziej lubił rozmawiać o swoich wyrobach, które jednak nie sprzedawały się zbyt dobrze w ostatnim okresie...
Jego towarzyszką, a zarazem małżonką, była pogodna Tiffa o długich, mlecznych włosach sięgających jej kolan. Chętnie opowiada o gospodarstwie, które chciałaby kiedyś otworzyć i zajmować się hodowlą zwierząt, jednocześnie porzucając koczownicze życie taboru i osiedlając się w jakiejś ludzkiej wiosce.
Wydarzenie potrwa do 31 maja! Kwiaty znikną z polowań tego dnia, ale wymieniać je można do 10 czerwca włącznie.
ZBIERANIE KWIATÓW
Każda postać podczas polowania i wyprawypoza pustynią, pod wodą i terenami podmokłymi może odnaleźć losowe kwiaty służące jako waluta w wydarzeniu wiosennym. Nie trzeba opisywać ich poszukiwania – są bonusowym możliwym znaleziskiem do tego, które akurat smok szuka (niezależne od wyniku rzutu percepcji). Po zebraniu odpowiedniej ilości różnych kwiatów, smok może przybyć do obozowiska pary gnomów i wymienić je na coś ciekawego. Możliwe jest wymienianie się z innymi graczami, ale nie ze swoimi multikontami.
Nadal należy odbyć fabularną wymianę z gnomami (podobną do wizyt w warsztacie, ale mniej zautomatyzowaną – zwłaszcza w przypadku wyboru fabularnych fantów), przychodząc swoją postacią do tego tematu.
- niebieskie: niezapominajka, chaber, czarnuszka, len
fioletowe: werbena, hiacynt, szałwia, krokus
różowe: koniczyna, dzika róża, jeżówka, kąkol
żółte: żonkil, wiesiołek, miłek, mniszek
inne: mak, kwiat marchwi
STRAGAN
Dostępne opcje wymiany dzielą się na tzw. kombinacje tematyczne (sety). Połączone zostały kolorystycznie, tematem albo gatunkami.
Nazwy zestawów są tylko dla wiedzy gracza, wasze smoki po prostu składują kwiaty wedle instrukcji gnomów – nie ma to na fabule określonej nazwy.
!!! Nie jest to event nastawiający graczy na długi grind. Nie da rady wykupić całego sklepu posługując się swoimi kwiatkami. Dokładnie przemyślcie, które nagrody was interesują! Wszystkie nagrody z efektem mechanicznym trzeba wykorzystać do końca roku 2025, inaczej się zmarnują.
Kolor niebieski: niezapominajka, chaber, czarnuszka, len
Kolor fioletowy: werbena, hiacynt, szałwia, krokus2 kwiaty:
nagroda: fabularny przedmiot (należy fabularnie powiadomić gnomy co was interesuje i zobaczyć, czy jest to coś do zrealizowania – powinny być to małe przedmioty, najlepiej drewniane wyroby lub coś im pochodnego).3 kwiaty:
nagroda: kamień do wyboru: szafir, chryzokola, larimar, labradoryt
lub 4/4 owoców (borówki)
.
Kolor różowy: koniczyna, dzika róża, jeżówka, kąkol2 kwiaty:
nagroda: karta tarota (użycie jej daje losowy efekt do akcji)1) dodatkowy sukces
2) usunięty sukces
3) przerzut rzutu
4) wszystkie rzuty powyżej 6 zmieniają się w 1
5) ST 10 do tej akcji
6) automatyczne omdlenie
7) odnowienie losowego atutu
8) zużycie losowego atutu
9) anulowanie efektu pasywnego atutu na całą walkę/polowanie/misję/do końca miesiąca jeżeli użyte w leczeniu
10) zdany rzut na Wytrzymałość w tej turze
11) otrzymanie rany średniej
12) maksymalna ilość twoich sukcesów
13) automatyczne 0 sukcesów
14) wszystkie rzuty poniżej 3 zmieniają się w 10
15) kalectwo dające +2 ST do wszystkich akcji (pozbawione blizny. tj. obrażenia wewnętrzne)
16) wyleczenie aktualnych ran i chorób
17) ST 3 do tej akcji.3 kwiaty:
nagroda: kamień do wyboru: ametyst, ametryn, fluoryt, tanzanit
lub 4/4 owoców (grejpfruty)
.
Kolor żółty: żonkil, wiesiołek, miłek, mniszek2 kwiaty:
nagroda: eliksir leczący rany średnie.3 kwiaty:
nagroda: kamień do wyboru: koral, różowy kwarc, rodonit, erytryn
lub 4/4 mięsa (wędzony łosoś)
.
Różne kolory: mak, kwiat marchwi2 kwiaty:
nagroda: bambusowy flecik (przyzywa losowego drapieżnika z biomu; można spróbować oswoić).3 kwiaty:
nagroda: kamień do wyboru: cytryn, bursztyn, heliodor, kalcyt
lub 4/4 owoców (mango)
.
Można kupować też zwierzęta domowe, które zabrały tu ze sobą gnomy:2 kwiaty:
nagroda: 5x dowolnie wybrane zioło (jeżeli kupujący jest Uzdrowicielem, lądują do składziku stada; może to być szałwia).3 kwiaty (można dodać maks 1 kwiat z innej kategorii):
nagroda: kamień do wyboru: rubin, granat, magnezyt, obsydian śnieżny
lub 4/4 orzechów
Gatunki do wyboru: kura, gęś, perliczka, indyk, świnia, królik flamandzki, muł, osiołek, kuc szetlandzki, miniaturowa puchata krowa (tylko 2), wolpertinger (tylko 1)
6 dowolnych kwiatów: zwierzę zostaje kompanem typu I
9 dowolnych kwiatów: zwierzę zostaje kompanem niemechanicznym.limity: 1 postać można kupić w czasie eventu tylko 1 kompana niemechanicznego
(maksimum wszystkich posiadanych niemechanicznych to 2 dla zwykłych smoków i 3 dla z atutem Empatii)
DODATKI
(nie zużywają kwiatów!) (liczy się stan w tabeli – zachęcamy do wymian!)
Powyższe dodatki zostaną zgłoszone do powiadomień na koniec zdarzenia przez prowadzącego! Są one przypisane do danej postaci i nie można ich oddawać/wymieniać.za zebranie 6 dowolnych kwiatów: darmowe usunięcie okresu rehabilitacji.za zdobycie 10 różnych kwiatów: 1 punkt US (z kategorii warzenia eliksirów) lub 1 PU do maks poziomu 2..jeżeli stado zbierze łącznie minimum 120 dowolnych kwiatów, otrzyma do skarbca dwa wybrane błogosławieństwa do użycia w 2025 roku! Błogosławieństwo wybiera przywódca, nie można wybrać dwa razy tego samego błogosławieństwa ani boskich darów.
- 11 kwie 2025, 13:09
- Forum: Kwiatowy stragan
- Temat: Wymiany kwiatów
- Odpowiedzi: 34
- Odsłony: 1247
Wymiany kwiatów
Tu trzeba zgłaszać wymiany między graczami w obrębie kwiatków, temat działa analogicznie do powiadomień stad.
https://tinyurl.com/kwiatkisws > tabela
https://tinyurl.com/kwiatkisws > tabela
- 27 mar 2024, 19:00
- Forum: Retrospekcje
- Temat: Upadek Rathen
- Odpowiedzi: 0
- Odsłony: 181
Upadek Rathen
Wieść o upadku Rathen i śmierci króla rozeszła się bardzo szybko. Pomimo problemów na froncie, ludzie nadal mieli niezawodny system komunikacji, a kruki pozostały nierozwikłaną zagadką wśród Wolnych.
Jeszcze gdy armia smoków oraz ich sojuszników okupowała ruiny miasta, wszystkie pozostałe osady na północy zmobilizowały się do wymarszu. O ile te znad Jeziora Pekeri i Torfowiska musiały uciekać na południowy wschód, tak ta rozbudowująca się na Wyspie Tulipa miała o wiele prostszą sytuację.
Statki były już wcześniej załadowane do połowy, właśnie ze względu na tą możliwość. Pozostawszy w kontakcie z Nową Trundią na północy, mieszkańcy wyspy na terenach Stada Mgieł bardzo szybko zmobilizowali się do odpłynięcia w kierunku sojuszników. Tam było wiele miejsca dla nowych osadników, zwłaszcza, że rąk do pracy nigdy za wiele. Oraz żołnierzy do pilnowania pokoju.
Wszystkie trzy wioski zostały opustoszałe. W żadnej nie zostawiono pożywienia i rzeczy niezbędnych, choć pewnie znalazły się tam rzeczy będące potencjalnym balastem w podróży – talerze, krzesła, stoły, inne wyroby tego typu.
Jedynie Wyspa Resteri nadal pozostawała okupowana przez tajemniczego żywiołaka złożonego ze śmieci i nie zanosiło się, by ją miał zamiar opuszczać.
Jeszcze gdy armia smoków oraz ich sojuszników okupowała ruiny miasta, wszystkie pozostałe osady na północy zmobilizowały się do wymarszu. O ile te znad Jeziora Pekeri i Torfowiska musiały uciekać na południowy wschód, tak ta rozbudowująca się na Wyspie Tulipa miała o wiele prostszą sytuację.
Statki były już wcześniej załadowane do połowy, właśnie ze względu na tą możliwość. Pozostawszy w kontakcie z Nową Trundią na północy, mieszkańcy wyspy na terenach Stada Mgieł bardzo szybko zmobilizowali się do odpłynięcia w kierunku sojuszników. Tam było wiele miejsca dla nowych osadników, zwłaszcza, że rąk do pracy nigdy za wiele. Oraz żołnierzy do pilnowania pokoju.
Wszystkie trzy wioski zostały opustoszałe. W żadnej nie zostawiono pożywienia i rzeczy niezbędnych, choć pewnie znalazły się tam rzeczy będące potencjalnym balastem w podróży – talerze, krzesła, stoły, inne wyroby tego typu.
Jedynie Wyspa Resteri nadal pozostawała okupowana przez tajemniczego żywiołaka złożonego ze śmieci i nie zanosiło się, by ją miał zamiar opuszczać.
- 24 wrz 2023, 21:37
- Forum: Retrospekcje
- Temat: Los drwala
- Odpowiedzi: 0
- Odsłony: 269
Los drwala
Dowództwo uważało to za świetną organizację, tą całą akcję z oblężeniem terenów smoków, ale Magnus był prostym człowiekiem. Zaciągnął się do pracy z konieczności, nie lojalności. Jego rodzina głodowała od wielu miesięcy, a perspektywa zarobienia sakwy złotych monet była lukratywniejsza od żmudnej pracy u miastowego kowala za pół miedziaka na godzinę.
[...]
Tam były jakieś smoki. W środku nocy widział, jak kolczasta bestia jednego z najemników rozświetlała swoim ogniem noc. Słup pomarańczowych płomieni rozdzierał ciemność, a pomiędzy wystrzałami z armat usłyszał ryk niesławnej Agawy. Wzdrygnął się i próbował ignorować zapach palonego... czegoś. Nie było to jednak drewno palm. Wolał nie myśleć. Praca, praca.
[...]
Gdzie Weston? Mieli razem załadować szalupę i zabrać niezbędne narzędzia! Przepychał się przez dziesiątki innych marynarzy, próbując znaleźć kolegę.
[...]
To była ciężka noc. W parę godzin musieli rozstawić namioty, częściowy ostrokół, a do tego zabezpieczyć plażę. Szczęśliwie nikt nie zginął, ale wyczerpanie było wymalowane na czołach jego drużyny. Oby tym z północy poszło równie dobrze. I oby żaden smok nie próbował ich zaatakować, gdy będą odpoczywać. Kolejne dwadzieścia cztery godziny okażą się decydujące.
[...]
Minęło kilka dni. Był wyczerpany. Nie mógł wziąć wolnego, bo ucięliby mu pensję. Musiał pracować. Dziś dokończą bramę, która miała zwieńczyć robotę. Ostrokół będzie w pełni gotowy.
[...]
Pieprzone smoki. Znowu kręciły się przy ostrokole. Dziś będzie spał o połowę krócej, bo ktoś musi naprawić te szkody. Im szybciej, tym lepsza premia. Nie mógł sobie odmówić.
[...]
Po podliczeniu strat okazało się, że spłonęło trochę zaopatrzenia. Będą potrzebowali drewna, jeżeli nie chcą zmarznąć w nocy. Żołnierze plotkowali o rzekomym porwaniu jednego z nich, ale Magnus nigdy nie dowiedział się czy to prawda.
[...]
Słońce już zachodziło, a Weston nadal nie wracał. Zgłosił się do grupy mającej poszukać drewna w pobliskim lesie, wśród nich był nawet jakiś ogrodnik, chwalący swój srebrny sekator. Ciekawe czy on, podobnie jak Magnus, nie miał wyjścia i zaciągnął się z powodu długów.
Jakaś stara kobieta, chyba lekarka, zaczepiała ich zanim wyruszyli. Gadała jak potłuczona o duchu natury, który ich zamorduje jeżeli choćby tkną gałązkę. Ha, akurat! Kto wierzy w takie bajeczki? Pożegnał kumpla, życząc mu bezpiecznego powrotu. Nie, nie z powodu "ducha lasu". Smoki były realnym zagrożeniem, a nie jakieś zabobony.
[...]
Wrócił tylko jeden. I nie był to Weston. Cały obóz zebrał się wokół majaczącego mężczyzny. Siedział z kolanami pod brodą, obejmując rękoma nogi. Kiwał się. Coś mamrotał...
"M-małpa... Cz-czary... o-woce... w-wilki... "
Co to za popieprzone miejsce?
[...]
Znaleźli Westona. Wisiał na drzewie, martwy. Dowódca twierdzi, że to samobójstwo i nie wytrzymał presji.
[...]
Ile minęło miesięcy? A może lat? Stracił rachubę czasu. Tęsknił za rodziną.
[...]
Osada prosperowała całkiem nieźle. Pracy jednak nie było końca, ale przynajmniej linia dostaw działała jak trzeba. Magnus nadal nie potrafił przestać myśleć o tym co przytrafiło się Westonowi i pozostałym robotnikom. Jakim cudem reszta zdawała się zapomnieć? Niektórzy z przestrogi zaczęli ciosać w kamieniu figurę małpy. Przez to opóźni się budowa jednego z domów.
[...]
Musiał wiedzieć. Udał się do lasu o świcie, zanim nastąpiła jego zmiana w pracy. Wymknął się z toporem w ręku i drewnianą tarczą, nie mając niczego więcej. Oszaleje, jeżeli się nie przekona sam. Od początku Inwazji nie opuścił ostrokołu, a później palisady. Pora to zmienić.
W lesie szukał wspomnianej małpy, ale niczego nie znalazł. Zgubił się. Cholera, mógł jednak zakupić ten kompas. Przydałby mu się teraz bardziej niż bochenek chleba.
[...]
Miał już omamy z niedożywienia. Czy naprawdę widział gadającą małpę?
[...]
Był głodny. Próbował gonić za królikami. Nie potrafił ich łapać. Nikt go nigdy nie nauczył. Sfrustrowany szukał więc tych całych owoców. Wcześniej mijał ich mnóstwo, ale nie zwracał na nie uwagi. Dopiero po dłuższej chwili błąkania się trafił na drzewo moreli. Aż mu ślinka pociekła, takie pyszne owoce! Podbiegł do niego. Na ziemi leżało sporo sztuk, ale były brudne i nie zamierzał jeść czegoś takiego – jeszcze nabawi się zarazków i zachoruje. Zapracowana, zabliźniona ręka zaczęła zrywać dorodne, pulchne, nieskazitelne wręcz sztuki. Niektóre zjadał od razu, połykając je wraz z pestką, a inne chował do kieszeni na później.
Ostatnim co ujrzał były wściekłe, zielone ślepia. Poczuł też powiew zimnego powietrza.
Pozbawione ręki ciało Magnusa znaleziono parę dni później. Wykaraskał się, ale już nie mógł pracować w zawodzie.
[...]
Tam były jakieś smoki. W środku nocy widział, jak kolczasta bestia jednego z najemników rozświetlała swoim ogniem noc. Słup pomarańczowych płomieni rozdzierał ciemność, a pomiędzy wystrzałami z armat usłyszał ryk niesławnej Agawy. Wzdrygnął się i próbował ignorować zapach palonego... czegoś. Nie było to jednak drewno palm. Wolał nie myśleć. Praca, praca.
[...]
Gdzie Weston? Mieli razem załadować szalupę i zabrać niezbędne narzędzia! Przepychał się przez dziesiątki innych marynarzy, próbując znaleźć kolegę.
[...]
To była ciężka noc. W parę godzin musieli rozstawić namioty, częściowy ostrokół, a do tego zabezpieczyć plażę. Szczęśliwie nikt nie zginął, ale wyczerpanie było wymalowane na czołach jego drużyny. Oby tym z północy poszło równie dobrze. I oby żaden smok nie próbował ich zaatakować, gdy będą odpoczywać. Kolejne dwadzieścia cztery godziny okażą się decydujące.
[...]
Minęło kilka dni. Był wyczerpany. Nie mógł wziąć wolnego, bo ucięliby mu pensję. Musiał pracować. Dziś dokończą bramę, która miała zwieńczyć robotę. Ostrokół będzie w pełni gotowy.
[...]
Pieprzone smoki. Znowu kręciły się przy ostrokole. Dziś będzie spał o połowę krócej, bo ktoś musi naprawić te szkody. Im szybciej, tym lepsza premia. Nie mógł sobie odmówić.
[...]
Po podliczeniu strat okazało się, że spłonęło trochę zaopatrzenia. Będą potrzebowali drewna, jeżeli nie chcą zmarznąć w nocy. Żołnierze plotkowali o rzekomym porwaniu jednego z nich, ale Magnus nigdy nie dowiedział się czy to prawda.
[...]
Słońce już zachodziło, a Weston nadal nie wracał. Zgłosił się do grupy mającej poszukać drewna w pobliskim lesie, wśród nich był nawet jakiś ogrodnik, chwalący swój srebrny sekator. Ciekawe czy on, podobnie jak Magnus, nie miał wyjścia i zaciągnął się z powodu długów.
Jakaś stara kobieta, chyba lekarka, zaczepiała ich zanim wyruszyli. Gadała jak potłuczona o duchu natury, który ich zamorduje jeżeli choćby tkną gałązkę. Ha, akurat! Kto wierzy w takie bajeczki? Pożegnał kumpla, życząc mu bezpiecznego powrotu. Nie, nie z powodu "ducha lasu". Smoki były realnym zagrożeniem, a nie jakieś zabobony.
[...]
Wrócił tylko jeden. I nie był to Weston. Cały obóz zebrał się wokół majaczącego mężczyzny. Siedział z kolanami pod brodą, obejmując rękoma nogi. Kiwał się. Coś mamrotał...
"M-małpa... Cz-czary... o-woce... w-wilki... "
Co to za popieprzone miejsce?
[...]
Znaleźli Westona. Wisiał na drzewie, martwy. Dowódca twierdzi, że to samobójstwo i nie wytrzymał presji.
[...]
Ile minęło miesięcy? A może lat? Stracił rachubę czasu. Tęsknił za rodziną.
[...]
Osada prosperowała całkiem nieźle. Pracy jednak nie było końca, ale przynajmniej linia dostaw działała jak trzeba. Magnus nadal nie potrafił przestać myśleć o tym co przytrafiło się Westonowi i pozostałym robotnikom. Jakim cudem reszta zdawała się zapomnieć? Niektórzy z przestrogi zaczęli ciosać w kamieniu figurę małpy. Przez to opóźni się budowa jednego z domów.
[...]
Musiał wiedzieć. Udał się do lasu o świcie, zanim nastąpiła jego zmiana w pracy. Wymknął się z toporem w ręku i drewnianą tarczą, nie mając niczego więcej. Oszaleje, jeżeli się nie przekona sam. Od początku Inwazji nie opuścił ostrokołu, a później palisady. Pora to zmienić.
W lesie szukał wspomnianej małpy, ale niczego nie znalazł. Zgubił się. Cholera, mógł jednak zakupić ten kompas. Przydałby mu się teraz bardziej niż bochenek chleba.
[...]
Miał już omamy z niedożywienia. Czy naprawdę widział gadającą małpę?
[...]
Był głodny. Próbował gonić za królikami. Nie potrafił ich łapać. Nikt go nigdy nie nauczył. Sfrustrowany szukał więc tych całych owoców. Wcześniej mijał ich mnóstwo, ale nie zwracał na nie uwagi. Dopiero po dłuższej chwili błąkania się trafił na drzewo moreli. Aż mu ślinka pociekła, takie pyszne owoce! Podbiegł do niego. Na ziemi leżało sporo sztuk, ale były brudne i nie zamierzał jeść czegoś takiego – jeszcze nabawi się zarazków i zachoruje. Zapracowana, zabliźniona ręka zaczęła zrywać dorodne, pulchne, nieskazitelne wręcz sztuki. Niektóre zjadał od razu, połykając je wraz z pestką, a inne chował do kieszeni na później.
Ostatnim co ujrzał były wściekłe, zielone ślepia. Poczuł też powiew zimnego powietrza.
Pozbawione ręki ciało Magnusa znaleziono parę dni później. Wykaraskał się, ale już nie mógł pracować w zawodzie.









