Preria Ralary
Czym to było? Skąd się wzięło? Czy...miało jakiś związek z abominacją, która zniszczyła Rathen, kończąc odwieczną wojnę...?
Morze trupów ciągnących z południa, trupów, które zapewne za życia były łowcami. Nawet po śmierci nie mogli dać smokom spokoju.
Świst nie wahał się ani przez moment, musiał stanąć w obronie Wolnych Stad! Wojownik wzniósł się w powietrze i zaatakował, starając się wykorzystać przewagę posiadania skrzydeł. Wyłapywał tych, którzy szli w oddaleniu od pozostałych. Będąc w powietrzu, zionął w przeciwników lodem – zimnym, choć zapewne nie tak niebezpiecznym dla nieumarłych, jak dla ludzi. Zionął, aby spowolnić, gdy zaś wyczuł odpowiednia pozycję – atakował! Nachylał się, obniżał łeb i przefruwał nad przeciwnikiem, wyciągając łapę, aby potężnym uderzeniem zbić czaszkę o pustych oczodołach!
Gdy już pozbawił stworzenie łba, lądował, a następnie wykonywał obrót, wykorzystując zamaszysty ruch ogonem. Celował w nogi w bestii, w okolice kolan, aby zbić jego kościane nogi niczym tyczki, pozbawiając stworzenie możliwości ruchu. Gdy to się, udało, podchodził bliżej. Atakując z góry, uderzając obiema łapami naraz, miażdżył ramiona, aby powolne stworzenie nie mogło go zaatakować. Dopiero wtedy, gdy trup był już w kawałkach, dokładał ostatni element ataku: maddarę. Płomieniem podpalał stworzenie, czymkolwiek było, gdyż to wydawał się jedyny sposób, aby na dobre "zabić" martwego.
Był przy tym ostrożny, aby ogień nie rozprzestrzenił się – Alaleya być może obraziłaby się o to. Miał jednak nadzieję, iż boginka rozumie, że nie chce zaszkodzić lasowi, lecz jedynie ochronić Wolne Stada przed atakiem!
Znaleziono 3 wyniki
- 14 lis 2024, 17:33
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Walka z nieumarłymi
- Odpowiedzi: 24
- Odsłony: 1037
- 13 lis 2024, 19:10
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Chatka na kurzej stópce
- Odpowiedzi: 29
- Odsłony: 1363
Chatka na kurzej stópce
Instrukcje duszka były bardzo klarowne. Świst nie zamierzał sprawdzać, co się wydarzy, gdy nie zastosuje się do wskazówek, i pozostawał czujny, zdając sobie sprawę, że nawet tak smakowicie wyglądająca magia może się okazać niebezpieczna. Po cichu zakradł się do chatki i ostrożnie rozchylił drzwi. Wewnątrz...
Nie była tak mała, jak się zdawała, z pewnością to dzieło czarcich sztuczek. Pociągnął nosem, natychmiast poczuł, jak jego zmysły wypełniają wonie smakowitości. To wszystko wokół... Nie, Świst nie mógł poddać się temu uczuciu. Walczył sam ze sobą, ze swoją głową, z ciekawością, wkraczając do wnętrza chatki. Stąpał powoli, dyskretnie, starał się nie zwracać uwagi. Ujrzał wiedźmę – tę złowieszczą, tę, która była sprawczynią wszystkiego. Młodszy Świst zapewne spróbowałby z nią porozmawiać. Przekonać ją, że czyni źle. Starszy Świst... cóż, zdawał sobie sprawę, że z duszkami się nie zadziera. Mógł tylko sprowadzić na Wolne Stada katastrofę.
Rozejrzał się. Metal byłby głośny, lepiej wybrać coś drewnianego. Wypatrzył pierwszą z brzegu drewnianą łyżkę, dużą, służąca do mieszania. Cały czas trzymając się zasad skradania, zupełnie jak na polowaniu, zbliżył się, pilnował, aby ogonem nie zahaczyć o meble. Wyciągnął łapę...
Czy to... ślimacze frytki...?
Otworzył paszczę, zszokowany. Skąd duszek wiedział...? Jak...? Pachniały zupełnie jak... Zupełnie tak samo... Otrząsnął się. Nie, nie, tutaj nie ma żadnej Goździk, to tylko zwidy, przecież jegoma5tka nie została wiedźmą i nie nawiedza teraz Wolnych Stad! Szybko chwycił drewnianą łyżkę. Obrócił się, wciąż ostrożnie, i czym prędzej wyszedł z chatki. Woń kusiła, zachęcała... ale musiał być silniejszy. To zwid. Okrutny zwid.
Że też ta wiedźma miała czelność...!
Zabrał łyżkę, wyszedł i jak najszybciej popędził do dynioduszka, aby załatwił tę sprawę, zanim Świst sam spróbuje wymierzyć sprawiedliwość. Nawet czarne charaktery powinny mieć granice.
Nie była tak mała, jak się zdawała, z pewnością to dzieło czarcich sztuczek. Pociągnął nosem, natychmiast poczuł, jak jego zmysły wypełniają wonie smakowitości. To wszystko wokół... Nie, Świst nie mógł poddać się temu uczuciu. Walczył sam ze sobą, ze swoją głową, z ciekawością, wkraczając do wnętrza chatki. Stąpał powoli, dyskretnie, starał się nie zwracać uwagi. Ujrzał wiedźmę – tę złowieszczą, tę, która była sprawczynią wszystkiego. Młodszy Świst zapewne spróbowałby z nią porozmawiać. Przekonać ją, że czyni źle. Starszy Świst... cóż, zdawał sobie sprawę, że z duszkami się nie zadziera. Mógł tylko sprowadzić na Wolne Stada katastrofę.
Rozejrzał się. Metal byłby głośny, lepiej wybrać coś drewnianego. Wypatrzył pierwszą z brzegu drewnianą łyżkę, dużą, służąca do mieszania. Cały czas trzymając się zasad skradania, zupełnie jak na polowaniu, zbliżył się, pilnował, aby ogonem nie zahaczyć o meble. Wyciągnął łapę...
Czy to... ślimacze frytki...?
Otworzył paszczę, zszokowany. Skąd duszek wiedział...? Jak...? Pachniały zupełnie jak... Zupełnie tak samo... Otrząsnął się. Nie, nie, tutaj nie ma żadnej Goździk, to tylko zwidy, przecież jegoma5tka nie została wiedźmą i nie nawiedza teraz Wolnych Stad! Szybko chwycił drewnianą łyżkę. Obrócił się, wciąż ostrożnie, i czym prędzej wyszedł z chatki. Woń kusiła, zachęcała... ale musiał być silniejszy. To zwid. Okrutny zwid.
Że też ta wiedźma miała czelność...!
Zabrał łyżkę, wyszedł i jak najszybciej popędził do dynioduszka, aby załatwił tę sprawę, zanim Świst sam spróbuje wymierzyć sprawiedliwość. Nawet czarne charaktery powinny mieć granice.
- 03 wrz 2024, 19:20
- Forum: Samotnicy i Prorocy
- Temat: Powiadomienia Samotników
- Odpowiedzi: 200
- Odsłony: 8200









