Któregoś dnia udała się na targ w towarzystwie swoich feniksów. Właściwie nie miała pomysłu co mogłaby chcieć, dlatego pokręciła się po straganach i wzięła to, co najbardziej wpadło jej w oko. Były to dwie kolorowe karty tarota, które wymieniła na kwiaty, a także fikuśny flecik, później zainteresowała się zwyczajnymi kamieniami szlachetnymi, które mogły jej się przydać do run. Na sam koniec zainteresowała się zwykłymi błyskotkami.
Miłek, mniszek bambusowy flecik (przyzywa losowego drapieżnika z biomu; można spróbować oswoić)
2x hiacynt, 2x werbena za 2x karta tarota
2x marchew, 1x mak rubin
niezapominajka, chaber, czarnuszka, len 2x fabularka kryształowa kula z magicznym efektem mgły w środku (gnomi sklep z fabularkami z loterii), drewniana figurka feniksa (jeśli możliwe)
Znaleziono 4 wyniki
- 19 cze 2025, 22:35
- Forum: Kwiatowy stragan
- Temat: Kwiatowy stragan
- Odpowiedzi: 44
- Odsłony: 2347
- 16 gru 2024, 17:30
- Forum: Samotnicy i Prorocy
- Temat: Powiadomienia Samotników
- Odpowiedzi: 200
- Odsłony: 8201
Powiadomienia
możliwość zmiany gatunku żywiołaka – L23, zużyj do końca '24
ode mnie dla Ven
viewtopic.php?p=659813#p659813
Akt.
ode mnie dla Ven
viewtopic.php?p=659813#p659813
Akt.
- 13 lis 2024, 23:46
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Chatka na kurzej stópce
- Odpowiedzi: 29
- Odsłony: 1363
Chatka na kurzej stópce
Och, ta wizja wyglądała tak realistycznie! Hekate nie mogła się powstrzymać, żeby nie spróbować swoich sił. Zaprosiła swoją córkę, żeby jej towarzyszyła, ale nie była pewna, czy Hyralia miała na to ochotę. W razie czego poszła sama przyjmując wyzwanie, jak na duże dziecko przystało, chociaż tak naprawdę... To myślała głównie o łakociach. O tych wszystkich przepysznych rzeczach, których smak niemal czuła, a wyczulony węch stawał się nie pomocnikiem, a koszmarem.
To właśnie węchem głównie się kierowała, a nozdrza doprowadziły ją do smakowitości.
Przez chwilę chlonela wzrokiem chatkę, a później do niej wkroczyła. Widząc cukierki, truskawki, owoce, o których mogli o tej porze roku już tylko pomarzyć, czy świetnie wyglądające świeże mięsko aż jęknęła z uciechy, a w którymś momencie jej otwarta paszcza zawisła nad ciastem. Brakowało centymetrów, żeby musnęła je językiem. Co ją powstrzymało? Nagły ból brzucha, zaledwie ukłucie dawnej rany, ale trzezwiace. Z głupią miną cofnęła się szybko i zakryła nozdrza jedną łapa, żeby nie czuć tych wszystkich wspaniałych zapachów. Zamknęła oczy, nie chcąc się wystawiać na więcej pokus. Na samą winowajczynie tej sytuacji też nie patrzyła, wolała ją ominąć szerokim łukiem i nie szukać z nią zwady dopóki ona sama nie zaatakuje Hekate.
Smoczyca kuśtykała niezgrabnie przez chatkę, aż w końcu machnęła mocniej ogonem próbując coś nabić na kolczasty kolec na jego końcu. Usłyszała suchy trzask i ciężar, który pociągnął jej ogon w dół. Gdy uchyliła oczy (wcale nie spoglądając przez ten ułamek chwili na pysznie wyglądające ciastka) zorientowała się, że nabiła na ogon stare krzesło. Wciąż zasłaniając sobie nos niezręcznie spróbowała się wycofał ciągnąc za sobą zdobycz. Hekate uciekła stąd w popłochu starając się nie obracać za siebie więcej niż raz (no, może dwa), a następnie ściągnąć z ogona podziurawione krzesło, chwycić je w szpony i polecieć we wskazane miejsce z wyrazem wielkiego rozczarowania. Chciała łakoci!
To właśnie węchem głównie się kierowała, a nozdrza doprowadziły ją do smakowitości.
Przez chwilę chlonela wzrokiem chatkę, a później do niej wkroczyła. Widząc cukierki, truskawki, owoce, o których mogli o tej porze roku już tylko pomarzyć, czy świetnie wyglądające świeże mięsko aż jęknęła z uciechy, a w którymś momencie jej otwarta paszcza zawisła nad ciastem. Brakowało centymetrów, żeby musnęła je językiem. Co ją powstrzymało? Nagły ból brzucha, zaledwie ukłucie dawnej rany, ale trzezwiace. Z głupią miną cofnęła się szybko i zakryła nozdrza jedną łapa, żeby nie czuć tych wszystkich wspaniałych zapachów. Zamknęła oczy, nie chcąc się wystawiać na więcej pokus. Na samą winowajczynie tej sytuacji też nie patrzyła, wolała ją ominąć szerokim łukiem i nie szukać z nią zwady dopóki ona sama nie zaatakuje Hekate.
Smoczyca kuśtykała niezgrabnie przez chatkę, aż w końcu machnęła mocniej ogonem próbując coś nabić na kolczasty kolec na jego końcu. Usłyszała suchy trzask i ciężar, który pociągnął jej ogon w dół. Gdy uchyliła oczy (wcale nie spoglądając przez ten ułamek chwili na pysznie wyglądające ciastka) zorientowała się, że nabiła na ogon stare krzesło. Wciąż zasłaniając sobie nos niezręcznie spróbowała się wycofał ciągnąc za sobą zdobycz. Hekate uciekła stąd w popłochu starając się nie obracać za siebie więcej niż raz (no, może dwa), a następnie ściągnąć z ogona podziurawione krzesło, chwycić je w szpony i polecieć we wskazane miejsce z wyrazem wielkiego rozczarowania. Chciała łakoci!
- 13 lis 2024, 23:32
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Walka z nieumarłymi
- Odpowiedzi: 24
- Odsłony: 1037
Walka z nieumarłymi
OPUSZCZONA OSADA
Słysząc wezwanie syna przeraziła się. Pamiętała czasy swojej młodości i zacięte walki, pamiętała jak kilkukrotnie prawie skończyła z rozsieczonym gardłem, gdy została zaatakowana toporem czy innym paskudztwem. Hisseth był młody, niedoświadczony, nic nie wiedział o takim przeciwniku.
Ile sił w skrzydłach popedzila mu na pomoc przeklinając bóle brzucha, które ją spowalniały. Nieznacznie, ale jednak, a w walce liczyła się przecież każda sekunda.
W końcu przybyła. Wylądowała ze sporym impetem nieopodal syna witając go gromkim rykiem, tak samo jak przeciwników. Odsunęła na bok niedowierzanie i zdumienie na widok tego co się tu działo, skupiła się wyłącznie na obronie własnego dziecka. Stworzyła feniksa na tyle dużego, by był w stanie oslaniac młodego wojownika i kierowała go w stronę wrogów, których miał uderzać plomiennymi skrzydłami, gdyż to stworzenie było wyłącznie plomieniami błękitnego koloru. Feniks miał uderzać dziobem w szyje i walić skrzydłami po głowach. Jeśli sytuacja tego wymagała wycofywać się, żeby obronić Hisseth'a (rzadziej Hekate) przybierającą formę tarczy stworzonej z żywych płomieni. Jeśli szkielety chciały się przez to przedrzeć wiązało się to z odniesieniem poważnych uszkodzeń, gdyż ogień był na tyle gorący, żeby roztapiać wszystko na swej drodze. Pozostawało niegroźny dla Hekate, jej syna i otoczenia.
Słysząc wezwanie syna przeraziła się. Pamiętała czasy swojej młodości i zacięte walki, pamiętała jak kilkukrotnie prawie skończyła z rozsieczonym gardłem, gdy została zaatakowana toporem czy innym paskudztwem. Hisseth był młody, niedoświadczony, nic nie wiedział o takim przeciwniku.
Ile sił w skrzydłach popedzila mu na pomoc przeklinając bóle brzucha, które ją spowalniały. Nieznacznie, ale jednak, a w walce liczyła się przecież każda sekunda.
W końcu przybyła. Wylądowała ze sporym impetem nieopodal syna witając go gromkim rykiem, tak samo jak przeciwników. Odsunęła na bok niedowierzanie i zdumienie na widok tego co się tu działo, skupiła się wyłącznie na obronie własnego dziecka. Stworzyła feniksa na tyle dużego, by był w stanie oslaniac młodego wojownika i kierowała go w stronę wrogów, których miał uderzać plomiennymi skrzydłami, gdyż to stworzenie było wyłącznie plomieniami błękitnego koloru. Feniks miał uderzać dziobem w szyje i walić skrzydłami po głowach. Jeśli sytuacja tego wymagała wycofywać się, żeby obronić Hisseth'a (rzadziej Hekate) przybierającą formę tarczy stworzonej z żywych płomieni. Jeśli szkielety chciały się przez to przedrzeć wiązało się to z odniesieniem poważnych uszkodzeń, gdyż ogień był na tyle gorący, żeby roztapiać wszystko na swej drodze. Pozostawało niegroźny dla Hekate, jej syna i otoczenia.









