Objęcia Gwiazd zużywa błysk przyszłości:
Płatki na Wietrze vs Objęcia Gwiazd
Akt.
Znaleziono 15 wyników
- 30 maja 2026, 16:16
- Forum: Samotnicy i Prorocy
- Temat: Powiadomienia Proroków
- Odpowiedzi: 47
- Odsłony: 1210
- 04 mar 2026, 0:03
- Forum: Samotnicy i Prorocy
- Temat: Powiadomienia Proroków
- Odpowiedzi: 47
- Odsłony: 1210
Powiadomienia
Rany:
Osąd Gwiazd:
Akt.
Osąd Gwiazd:
Osąd Gwiazd vs Kordialna Łuska1x lekka [Pęknięcie kości prawego przedramienia, krwawienie wewnętrzne, ból]
Akt.
- 18 lut 2026, 16:43
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Kryształowa Misa Uessasa
- Odpowiedzi: 44
- Odsłony: 2135
Kryształowa Misa Uessasa
Znów wydał z siebie ciche "hm", jakby właśnie próbował sobie przypomnieć szczegóły snu. Zrezygnowany pokiwał jednak przecząco łbem.
— Wiesz, nigdy nie zostałem w moich snach wciągnięty do wody. Widziałem jedynie, jak inne smoki tego doświadczały. Szczerze to wolę nawet o tym nie myśleć, pewnie coś strasznego kryło się pod powierzchnią jeziora. — stwierdził, a po chwili jego genialny plan spełnienia swojego zadania na pisklęciu nagle uderzył go w rewanżu, kiedy to zaczęła mówić o jakimś zachowaniu.
Wężowy momentalnie się speszył, nerwowo drapiąc się po grzywie, zwłaszcza że kompan pisklaka już zaczynał względem niego mieć jakieś obiekcje.
— Ależ młoda damo, nie wypada mówić takich słów bez powodu, zwłaszcza do takiego starca jak ja! Twoje serce powinno zabić mocniej dla kogoś w twoim wieku, jak na przykład... — i po tym nagle położył swoją łapę na barku Syriusza, przyciągając go bliżej ojcowskiej piersi.
— Mojego syna, Zbłąkanego! No nie powiesz, że nie jest nadzwyczajnie przystojny. — stwierdził, ledwo co powstrzymując śmiech.
Czaroitowa Łuska Płatki na Wietrze Zbłąkany Kolec Przypalana Łuska
— Wiesz, nigdy nie zostałem w moich snach wciągnięty do wody. Widziałem jedynie, jak inne smoki tego doświadczały. Szczerze to wolę nawet o tym nie myśleć, pewnie coś strasznego kryło się pod powierzchnią jeziora. — stwierdził, a po chwili jego genialny plan spełnienia swojego zadania na pisklęciu nagle uderzył go w rewanżu, kiedy to zaczęła mówić o jakimś zachowaniu.
Wężowy momentalnie się speszył, nerwowo drapiąc się po grzywie, zwłaszcza że kompan pisklaka już zaczynał względem niego mieć jakieś obiekcje.
— Ależ młoda damo, nie wypada mówić takich słów bez powodu, zwłaszcza do takiego starca jak ja! Twoje serce powinno zabić mocniej dla kogoś w twoim wieku, jak na przykład... — i po tym nagle położył swoją łapę na barku Syriusza, przyciągając go bliżej ojcowskiej piersi.
— Mojego syna, Zbłąkanego! No nie powiesz, że nie jest nadzwyczajnie przystojny. — stwierdził, ledwo co powstrzymując śmiech.
Czaroitowa Łuska Płatki na Wietrze Zbłąkany Kolec Przypalana Łuska
- 17 lut 2026, 16:01
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Kryształowa Misa Uessasa
- Odpowiedzi: 44
- Odsłony: 2135
Kryształowa Misa Uessasa
Delikatny uśmiech nie znikał z pyska wężowego, który widocznie cieszył się, iż młoda nie zaczęła od niego uciekać niczym przerażone zwierzę.
— Ależ oczywiście, że można. Widziałem twe fioletowe łuski, więc nie mogła być to twoja siostra. — mruknął, również udając zastanowienie.
— Mało pamiętam z tych snów, ale chyba zostałaś zaczarowana i zmuszona do pilnowania jakiegoś jeziora na Wolnych Stadach. Za każdym razem, gdy ktoś do niego podchodził, ty wynurzałaś się z wody i zadawałaś im jakieś dziwne zagadki, a jeśli nie odpowiedzieli poprawnie... — ucichł na chwilę, jakby specjalnie dodając temu momentowi nieco grozy.
— Jezioro pochłaniało ich w swoje czeliście i już nie wracali. — wytłumaczył, chociaż już ewidentnie planował dodać coś jeszcze, kiedy to między nimi pojawił się Zbłąkany wraz z Ravką. Radosne nastawienie Rytuału nadal nie zniknęło, zwłaszcza że tego chyba jeszcze bardziej rozbawiła postawa syna.
— Ach, o snach! Identyczny smok do niej śni mi się po nocach, więc chciałbym wiedzieć, dlaczego nawiedza moje myśli, ale jak widzisz, nie chce się nawet do tego przyznać. — mruknął jakby niezadowolony.
Zbłąkany Kolec Czaroitowa Łuska Przypalana Łuska
— Ależ oczywiście, że można. Widziałem twe fioletowe łuski, więc nie mogła być to twoja siostra. — mruknął, również udając zastanowienie.
— Mało pamiętam z tych snów, ale chyba zostałaś zaczarowana i zmuszona do pilnowania jakiegoś jeziora na Wolnych Stadach. Za każdym razem, gdy ktoś do niego podchodził, ty wynurzałaś się z wody i zadawałaś im jakieś dziwne zagadki, a jeśli nie odpowiedzieli poprawnie... — ucichł na chwilę, jakby specjalnie dodając temu momentowi nieco grozy.
— Jezioro pochłaniało ich w swoje czeliście i już nie wracali. — wytłumaczył, chociaż już ewidentnie planował dodać coś jeszcze, kiedy to między nimi pojawił się Zbłąkany wraz z Ravką. Radosne nastawienie Rytuału nadal nie zniknęło, zwłaszcza że tego chyba jeszcze bardziej rozbawiła postawa syna.
— Ach, o snach! Identyczny smok do niej śni mi się po nocach, więc chciałbym wiedzieć, dlaczego nawiedza moje myśli, ale jak widzisz, nie chce się nawet do tego przyznać. — mruknął jakby niezadowolony.
Zbłąkany Kolec Czaroitowa Łuska Przypalana Łuska
- 15 lut 2026, 20:30
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Kryształowa Misa Uessasa
- Odpowiedzi: 44
- Odsłony: 2135
Kryształowa Misa Uessasa
Poczuł na sobie spojrzenie pisklęcia, odruchowo odwracając w jego stronę swój pysk. Mimowolnie uśmiechnął się lekko do młodej adeptki, chowając wcześniej wyciągnięty kawałek papieru w odmęty jego grzywy. Dopiero po chwili ruszył w kierunku słonecznej, która, chociaż wyglądała na rówieśniczkę jego syna, to prędko stała się idealnym celem do wykonania zadania z misy. W końcu komu nie wciskać kłamstw jak nie pisklęciu?
Ukłonił się głęboko, niemalże teatralnie, a lekki uśmiech nie schodził z jego pyska.
— Witaj nieznajoma. Nazywam się Wskrzeszony Rytuał. — zaczął spokojnie, aby następnie przeanalizować spojrzeniem sylwetkę adeptki.
— Ach, moje przeczucia okazały się trafne! Wiedziałem, iż spotkam smoka nachodzącego mego smoka właśnie tutaj i to właśnie o tej porze! — stwierdził z lekką ekscytacją, jakby naprawdę odkrył właśnie jakiś największy sekret swojego życia.
— Powiedz więc, jak się zwiesz i dlaczego nachodzisz moje sny? — mruknął, ciekaw tego, jak na to wszystko zareaguje.
Czaroitowa Łuska
Ukłonił się głęboko, niemalże teatralnie, a lekki uśmiech nie schodził z jego pyska.
— Witaj nieznajoma. Nazywam się Wskrzeszony Rytuał. — zaczął spokojnie, aby następnie przeanalizować spojrzeniem sylwetkę adeptki.
— Ach, moje przeczucia okazały się trafne! Wiedziałem, iż spotkam smoka nachodzącego mego smoka właśnie tutaj i to właśnie o tej porze! — stwierdził z lekką ekscytacją, jakby naprawdę odkrył właśnie jakiś największy sekret swojego życia.
— Powiedz więc, jak się zwiesz i dlaczego nachodzisz moje sny? — mruknął, ciekaw tego, jak na to wszystko zareaguje.
Czaroitowa Łuska
- 15 lut 2026, 19:29
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Kryształowa Misa Uessasa
- Odpowiedzi: 44
- Odsłony: 2135
Kryształowa Misa Uessasa
Wężowy przybył do Kryształowej Misy, przyciągnięty nadzwyczajnie dziwnym uczuciem kołatającym w jego trzewiach. Podświadomie spodziewał się, kto mógł być prowodyrem tego niecodziennego zdarzenia, a płatki wiśni unoszące się na letnim wietrze jedynie wzmacniały wcześniejsze domysły Rytuału.
Pochylił się ku kamiennej tabliczki, spojrzeniem wodząc od słowa do słowa, aby na samym końcu skupić swą uwagę na różowy płomień. "Dlaczego łudzisz się, że to cokolwiek zmieni?" – głos rozbrzmiał w jego głowie, jedynie potęgując przeszywające go uczucie niepewności. W końcu, na co miał marnować swój cenny czas na zabawę zorganizowaną przez bóstwo? Nie miał już dwudziestu księżyców, a na jego łbie leżało zdecydowanie zbyt dużo obowiązków, a jednak jakaś nadzieja nadal tliła się w jego gadzim umyśle: że może jednak będzie to ciekawe, przyjemne i radosne, tak jakby znów był zaledwie młodym pisklęciem.
Westchnął ciężko, rozglądając się po okolicy. Zauważył kilka smoków mgieł, w tym również i swojego syna z Ravką. Uśmiechnął się lekko w jego kierunku, nie nawoływujac do niego – w końcu potrzebował nieco więcej przestrzeni jako świeżo upieczony adept, zwłaszcza kiedy widocznie dobrze bawił się z Przypaloną.
W końcu ruszył ku misie i wyciągnął z niej jeden z losów, siadając i spokojnie go sobie czytając.
Uśmiechnął się pod nosem, znów obserwując okolicę w poszukiwaniu godnego celu.
Zbłąkany Kolec //Stary się uśmiechnął tylko dwuznacznie hihi
Pochylił się ku kamiennej tabliczki, spojrzeniem wodząc od słowa do słowa, aby na samym końcu skupić swą uwagę na różowy płomień. "Dlaczego łudzisz się, że to cokolwiek zmieni?" – głos rozbrzmiał w jego głowie, jedynie potęgując przeszywające go uczucie niepewności. W końcu, na co miał marnować swój cenny czas na zabawę zorganizowaną przez bóstwo? Nie miał już dwudziestu księżyców, a na jego łbie leżało zdecydowanie zbyt dużo obowiązków, a jednak jakaś nadzieja nadal tliła się w jego gadzim umyśle: że może jednak będzie to ciekawe, przyjemne i radosne, tak jakby znów był zaledwie młodym pisklęciem.
Westchnął ciężko, rozglądając się po okolicy. Zauważył kilka smoków mgieł, w tym również i swojego syna z Ravką. Uśmiechnął się lekko w jego kierunku, nie nawoływujac do niego – w końcu potrzebował nieco więcej przestrzeni jako świeżo upieczony adept, zwłaszcza kiedy widocznie dobrze bawił się z Przypaloną.
W końcu ruszył ku misie i wyciągnął z niej jeden z losów, siadając i spokojnie go sobie czytając.
Powiedz komuś, że śnił ci się ostatniej nocy (wymyśl absurdalny sen).
Uśmiechnął się pod nosem, znów obserwując okolicę w poszukiwaniu godnego celu.
Zbłąkany Kolec //Stary się uśmiechnął tylko dwuznacznie hihi
- 28 lis 2025, 18:35
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 1936
?!
Czuł się niczym nowo wykluty, jak gdyby przemoc gońca rozbudzała w nim wcześniej stłumione w smoczym umyśle emocje. Pragnął śmiać się z całej piersi, widząc strach schowanego w swojej barierze elfa. Był taki potężny i straszny, kiedy goniec pozostawał na smyczy, a teraz to on chował się w swojej własnej klatce!
Radość przeszywała każdy kącik jego umysłu. W końcu był potężny i w końcu wprawiał istoty dookoła w strach. Wystarczyło znaleźć się w ciele silnego drapieżnika obdarzonego mięśniami! W myślach pochwalił zwierzaka, razem z nim skupiając się na kolejnym elfie, bo w końcu mając wspólny cel, zarówno Niemy, jak i goniec w pełni stali się jedną i tą samą istotą. Ekscytacja przeszyła jego ciało, a kolejne wizje posłane zostały do umysłu drapieżnika.
Skacz prosto na niego! Wbij zęby w jego szyję, kiedy siedzi tak odwrócony do nas plecami. Przecież nie różni się on teraz od zwykłego, rozproszonego roślinożercy!
Radość przeszywała każdy kącik jego umysłu. W końcu był potężny i w końcu wprawiał istoty dookoła w strach. Wystarczyło znaleźć się w ciele silnego drapieżnika obdarzonego mięśniami! W myślach pochwalił zwierzaka, razem z nim skupiając się na kolejnym elfie, bo w końcu mając wspólny cel, zarówno Niemy, jak i goniec w pełni stali się jedną i tą samą istotą. Ekscytacja przeszyła jego ciało, a kolejne wizje posłane zostały do umysłu drapieżnika.
Skacz prosto na niego! Wbij zęby w jego szyję, kiedy siedzi tak odwrócony do nas plecami. Przecież nie różni się on teraz od zwykłego, rozproszonego roślinożercy!
- 21 lis 2025, 11:23
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 1936
?!
Cała jego uwaga skupiła się na elfie, który to został niemalże zamknięty wraz z nim. Wpatrywał się w niego ślepiami pełnymi złości, jednak to dopiero w jego własnej głowie toczyła się najgorsza z walk.
Przez jego głowę przelatywał natłok myśli. Co powinni zrobić, jaką decyzję podjąć? Czas płynął nieubłaganie, a zastępca zaczął kłócić się z samym sobą. Pragnął być sprawiedliwy, pragnął wyciągnąć odpowiednie wnioski. Łagodny Rairish chciał odwzajemnić zło dobrocią, a srogi Niemy domagał się wyrządzania takiej samej krzywdy, jaką wyrządziły mu elfy.
W końcu jeden głoś wziął górę, rozbrzmiewając w umyśle wspólnego ciała.
Zabij go, nim on zabije ciebie. Zaciągnij w zaświaty wraz z samym sobą.
Chciał dobrze dla gońca, a jednak w pewnym stopniu wiedział, jaki los go czeka. Nawet jeśli uda im się zamordować jednego elfa, najprawdopodobniej cała reszta zleci się niczym pszczoły, byleby zneutralizować bestię. Może jednak śmierć w tej sytuacji była najlepszym wyborem? Odda się swoim drapieżnym instynktom i umrze nie jako przerażona bestia w klatce, a zrodzony do polowania drapieżnik.
A jednak wciąż posyłał w stronę umysłu zwierzęcia nieme obietnice. Byli w tym wszystkim razem, a wężowy planował podzielać cierpienie gońca aż do samego końca. Chwytał się wizji, niczym tonący chwyta się brzegu, nie pozwalając, aby jego własny umysł ponownie gdzieś odpłynął. Pragnął obejmować zwierza swoją świadomością, jak najdłużej tylko mógł, byleby dać mu tę resztkę uczucia, że jednak ktoś nadal jest blisko niego: nie wróg, nie elf, a znajdujący się w jego głowie przyjaciel.
Teraz jednak przyszedł czas oddać się swoim instynktom. Chciał wyszczerzyć swoje kły i bez chwili zawahania rzucić się na odosobnionego elfa. Siła dwunogów przecież nie mogła równać się tej czworonożnego drapieżnika, chociaż w głębi serca bał się, iż zwyczajnie dostanie madarrą po oczach.
Miał wbić swoje kły prosto w szyję oprawcy. Nie było powodu, aby nie zaatakować najbardziej witalnego z miejsc. Sama myśl o spływającej z pyska posoce wprawiała Niemego w dziwną ekstazę. W końcu w swojej smoczej postaci nigdy nie mógłby tego zrobić: jego ciało było zwyczajnie zbyt słabe fizycznie.
Teraz jednak nie był Niemym. Był gońcem. Mógł poczuć siłę swojej szczęki, napawać się ciepłem spływającej po niej krwi jego przeciwnika, która zazwyczaj pozostawała na jego madarrowych tworach.
Przez jego głowę przelatywał natłok myśli. Co powinni zrobić, jaką decyzję podjąć? Czas płynął nieubłaganie, a zastępca zaczął kłócić się z samym sobą. Pragnął być sprawiedliwy, pragnął wyciągnąć odpowiednie wnioski. Łagodny Rairish chciał odwzajemnić zło dobrocią, a srogi Niemy domagał się wyrządzania takiej samej krzywdy, jaką wyrządziły mu elfy.
W końcu jeden głoś wziął górę, rozbrzmiewając w umyśle wspólnego ciała.
Zabij go, nim on zabije ciebie. Zaciągnij w zaświaty wraz z samym sobą.
Chciał dobrze dla gońca, a jednak w pewnym stopniu wiedział, jaki los go czeka. Nawet jeśli uda im się zamordować jednego elfa, najprawdopodobniej cała reszta zleci się niczym pszczoły, byleby zneutralizować bestię. Może jednak śmierć w tej sytuacji była najlepszym wyborem? Odda się swoim drapieżnym instynktom i umrze nie jako przerażona bestia w klatce, a zrodzony do polowania drapieżnik.
A jednak wciąż posyłał w stronę umysłu zwierzęcia nieme obietnice. Byli w tym wszystkim razem, a wężowy planował podzielać cierpienie gońca aż do samego końca. Chwytał się wizji, niczym tonący chwyta się brzegu, nie pozwalając, aby jego własny umysł ponownie gdzieś odpłynął. Pragnął obejmować zwierza swoją świadomością, jak najdłużej tylko mógł, byleby dać mu tę resztkę uczucia, że jednak ktoś nadal jest blisko niego: nie wróg, nie elf, a znajdujący się w jego głowie przyjaciel.
Teraz jednak przyszedł czas oddać się swoim instynktom. Chciał wyszczerzyć swoje kły i bez chwili zawahania rzucić się na odosobnionego elfa. Siła dwunogów przecież nie mogła równać się tej czworonożnego drapieżnika, chociaż w głębi serca bał się, iż zwyczajnie dostanie madarrą po oczach.
Miał wbić swoje kły prosto w szyję oprawcy. Nie było powodu, aby nie zaatakować najbardziej witalnego z miejsc. Sama myśl o spływającej z pyska posoce wprawiała Niemego w dziwną ekstazę. W końcu w swojej smoczej postaci nigdy nie mógłby tego zrobić: jego ciało było zwyczajnie zbyt słabe fizycznie.
Teraz jednak nie był Niemym. Był gońcem. Mógł poczuć siłę swojej szczęki, napawać się ciepłem spływającej po niej krwi jego przeciwnika, która zazwyczaj pozostawała na jego madarrowych tworach.
- 16 lis 2025, 3:02
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 1936
?!
Umysł Niemego z każdą kolejną chwilą stawał się coraz to bardziej zmęczony, myślami odpływając już powoli od wcześniejszego, logicznego toku myślenia. Nie potrafił skupić się zbyt długo na jednej rzeczy, zwyczajnie wszystko mieszało się w jego zmysłach, niemalże wywołując u niego mdłości. Być może nawet i by zwymiotował, gdyby tylko nadal wiedział, gdzie znajduje się jego własny żołądek.
Wizje zmieniały się, ewoluowały, jak gdyby były żywym organizmem. Miał już dość, ale jego dziwna wola walki podtrzymywała go jeszcze przy resztkach rozumu. Przeklinał samego siebie, wyzywał własne imię od najgorszych bezmyślnych bestii, bo dopiero teraz coś do niego dotarło.
Jeśli Nari tutaj był, to musiała być i reszta wcześniej towarzyszących mu smoków…
Jednym wyborem zesłał ich w odmęty tego cholernego snu. Był posłusznym pieskiem bogów, który teraz zesłał całe to cierpienie na innych współstadnych… Cierpienie, którego doświadczyć powinien tylko i wyłącznie on.
Trel wyrwał go z marazmu, nie dodając mu jednak wystarczająco dużo trzeźwości umysłu.
On nie był psem, nie mógł pozwolić sobie na bycie ciągniętym przez smycz. Jego ciało gwałtownie drgnęło, a może były to jedynie ciarki, które przeszły ciało gońca? Ciężko było mu powiedzieć, gdyż jedna myśl zalała jego umysł.
Wyrwij się mu. Jak już masz umrzeć, to na własnych zasadach. Chwyć w szczęki smycz i pociągnij do siebie z całej siły, niech ten przeklęty elf wywali się na swój własny pysk.
Wizje zmieniały się, ewoluowały, jak gdyby były żywym organizmem. Miał już dość, ale jego dziwna wola walki podtrzymywała go jeszcze przy resztkach rozumu. Przeklinał samego siebie, wyzywał własne imię od najgorszych bezmyślnych bestii, bo dopiero teraz coś do niego dotarło.
Jeśli Nari tutaj był, to musiała być i reszta wcześniej towarzyszących mu smoków…
Jednym wyborem zesłał ich w odmęty tego cholernego snu. Był posłusznym pieskiem bogów, który teraz zesłał całe to cierpienie na innych współstadnych… Cierpienie, którego doświadczyć powinien tylko i wyłącznie on.
Trel wyrwał go z marazmu, nie dodając mu jednak wystarczająco dużo trzeźwości umysłu.
On nie był psem, nie mógł pozwolić sobie na bycie ciągniętym przez smycz. Jego ciało gwałtownie drgnęło, a może były to jedynie ciarki, które przeszły ciało gońca? Ciężko było mu powiedzieć, gdyż jedna myśl zalała jego umysł.
Wyrwij się mu. Jak już masz umrzeć, to na własnych zasadach. Chwyć w szczęki smycz i pociągnij do siebie z całej siły, niech ten przeklęty elf wywali się na swój własny pysk.
- 29 paź 2025, 19:56
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 1936
?!
Ból przeszył całą jego świadomość, wprawiając przez kilka sekund w poczucie niekontrolowanej paniki. Niedoświadczony umysł przez krótką chwilę pewien był, że zwyczajnie ktoś wyrwał mu łapę i właśnie zaczyna umierać. Syknął w myślach, jak gdyby przeklinając nieznane źródło jego własnego cierpienia. Z drugiej strony, może to właśnie on był tym źródłem? W końcu, gdyby nie jego głupie pomysły z jajkiem to może cała ta sytuacja nie miałaby miejsca?
Na całe szczęście, chwila zwątpienia znikła, kiedy poczuł się jak gdyby lekko podniesiony na duchu. On zrobił dobrze, a jajko nie było tutaj niczego winne. Przez chwilę znów strach przeszył jego serce. Właśnie, co z jajkiem? Czy zostało wysadzone przez Wichrogłos? Dziwny gniew zawisł w jego głowie na samą myśl o takim wydarzeniu. Jeśli byłoby to prawdą, wężowy chyba wyrwałby wszystkie kończyny swojego mistrza.
Wdech i wydech. Teraz nie było jednak c zasu na takie przemyślenia. Musiał zachować spokój, aby w ten sposób pomóc również i gońcowi. Wtedy dotarła do niego wiadomość Nariego. Czyli nie był tutaj sam? Było to jednocześnie uspokajające, jak i stresujące. Wolałby chyba być w tym piekle sam, jeśli tylko reszta stada była bezpieczna.
On w przeciwieństwie do myszolota nie mógł jednak tkać madarry, a co dopiero wysłać od niego jakąkolwiek wiadomość. Musiał jednak jakoś zwrócić na niego swoją uwagę… Chociaż, kim dokładnie był Nari? Sama wiadomość nie wystarczyła, aby ten poznał jego aktualną tożsamość.
Jego wzrok wrócił do jedzenia, malując w myślach wizję tego, co powinien wykonać jego zwierzęcy towarzysz.
Zapach przewietrzałego już jedzenia nie był niczym przyjemnym. Zamiast tego wyobraził sobie, jakby wyglądało jego karmienie na wolności: goniłby za jakąś zwierzyną, wbił w nie swoje szpony i poczuł jej ciepłą krew na języku. Mięso takiej zdobyczy byłoby świeże i wyjątkowo jędrne: prawdziwy rarytas, nie to, co właśnie dostał.
Niemy liczył, iż wizja taka przyniesie trochę ukojenia gońcowi. Przyjemnie było w końcu wracać do tych miłych miejsc, kiedy świat dookoła przypominał bardziej piekło niż rzeczywistość. Dodatkowo sam wolał nie jeść dziwnego pokarmu. Musiał być w końcu jakiś powód, dla którego goniec nie rzucił się na jadło, nim ich świadomości zostały połączone. Wężowy wolał zwyczajnie zaufać zmysłom drapieżnika.
Teraz jednak pozostała sprawa Nariego. Niemy spróbował zachęcić gońca do poruszenia się i rozejrzenia po okolicy. Być może w ten sposób zwróci na siebie uwagę uzdrowiciela?
Na całe szczęście, chwila zwątpienia znikła, kiedy poczuł się jak gdyby lekko podniesiony na duchu. On zrobił dobrze, a jajko nie było tutaj niczego winne. Przez chwilę znów strach przeszył jego serce. Właśnie, co z jajkiem? Czy zostało wysadzone przez Wichrogłos? Dziwny gniew zawisł w jego głowie na samą myśl o takim wydarzeniu. Jeśli byłoby to prawdą, wężowy chyba wyrwałby wszystkie kończyny swojego mistrza.
Wdech i wydech. Teraz nie było jednak c zasu na takie przemyślenia. Musiał zachować spokój, aby w ten sposób pomóc również i gońcowi. Wtedy dotarła do niego wiadomość Nariego. Czyli nie był tutaj sam? Było to jednocześnie uspokajające, jak i stresujące. Wolałby chyba być w tym piekle sam, jeśli tylko reszta stada była bezpieczna.
On w przeciwieństwie do myszolota nie mógł jednak tkać madarry, a co dopiero wysłać od niego jakąkolwiek wiadomość. Musiał jednak jakoś zwrócić na niego swoją uwagę… Chociaż, kim dokładnie był Nari? Sama wiadomość nie wystarczyła, aby ten poznał jego aktualną tożsamość.
Jego wzrok wrócił do jedzenia, malując w myślach wizję tego, co powinien wykonać jego zwierzęcy towarzysz.
Zapach przewietrzałego już jedzenia nie był niczym przyjemnym. Zamiast tego wyobraził sobie, jakby wyglądało jego karmienie na wolności: goniłby za jakąś zwierzyną, wbił w nie swoje szpony i poczuł jej ciepłą krew na języku. Mięso takiej zdobyczy byłoby świeże i wyjątkowo jędrne: prawdziwy rarytas, nie to, co właśnie dostał.
Niemy liczył, iż wizja taka przyniesie trochę ukojenia gońcowi. Przyjemnie było w końcu wracać do tych miłych miejsc, kiedy świat dookoła przypominał bardziej piekło niż rzeczywistość. Dodatkowo sam wolał nie jeść dziwnego pokarmu. Musiał być w końcu jakiś powód, dla którego goniec nie rzucił się na jadło, nim ich świadomości zostały połączone. Wężowy wolał zwyczajnie zaufać zmysłom drapieżnika.
Teraz jednak pozostała sprawa Nariego. Niemy spróbował zachęcić gońca do poruszenia się i rozejrzenia po okolicy. Być może w ten sposób zwróci na siebie uwagę uzdrowiciela?
- 15 paź 2025, 21:17
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 1936
?!
Poruszające się pod jego łuskami mięśnie piekły, jak gdy by każdy ich ruch powodował wbicie w jego skórę tysiąca igieł. Pragnął się przeciągnąć, pobiec gdzieś daleko i rozgrzać zastałe kończyny, które niemalże krzyczały w agonii spowodowanej bezruchem. Czuł, jak jego serce głośno bije, że w jego cielsku nadal pełno było życia, które chwytało się pazurami o wszystko, byleby spróbować jakoś przetrwać. Strach, ból, to wszystko mieszało się w jego głowie, z każdą kolejną sekundą jedynie narastając w sile.
Jego świadomość również zaczęła powoli odpływać w nieznane mu głębiny. Na całe szczęście robiła to powoli i bezboleśnie. Jeszcze kilka sekund bystre myśli zaczęły słabnąć. Czy on aby na pewno był Niemym? A może jednak był pustynnym gońcem? A może był jednym i drugim? A może jedynie obserwatorem, który pojawił się w umyśle bestii?
Tak, musiał być tym ostatnim. Nie panował w końcu nad swoim ciałem. Mógł jedynie próbować, nasuwać pomysły, które dopiero stwór wykonywał.
Czuł jego strach i w pokrętny sposób był w stanie go zrozumieć. Czuł się w końcu niemalże identycznie jak w swoich chorych, zawiłych snach, gdzie świadomość odchodziła gdzieś na boczny plan. Goniec nie był jednak w tym wszystkim sam. Miał w końcu po swojej stronie smoka, który przez przypadek wdarł się w jego umysł.
Nic więc dziwnego, że Niemy próbował dalej uspokajać gońca. Jedynie zwierze spokojne byłby skore do współpracy z nim, pozwoliłoby mu w końcu przejść do jakiegoś realnego działania.
A nawet jeśli nie miał wpływu na to, jak sytuacja się potoczy, to jednak gdzieś w głębi serca wierzył, iż lepiej było umierać, zachowując, chociaż garstkę spokoju.
[Małe wykolejenie do rozwinięcia, jakby się komuś chciało czytać]
Musieli się uspokoić. Wdech i wydech: powtarzał w myślach, zachęcając bestię do tego samego. Niech spróbuje chociaż trochę rozluźnić swoje mięśnie, niech przestaną tak szczypać. Zamiast tego chciał ponownie ruszyć swoją obolałą szyją w prawą stronę, ciekaw tego, co działo się w klatce obok.
Jego świadomość również zaczęła powoli odpływać w nieznane mu głębiny. Na całe szczęście robiła to powoli i bezboleśnie. Jeszcze kilka sekund bystre myśli zaczęły słabnąć. Czy on aby na pewno był Niemym? A może jednak był pustynnym gońcem? A może był jednym i drugim? A może jedynie obserwatorem, który pojawił się w umyśle bestii?
Tak, musiał być tym ostatnim. Nie panował w końcu nad swoim ciałem. Mógł jedynie próbować, nasuwać pomysły, które dopiero stwór wykonywał.
Czuł jego strach i w pokrętny sposób był w stanie go zrozumieć. Czuł się w końcu niemalże identycznie jak w swoich chorych, zawiłych snach, gdzie świadomość odchodziła gdzieś na boczny plan. Goniec nie był jednak w tym wszystkim sam. Miał w końcu po swojej stronie smoka, który przez przypadek wdarł się w jego umysł.
Nic więc dziwnego, że Niemy próbował dalej uspokajać gońca. Jedynie zwierze spokojne byłby skore do współpracy z nim, pozwoliłoby mu w końcu przejść do jakiegoś realnego działania.
A nawet jeśli nie miał wpływu na to, jak sytuacja się potoczy, to jednak gdzieś w głębi serca wierzył, iż lepiej było umierać, zachowując, chociaż garstkę spokoju.
[Małe wykolejenie do rozwinięcia, jakby się komuś chciało czytać]
Musieli się uspokoić. Wdech i wydech: powtarzał w myślach, zachęcając bestię do tego samego. Niech spróbuje chociaż trochę rozluźnić swoje mięśnie, niech przestaną tak szczypać. Zamiast tego chciał ponownie ruszyć swoją obolałą szyją w prawą stronę, ciekaw tego, co działo się w klatce obok.
- 11 paź 2025, 18:55
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 1936
?!
To nie pierwszy raz, kiedy Niemy znajdował się nie w swoim własnym ciele. Już raz w śnie doświadczył okropnego żywotu mrówki, a teraz? Teraz nawet nie był pewny tego, kim dokładnie się stał. Zresztą czy aby na pewno „stał” się czymś? Mimowolnie czuł, że nie miał kontroli nad aktualnym ciałem, jak pierwotne odruchy brały czasami górę, otumaniając jego umysł. Ten z kolei wędrował w przeróżne strony. Zastanawiał się, gdzie jest, co dokładnie się stało i co najważniejsze, czy jajko było nadal w jednym kawałku?
Cóż, w tym miejscu raczej ciężko byłoby odnaleźć odpowiedzi na wszystkie te pytania. Musiał podjąć jakieś działanie. Pierwsze co zrobił, to spróbował przechylić swój łeb w takim kierunku, aby kątem oka spojrzeć na swoje własne ciało, albo przynajmniej łapy o ile takowe go podtrzymywały. Spróbował poruszyć długą szyją wyjątkowo powoli jak gdyby niepewny jeszcze siły jego nowych mięśni. Dla Niemego z pewnością było to dziwne uczucie tkwić w takim umięśnionym ciele, gdzie czuł każde ich napięcie pod łuskami. Świerzbiły go, jak gdyby gotowe do ataku na klatkę, która krępowała jego ruchy. Pomimo tego starał się zachować spokój i nie dać się pierwotnym instynktom. Dobrze wiedział, że próba wydostania się z krępującego go więzienia nie zakończy się zbyt dobrze. Oczami wyobraźni był w stanie zobaczyć, jak z łomotem klatka opada na ziemię, skupiając na sobie uwagę wszystkich tych dwunogów. Gdyby tylko mógł w jakiś sposób porozumieć się z innymi stworzeniami i obmyślić jakiś plan działania… Może gdyby wszyscy spróbowali uciec w jednej chwili, dwunogi nie miałyby szansy na reakcję?
To jednak zdawało się marzeniem ściętej głowy. Czuł w środku, iż nie ma w sobie nawet odrobiny magii, którą mógłby drgnąć, a co dopiero utworzyć jakąś mentalną wiadomość.
// Zgaduje, że jestem pustynnym gońcem
Cóż, w tym miejscu raczej ciężko byłoby odnaleźć odpowiedzi na wszystkie te pytania. Musiał podjąć jakieś działanie. Pierwsze co zrobił, to spróbował przechylić swój łeb w takim kierunku, aby kątem oka spojrzeć na swoje własne ciało, albo przynajmniej łapy o ile takowe go podtrzymywały. Spróbował poruszyć długą szyją wyjątkowo powoli jak gdyby niepewny jeszcze siły jego nowych mięśni. Dla Niemego z pewnością było to dziwne uczucie tkwić w takim umięśnionym ciele, gdzie czuł każde ich napięcie pod łuskami. Świerzbiły go, jak gdyby gotowe do ataku na klatkę, która krępowała jego ruchy. Pomimo tego starał się zachować spokój i nie dać się pierwotnym instynktom. Dobrze wiedział, że próba wydostania się z krępującego go więzienia nie zakończy się zbyt dobrze. Oczami wyobraźni był w stanie zobaczyć, jak z łomotem klatka opada na ziemię, skupiając na sobie uwagę wszystkich tych dwunogów. Gdyby tylko mógł w jakiś sposób porozumieć się z innymi stworzeniami i obmyślić jakiś plan działania… Może gdyby wszyscy spróbowali uciec w jednej chwili, dwunogi nie miałyby szansy na reakcję?
To jednak zdawało się marzeniem ściętej głowy. Czuł w środku, iż nie ma w sobie nawet odrobiny magii, którą mógłby drgnąć, a co dopiero utworzyć jakąś mentalną wiadomość.
// Zgaduje, że jestem pustynnym gońcem
- 12 maja 2025, 0:03
- Forum: Kwiatowy stragan
- Temat: Kwiatowy stragan
- Odpowiedzi: 44
- Odsłony: 2216
Kwiatowy stragan
Hektyczny zaciągnął tutaj swoje cielsko wraz z całą swoją kolekcją zdobytych kwiatów, które położył tuż przed nosem gnoma. Z dziwnym skupieniem zaczął drapać się po szyi, obserwując cennik i dostępne w sprzedaży rzeczy. Oczywiście, że jedyne, na co się skusił to skromna gromadka kamieni szlachetnych, na które mógłby wymienić wszystkie, zgromadzone kwiatki.
— Drogi panie. Chciałbym dokonać zakupu jednego szafiru, jednego tanzanitu, dwóch erytrynów oraz jednego heliodoru. — stwierdził, zwracając się w stronę gnoma i wskazując na interesującego przedmioty szponem.
Gdy zakończył, łapą wskazał na wszystkie przyniesione przez niego kwiaty.
— A oto moja zapłata. Mam nadzieję, że nie pomyliłem się nigdzie w liczeniu. — stwierdził krótko, oczekując odpowiedzi sprzedawcy.
// (2 niezapominajki, 1 chaber → 1x szafir), (1 werbena, 1 hiacynt, 1 szałwia →1x tanzanit), ( 1 koniczyna, 1 róża, 3 jeżówka, 1 kąkol → 2x erytryn), (2 wiesiołek, 1 miłek → 1x heliodor)
— Drogi panie. Chciałbym dokonać zakupu jednego szafiru, jednego tanzanitu, dwóch erytrynów oraz jednego heliodoru. — stwierdził, zwracając się w stronę gnoma i wskazując na interesującego przedmioty szponem.
Gdy zakończył, łapą wskazał na wszystkie przyniesione przez niego kwiaty.
— A oto moja zapłata. Mam nadzieję, że nie pomyliłem się nigdzie w liczeniu. — stwierdził krótko, oczekując odpowiedzi sprzedawcy.
// (2 niezapominajki, 1 chaber → 1x szafir), (1 werbena, 1 hiacynt, 1 szałwia →1x tanzanit), ( 1 koniczyna, 1 róża, 3 jeżówka, 1 kąkol → 2x erytryn), (2 wiesiołek, 1 miłek → 1x heliodor)
- 11 maja 2025, 0:22
- Forum: Kwiatowy stragan
- Temat: Wymiany kwiatów
- Odpowiedzi: 34
- Odsłony: 1157
Wymiany kwiatów
Wymieniam swój kwiat marchwii na wiesiołka od Udanego Połowu
- 12 lut 2025, 20:21
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6328
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
W przeciwieństwie do siostry Rairish jak zwykle relaksował się podczas lotu, wsłuchując się w słowa na temat bogów. Jak dotąd pisklak jeszcze nigdy nie usłyszał o istnieniu aż tak potężnych bytów. Ile ich było i czym dokładnie zajmował się każdy z nich? Rai na samą myśl poczuł wyrywający go ze spokoju zew, pragnący zdobycia wszystkich możliwych informacji na ich temat. Dziś jednak nie było za bardzo szansy na to, aby ponownie poruszyć ten temat ze swoim rodzicem.
Po wylądowaniu młodzik zaczął rozglądać się po okolicy. Pole było przepiękne, pełne przeróżnych barw. Rairish aż zignorował rzeczy przyniesione przez Ceba, zauroczony pięknem przyrody. Prędko „zanurkował w kwiatach” przyglądając się każdemu z osobna. W końcu powrócił do swojego opiekuna, obserwując, jak ten zaplata rośliny w wianek. Zapamiętywał, jak wyglądała praca jego łap, aby wkrótce ją powtórzyć.
W końcu pisklak ponownie wrócil do poszukiwania kwiatów tym razem zrywając te, które miały stanowić jego bukiet. Jego uwagę przykuły mało rozchwytywane przez innych, czarne róże, które po dokładniejszym przyjrzeniu się, były po prostu intensywnie fioletowe. Biedak nawet kilka razy został skaleczony przez ciernie rośliny, lecz to nie zatrzymywało go w dalszej kreacji wianka.
W końcu smok usiadł w miejscu, rozpoczynając plecenie wianka. Jego bazą nie były jednak róże, gdyż te nie miały wystarczająco giętkich łodyg, by móc z nich zrobić coś sensownego. Zamiast tego, Rairish używał innych roślin, na których łodygach pozostawiał jedynie liście. Dopiero do nich wplatał wcześniej wspomniane kwiaty róż. Jego dzieło na pewno było dalekie od perfekcyjnego, ale młodzik ewidentnie bardzo starał się, aby kreacja była schludna.
Po tym wszystkim podbiegł do Ceba i zaprezentował swój trochę ponury, ale wianek.
— Ja też! Korona godna króla! — stwierdził radośnie, pomimo tego, że wianek był stworzony z ciernistych róż.
To jednak nie był koniec przygody smoka, gdyż ten pozostawił kilka róż dla samego siebie. Jedną wplótł sobie w futro na głowie jeszcze przed tym, jak Razzma posadziła mu na łbie swój wianek.
Drugą natomiast postanowił podarować siostrze, również wplatając ją w jej futro.
— Proszę, teraz wyglądamy jeszcze podobniej! — rzucił do siostry, po chwili spoglądając w stronę olbrzymiego drzewa. Na pewno Rai będzie w przyszłości miło wspominać to wydarzenie.
Razzma Sen Zimowy
Po wylądowaniu młodzik zaczął rozglądać się po okolicy. Pole było przepiękne, pełne przeróżnych barw. Rairish aż zignorował rzeczy przyniesione przez Ceba, zauroczony pięknem przyrody. Prędko „zanurkował w kwiatach” przyglądając się każdemu z osobna. W końcu powrócił do swojego opiekuna, obserwując, jak ten zaplata rośliny w wianek. Zapamiętywał, jak wyglądała praca jego łap, aby wkrótce ją powtórzyć.
W końcu pisklak ponownie wrócil do poszukiwania kwiatów tym razem zrywając te, które miały stanowić jego bukiet. Jego uwagę przykuły mało rozchwytywane przez innych, czarne róże, które po dokładniejszym przyjrzeniu się, były po prostu intensywnie fioletowe. Biedak nawet kilka razy został skaleczony przez ciernie rośliny, lecz to nie zatrzymywało go w dalszej kreacji wianka.
W końcu smok usiadł w miejscu, rozpoczynając plecenie wianka. Jego bazą nie były jednak róże, gdyż te nie miały wystarczająco giętkich łodyg, by móc z nich zrobić coś sensownego. Zamiast tego, Rairish używał innych roślin, na których łodygach pozostawiał jedynie liście. Dopiero do nich wplatał wcześniej wspomniane kwiaty róż. Jego dzieło na pewno było dalekie od perfekcyjnego, ale młodzik ewidentnie bardzo starał się, aby kreacja była schludna.
Po tym wszystkim podbiegł do Ceba i zaprezentował swój trochę ponury, ale wianek.
— Ja też! Korona godna króla! — stwierdził radośnie, pomimo tego, że wianek był stworzony z ciernistych róż.
To jednak nie był koniec przygody smoka, gdyż ten pozostawił kilka róż dla samego siebie. Jedną wplótł sobie w futro na głowie jeszcze przed tym, jak Razzma posadziła mu na łbie swój wianek.
Drugą natomiast postanowił podarować siostrze, również wplatając ją w jej futro.
— Proszę, teraz wyglądamy jeszcze podobniej! — rzucił do siostry, po chwili spoglądając w stronę olbrzymiego drzewa. Na pewno Rai będzie w przyszłości miło wspominać to wydarzenie.
Razzma Sen Zimowy









