Kiedy podszedł do niej jakiś smok, zlustrowała go uważnie. Przypominał jej psa. Kolejny ludzki wymysł. Dobry początek, musiała przyznać... Był też dosyć wysoki, więc czemu zrobił taki malutki wianek? Skinęła mu głową na oba stwierdzenia, przy drugim nawet odruchowo znów patrząc na siebie; tak, przypominał ją, jak parę innych wianków – tutejsze smoki lubiły podobną paletę kolorystyczną.
Kiedy jednak przyznał się, że przyszedł tu dla kogoś innego... nieco rozwarła ślepia. Że co proszę? Powiesił wianek mimo że przyszedł tu aby trafić na tego konkretnego smoka? Do tego, jak się później okazało, tamten samiec też powiesił jakiś. Do tego pies brzmiał... sztucznie. Stała z wiankiem uniesionym obok niej, zaskoczona. Co tu się...
Właśnie stało? Czy on podszedł do niej, przedstawił się, powiedział „Wiesz co? Wywiesiłem ten wianek nie wiedząc czemu, więc muszę cię spławić aby pójść po wianek tamtego o smoka, fajnie się rozmawiało do zobaczenia później!” i sobie poszedł? Tak. Dawno, ale to naprawdę dawno nikt tak jej nie upokorzył. Byle pies zrobił z niej idiotkę, wystawił do wiatru, dał kosza i poszedł niczym się nie przejmując w raptem paru zdaniach. Nie daruje mu tego.
— Wracaj tu, psie! — ryknęła do niego kiedy się otrząsnęła, a on już zdążył podejść do tamtego samca. — Skoro nie chciałeś zostać wybrany, to po cholerę wieszałeś wianek?! — dodała, rzucając go na ziemię. Zaraz potem pociągnęła go magią za ogon w swoją stronę. Mocno. Wyprostowała się też na swoje zatrważające 1,30 metra. W jej stronach robiło to nie lada wrażenie – była w końcu najwyższa ze swojego gatunku.
Rytuał Pokotu