– ...Wiśnie?
Mruknęła zaskoczona, rozglądając się. Były jak trop w półmrokach przedświtu, ciągnące ją i nawołujące w stronę terenów wspólnych. Zostawiła feniksa nad zdobyczą i poleciała aż do granicy. Wirowała wśród płatków, lecąc nocnym niebem aż nie dotarła pod prawie Świątynię. Ostatni kawałek przeszła pieszo, jednak bez chwili zwątpienia wiedząc, gdzie kierowały ją łapy.
Zatrzymała się przed misą, zaglądając do środka i widząc mnóstwo płatków wiśni. Pod tym kątem wyglądały, jakby były na nich smocze runy. Zmarszczyła brwi i wyłowiła aż trzy, zerkając na to co mówiły. Z lekkim zaskoczeniem spojrzała na tabliczkę i w miarę czytania na jej pysku wykwitł ciepły uśmiech. Skinęła łbem w niebo, jakby do samego Ueassasa i ruszyła do domu. Miała już pomysł, co zrobić.
zadania









