Strona 1 z 47

: 10 sty 2014, 19:41
autor: Moderator
Pomiędzy Szklistym Zagajnikiem a Lustrzanym Lasem znajduje się otwarta, trawiasta przestrzeń, którą przecina strumień wpadający do Srebrzystego Stawu. Woda w nim jes na tyle czysta, doskonale odbijać wszelkiego rodzaju światło. Za dnia Staw rozświetlony jest promieniami słońca, zaś nocą dzięki gwiazdom i księżycowi zostaje powleczone delikatną, srebrzystą poświatą od którego pochodzi nazwa tego wodnego zbiornika. Miejsce otoczone jest przez kwieciste łąki; mieszka tu wiele mniejszych stworzeń, wodnego ptactwa, a wiosną w powietrzu rozlega się bzyczenie niezliczonej ilości owadów.

: 11 sty 2014, 14:16
autor: Uśmiech Szydercy.
Zaklinacz Cieni

A: S: 1 | W: 1 | Z: 1 | I: 4 | P: 2 | A: 1
U: B,S,P,L,O,A,W,Kż,Skr,Śl,M: 1| MP: 2 | MO,MA: 3
Atuty: szczęściarz, pamięć przodka, mistyk

Kalhair zdecydował, że okolice Srebrzystego Stawu będą dobrym miejscem na negocjacje między nim a przywódcami Wody i Ziemi. Dał znać bratu i oboje zniżyli lot, żeby wylądował na ośnieżonej plaży. W pobliżu ani żywej duszy. Nikt nie będzie im przeszkadzał. Kalhair nabrał powietrza, po czym zaryczał głośno. Nieokiełznane Wody i Marzenie Ziemi będą wiedzieć, o co chodzi.
– Nie ma gorszego uczucia niż życie na łasce innych – mruknął do Kheldara pełen irytacji. – To się już niebawem zmieni.
Kalhair w dalszym ciągu był gniewny, ale nim przywódcy Wody i Ziemi przybyli na miejsce, zdążył przybrać swoją neutralną maskę.



Uśmiech Szydercy

A: S: 4 | W: 1 | Z: 1 | I: 1 | P: 2 | A: 1
U: B,S,P,L,W,MO,MA,Kż,M: 1 | Skr,Śl: 2 | O,A,MP: 3
Atuty: chytry przeciwnik, tancerz

Kheldar leciał obok brata, nieco z tyłu. Widząc, jak zniża lot, podążył za nim i wylądował wprawnie tuż obok. Zmrużył ślepia z niezadowolenia, gdy łapy zapadły się w wilgotny, pokryty śniegiem piach, lecz nie powiedział ani słowa. Nienawidził zimy, lecz jako jedyny z rodziny był pustynnym w całej okazałości. Pozostali mieli chociaż chroniące ich przed zimnem futro. Nie narzekał jednak.
– Jest. Chwila, gdy musisz za tę łaskę dziękować. Na szczęście nikt nas do tego nie jest w stanie zmusić. – odpowiedział bratu z przekąsem, doskonale rozumiejąc, co Kalhair ma na myśli. Kheldar miał podobne zdanie, jedyną różnicą było to, iż duma nie pozwoliłaby mu się uniżać i wolałby już zdechnąć niż o coś prosić. Kalhair na pewno też zachowałby się tak, gdyby sprawa dotyczyła tylko jego, był jednak odpowiedzialny nie tylko za swe życie, a za całe stado. Kehldar poniekąd również, dlatego przybył tu z nim. Miał nadzieję, iż da radę powstrzymać swój język, jeśli przybysze zrobią coś, co mu się nie spodoba.


: 13 sty 2014, 21:19
autor: Uskrzydlony Marzeniami
Na miejscu zjawił się i Wojownik Ziemi. Zmrużył lekko ślepia, zastanawiając się, czy Ogień jeszcze nie przybyła czy w ogóle jej nie będzie. Niemniej jaka nie byłaby przyczyna, on nie zamierzał wisieć w powietrzu i czekać bogowie wiedzą na co. Wylądował więc, zgrabnie pikując. Gdy był już na ziemi złożył skrzydła i ruszył ku samcom. W jego ruchach widać było grację i pewność siebie, a także swoich umiejętności. Skinął łbem obu samcom i przysiadł na ziemi naprzeciwko Zaklinacza. Owinął łapy ogonem, czekając.

: 13 sty 2014, 21:58
autor: Zaklinacz Cieni
Kiedy wezwany wojownik wylądował na brzegu jeziora, Zaklinacz Cieni skinął mu łbem na powitanie, jak nakazywały jego dobre maniery.
– Witaj, Marzenie. Nieokiełznane Wody nie będzie nam towarzyszyć. Nasza współpraca się nie ułożyła – wyjaśnił. Zrywanie pokoju między stadami zdecydowanie nie należało do kalhairowych „dobrych manier”, ale gad miał ku temu ważne powody. Jeśli chciał zyskać, musiał działać strategicznie.
– Jakie tereny jest skłonna ofiarować nam Ziemia? – zapytał wprost. Wyjdzie ze swoimi propozycjami dopiero wtedy, gdy wysłucha propozycji Marzenia.

: 13 sty 2014, 22:05
autor: Uskrzydlony Marzeniami
Zmrużył ślepia. A jednak dobrze wybrał. Dzięki bogom za jego umiejętność ukrywania własnych myśli! Jego pysk wydawał się być maską, a ślepia studnią bez dna. Żółtą, bo żółtą, ale jednak. Jego wzrok na chwilę spoczął na Szydercy, po czym powrócił na postać Przywódcy Cienia.
– Przyznam, że długo nad tym myślałem. Skoro ani od Wody, ani od Ognia nie dostaniecie terenów, może być ciężko waszym Uzdrowicielom z ziołami, ale także smokom podczas polowań. – zaczął, przechylając łeb na bok. Trudne decyzje, coraz więcej trudnych decyzji, same trudne decyzje! Przed samcami pojawił się skrawek zarysu terenów wolnych stad, który ukazywał granicę między Ziemią a Wodą. Dostaniecie połowę lasu Ataiur na południu oraz Pasmo Bliskie. – wspomniane przez niego fragmenty stały się ciemnofioletowe na tej dziwnej mapce.

: 14 sty 2014, 22:04
autor: Zaklinacz Cieni
Kalhair śledził z zainteresowaniem zmiany na magicznej mapie stworzonej przez Marzenie Ziemi. Pokiwał głową, a następnie zwrócił się do wojownika:
– Będę ci wdzięczny za odstąpienie nam gór, moje stado pochodzi właśnie z takich terenów. Pasmo Bliskie chociaż po części zastąpi nam nasze utracone ziemie.
Krainy przodków nic nie mogło zastąpić, lecz góry to najlepsze, co Cieniści mogli otrzymać od Wolnych Stad.
– Nie chcę, by brzmiało to niewdzięcznie, ale mimo szczególnych walorów terytorium, które chcesz nam przekazać, taka ilość ziemi nam nie wystarczy. Nie możemy liczyć w tym względzie na pomoc innych stad, więc proszę, byś rozważył poprowadzenie granicy przez góry Yraio i połowę lasu o tej samej nazwie. Stado Ziemi aż tak wiele na tym nie straci, a nam pozwoli to na swobodniejsze polowania i poszukiwania ziół.
Zaklinacz Cieni spoglądał z wyczekiwaniem na Marzenie. Kiedyś Stado Cienia zrekompensuje im te straty.

: 14 sty 2014, 22:10
autor: Uskrzydlony Marzeniami
Zmrużył lekko ślepia. Był przygotowany na takie zachowanie ze strony Zaklinacza. I właśnie dlatego na początku nie zaproponował wiele. Ach te negocjacje. Przez chwilę wpatrywał się zarówno w mapę, którą stworzył oraz w Cienistego. Dumał i dumał, aż w końcu podjął decyzję, a kolor, którym zaznaczone były tereny, jakie im oferował, pokrył także góry Yraio i połowę lasu, do granicy z Wodą.
– Niechaj będzie. Liczę jednak na to, że będziecie się zachowywać jak na członków wolnych stad przystało. Jeśli któreś z was przekroczy granice, żaden z moich smoków nie będzie się powstrzymywał. Mam nadzieję, że to jasne. – dodał. Sojusz sojuszem, ale o własne Stado trzeba dbać.

: 19 sty 2014, 0:11
autor: Uśmiech Szydercy.
Szyderca, do tej pory milczący, przysłuchiwał się z pozornym spokojem i znużeniem pertraktacjom. Nie odzywał się, zaklinacz radził sobie idealnie. Jego krwiste ślepia ani na moment nie odrywały się od Przywódcy Ziemi, a uwaga całkowicie skupiała na tym, by nie powiedzieć żadnego komentarzu odnośnie jego imienia. Zdążył odbyć rozmowę z Rozkwitem, dlatego milczał, bo wybuchnięcie szyderczym śmiechem prosto w pysk smoka, który daje im tereny, byłoby niemądre.
– Ależ oczywiście, przyjmujemy to do wiadomości, to całkiem logiczne... jednakowoż to samo obiecujemy z naszej strony – odezwał się po raz pierwszy, z zimnym, aż niepokojącym spokojem.

: 19 sty 2014, 12:01
autor: Uskrzydlony Marzeniami
Kiwnął lekko łbem, przenosząc wzrok na Szydercę.
– Oczywiście. To teraz wasze tereny i żaden Ziemny nie ma już do nich prawa. – powiedział, wzruszając lekko barkami. Pewnie zacząłby się zastanawiać, co Cieniści mieli do jego imienia. Było... normalne. Odzwierciedlało to, jaki kiedyś był ten samiec. Teraz, no cóż, teraz to inna bajka.
– W wolnych stadach panuje zwyczaj patroli granic. Myślę, że powinniście je wyznaczyć jak najszybciej, aby możliwe najlepiej oddzielić stare zapachy Ziemnych na tamtych terenach. Wasz zapach z pewnością będzie wyraźny. – powiedział. Nie był pewien, czy wiedzą o patrolach. A jeśli jej, dobrze jest ich uświadomić, czyż nie?

: 24 sty 2014, 20:06
autor: Zaklinacz Cieni
Uniósł jeden łuk brwiowy, ale przynajmniej powstrzymał się od zmarszczenia pyska.
– Jesteśmy świadomi konieczności patrolowania granic – powiedział normalnych tonem, chociaż czuł się urażony, że Marzenie Ziemi uważa go za głupca. Zaraz potem wysilił się na lekki uśmiech, który wyglądał zupełnie naturalnie. Kwestia wprawy.
– Mam nadzieję, że współpraca między Cieniem a Ziemią okaże się owocna. Żegnaj, Marzenie Ziemi.
Spojrzał znacząco na Klheldara: pora wrócić do tymczasowego obozu. Muszą przygotować się do przenosin na nowe tereny.
Kalhair rozwinął skrzydła i poderwał do lotu po wybiciu się z tylnych łap.

: 27 sty 2014, 22:35
autor: Uśmiech Szydercy.
Kheldar zaś doskonale wiedział, że uśmiech Kalhaira był udawany, a to tylko dlatego, że dobrze go znał. Rozbawiony, spojrzał na przywódcę Ziemi i również posłał mu uśmiech – jego był całkowicie szczery – szeroki, manifestujący cały arsenał kłów, wybitnie szyderczy i nieco psychopatyczny.
Bez słowa odbił się zadnimi łapami od ziemi, machnął skrzydłami i wzbił w powietrze, wracając za bratem do obozu.

: 12 lut 2014, 18:22
autor: Wrzawa Wierzb
Młodziutka Echo wędrowała raźnie przez Tereny Wspólne, wysoko unosząc długie łapy i rozglądając się z zaciekawieniem dookoła. Do tej pory ani razu nie opuszczała obozu Ognia... Ale w sumie podobała jej się niezależność. Nikt nie mówił, co ma robić, gdzie ma nie iść, kogo ma słuchać. Mało kto w ogóle wiedział o istnieniu piaskowołuskiej – tylko matka i pewien czerwony smok, na którego przypadkiem się natknęła.
Szła wytrwale obok dziwnych, szklistych drzew i innych cudów, które przykuwały spojrzenie, aż w końcu dotarła do srebrzystego stawu. Z początku nie była pewna, co to jest, ale kiedy podeszła do zmrożonego brzegu przekonała się, że to woda – tyle że zamarznięta. Stojąc na brzegu zbiornika przekrzywiła łeb, analizując swoje odkrycie.

: 12 lut 2014, 18:50
autor: Mrucząca Łuska
A w Szklistym Zagajniku rezydował nie kto inny, jak sam Wędrujący. Żałował niezmiernie tego, że był przykuty do ziemi na całe dwa księżyce, więc żeby się odprężyć i rozładować irytację, wybrał się na przechadzkę. Dotarł przed piaskowołuskim pisklęciem nad Srebrzysty Staw, teraz pokryty srebrzystym lodem. Słońce jednak czasami mocniej przygrzewało, więc lód był raczej dość cienki.
Fioletowofutry siedział spokojnie na drugim brzegu jeziorka, z ogonem owiniętym wokół łap, z bolącymi skrzydłami ułożonymi luźno przy bokach, a srebrne ślepia o chłodnym wyrazie uważnie obserwowały pisklę. Podeszło zbyt blisko wody, lada chwila może wpaść. Co tu robi samo, bez rodziców? Wędrujący rozejrzał się dookoła i powęszył, ale nie wyczuwał niczyich zapachów ani nie widział nikogo; wrócił więc spojrzeniem do owego beżowego smoka... nie, samicy, bo dojrzał, że to samica.
~ Lepiej nie podchodź tak blisko, bo wpadniesz pod lód ~ odezwał się mentalnie w łebku smoczęcia, mierząc je spokojnym wzrokiem, lekko chłodnym.

: 12 lut 2014, 19:22
autor: Wrzawa Wierzb
Pisklę nie zarejestrowało obecności Ziemnego do chwili, kiedy usłyszała jego głos w łepku – a dziwne, bo przecież przez cały czas się tak czujnie rozglądała. Najwidoczniej zastanawianie się nad stawem i warstewką lodu, która go pokryła bardzo ją pochłonęło. Zaś wiedząc to, można śmiało stwierdzić, że zaskoczył ją magiczny impuls, co było całkowicie zgodne z prawdą. Niemal podskoczyła w miejscu, a następnie cofnęła o krok. Szybko zorientowała się, że w ten sam sposób kontaktowała się z nią matka, więc nie czuła strachu. Pojawił się on dopiero wtedy, kiedy dostrzegła sylwetkę obco pachnącego smoka. Jednak zamiast się dalej cofać lub kulić w sobie, rozstawiła szerzej łapy, rozłożyła do połowy skrzydła i obnażyła kiełki, chcąc wyglądać na większą i groźniejszą, lecz Wędrujący mógł dostrzec strach czający się w błękitnych ślepiach Echa. Może uda jej się przestraszyć obcego? Oczywiście, zrozumiała, że ostrzegł ją przed tym, że może wpaść do wody, ale mimo to przerażenie górowało nad ciekawością – mógł zrobić jej krzywdę, a przynajmniej tak się wydawało samiczce. Nawet jeśli smoki były ciepłe, to chyba potrafiły być groźne, prawda...?

: 12 lut 2014, 19:31
autor: Mrucząca Łuska
W pierwszej chwili nie zrozumiał, co tak bardzo przestraszyło samiczkę; dla niego maddara była czymś oczywistym, czymś, co było wpisane w jego życie. Bez maddary byłby niczym, w zasadzie – z tej miłości do niej, między innymi, został Czarodziejem. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że mała samiczka mogła nigdy wcześniej nie mieć styczności z tą pradawną mocą, ale widział, że jest jeszcze za młoda na poznanie jej jajników.
Westchnął i dźwignął zadek ze śniegu, po czym wszedł do lodowatej wody, chlupocząc cicho i popłynął powoli ku przeciwległemu brzegowi, pamiętając, by nie napinać mięśni skrzydeł, każdy, nawet najmniejszy ruch sprawiał mu ból, a rany były bardzo świeże. W pewnej chwili jednak stracił równowagę, a wtedy instynktownie rozłożył skrzydło, by ją utrzymać, i syknął natychmiast głośno z bólu, bo rana się otworzyła. Wodę jeziorka zaczęła powoli barwić czerwień. Na szczęście po kilku chwilach wynurzył się na brzeg, nie otrząsając się z wody – chociaż zamarznie, nie dotknie rany. Spojrzał w końcu na piaskowołuskie pisklęcie, próbujące się powiększyć. Westchnął, nie zauważając pierwszej kropli krwi skapującej na biały śnieg.
– Nie bój się, mała. Nie jestem tu od zabijania... – mruknął do niej uspokajająco, mierząc ją odrobinę cieplejszym spojrzeniem. ~ A przynajmniej na razie nie ~ dodał w myślach.