Strona 1 z 1

Noc Zniknięć

: 31 sty 2026, 3:45
autor: Narrator
Pijany rybak wracał późno, kołysząc się wraz z łodzią, którą prowadził bardziej siłą przyzwyczajenia niż świadomości. Wiosła pluskały nierówno, a wycie wichury i siekący śnieg niemal całkowicie odbierały mu orientację. Śnieżyca była tak gęsta, że świat kończył się metr przed dziobem łodzi, a huk wiatru zagłuszał nawet jego własny, bełkotliwy śpiew.

Nic dziwnego, że nie zauważył, gdy woda wokół łodzi zaczęła nienaturalnie drżeć.

Najpierw fale spłaszczyły się pod ciężarem obcej siły, a potem nagle wszystko wystrzeliło w górę. Rybak uniósł głowę, próbując zrozumieć, dlaczego noc stała się jeszcze głośniejsza i cięższa. Otworzył usta, lecz w tej samej chwili morze pod nim zapadło się.

Łódź pękła z suchym trzaskiem. Deski rozeszły się, sieci wyrwało z burty, a mężczyzna został szarpnięty ku niebu w akompaniamencie ogłuszającego rykoszetu pękającego lodu i świstu energii. Ciało zniknęło w czerni wiru, wessane wraz z resztkami masztu w sam środek białego piekła szalejącej burzy.

Z oddali, na murach, strażnik nocnej warty kulił się przed mrozem. Przez gęstą ścianę śniegu nie widział niemal nic. Słyszał jedynie nienaturalny, dudniący huk, który brał za odgłosy nawałnicy. Tylko raz, na ułamek sekundy, dostrzegł ogromny, czarny kształt przesuwający się nad zatoką, lecz śnieżyca natychmiast go pochłonęła.

Nagle z mroku, wysoko nad wschodnią częścią portu, wyrwała się potężna kaskada. Rozbryzgi uderzyły o taflę z siłą lawiny, zamarzając w locie i tworząc lodowe iglice, które z łoskotem wbijały się nie tylko w plażę, ale – sądząc po odgłosach – i dachy budynków tam wybudowanych.

Strażnik mrugnął, oszołomiony tą nagłą eksplozją bieli i lodu, lecz zanim zdążył krzyknąć, śnieżyca ponownie zamknęła się nad czarnym kształtem, tłumiąc wszelkie ślady jego obecności.

...

Tej samej nocy woda Jeziora Głębokiego zaczęła znikać, wciągana potężnym, spiralnym ruchem. Ryk wiatru mieszał się z trzaskiem pękającej kry i hurgotem kamieni porywanych z dna. Skarbiec Słońca, który przez pokolenia trwał nietknięty, był właśnie plądrowany. Razem z mułem i lodowatą wodą ku górze ruszyła śpiąca na dnie smoczyca. Otworzyła oczy w chwili, gdy przestała ją otulać bezpieczna toń. Jej ryk został zduszony przez potworny hałas wiru i mroźne uderzenie powietrza. Wewnątrz lejka słychać było makabryczne mlaskanie i uderzenia mięsa o mięso, gdy porwane ryby i rzeczne stworzenia zderzały się ze sobą w ciasnym uścisku magii. Jedynym, który usłyszał ten raban, był Świat zza Chmur, ale zanim zdążył przebić się przez szalejący śnieg, było już za późno.

Nad ranem stado zastało przerażający widok. Jezioro stało się niemal pustą niecką, a na jego dnie znaleziono otwarty, całkowicie ogołocony skarbiec. Zdezorientowane smoki krążyły w gęstym opadzie śniegu, znajdując w pobliżu obozu jedynie jedzenie i kamienie szlachetne, które wypadły z wiru.

Ale to nie był najdziwniejszy widok. Bowiem cała ta masa wody zamarzła błyskawicznie w locie pod wpływem nadnaturalnego mrozu i smagania śnieżycy. W górze, wysoko nad ziemią, uformował się potworny, postrzępiony most z litego lodu, wypełniony zamrożoną florą jeziorną, ciągnący się od aż po horyzont, w stronę... obozu Ziemi?

...

Nieopodal nadrzecznej partii Mchowych Skał, tam gdzie strome zbocze schodzi ku rzece, nocny raban był jeszcze gorszy. Śnieżyca oślepiała każdego, kto odważył się wystawić pysk z jaskini. To właśnie tam rzeka cofnęła się na moment, wyrzucając muł i kamienie, gdy siła ssąca dotarła do Skarbca Ziemi. Wir wciągał wszystko, a świszczący wiatr i huk pękających skał zagłuszały kakofonię uderzających o siebie przedmiotów. Słychać było wysoki, szklisty dźwięk tłuczonych kryształów i tępy stukot metalowych kosztowności obijających się o ściany ciasnego tunelu.

Nieliczne śpiące w obozie smoki poruszyły się niespokojnie – ktoś uniósł skrzydło, ktoś inny mruknął przez sen, słysząc to odległe dzwonienie i łomot. Dla nich była to tylko kolejna nocna zawierucha, jedna z wielu w ciągu ostatnich paru dni.

Największym pechowcem okazała się Nakrapiana Łuska. Jeszcze zanim złodziej znalazł się nad obozem, wyszła za nagłą potrzebą z legowiska, mrużąc oczy przed tnącym śniegiem. Po załatwieniu swoich potrzeb usłyszała wyraźnie hałasy – dziwną mieszankę mokrego pacnięcia i dzwonienia, jakby tysiące drobnych szkiełek uderzało o lód. Zobaczyła nad rzeką ogromny, straszny kształt, ale nim zdążyła kogokolwiek obudzić, poczuła szarpnięcie. Została wciągnięta w górę, a jej pisk zginął w wichurze, podobnie jak odbijające się od otaczającej ją magii wiadomości mentalne.

Tego ranka smoki Ziemi obudziły się w świecie skutym lodem. Wielka, zamarznięta struktura z wody wisiała nad nimi niczym ponury pomnik nocnej grabieży. W przezroczystej masie lodu, wysoko nad ich głowami, widać było uwięzione w dziwnych pozach wodorosty.

Ale poza tą wielką konstrukcją, złodziej nie zostawił żadnych śladów.

... chociaż...?

—–

MAPA WOLNYCH STAD ZOSTAŁA ZAKTUALIZOWANA! mapa

Ziemia: Skarbiec + Pięść Bogów
Słońce: Skarbiec + Jezioro Głębokie
Oba stada: Lodowy Most

Bonus! Po terenach wala się trochę przedmiotów fabularnych, które "wypadły" złodziejowi. Pierwsza osoba, która wejdzie do tematu i je znajdzie (musi napisać minimum 100 słów), może je zgłosić do powiadomień jako znaleźne. Każda postać może zabrać tylko jeden przedmiot.