Brishly

Awatar
Imię: Brishly
Stado: Ziemia
Ranga: Smok
Wiek: 7 księżyców
Rasa: Drzewny x Północny
Płeć: Samiec
Znak Losu: Valanyan
  • Najważniejsze cechy wyglądu:
    Sylwetka pierwotna
    Futro
    Skrzydła błoniaste, jedna para
    Dwie pary łap
    Kolor oczu: Pomarańczowe 👁
    Dominujący kolor: Kremowo-brązowy
    Karłowatość I stopnia (1,3 m)
    Znaki szczególne: Skrzydła motyle, futrzaste, z dwiema parami pawich oczek; czułka jedwabnika; kozie oczy; ogon zakończony szczotką.
    Kły kwasowe
Wygląd: Sylwetka drobna, karłowata – efekt złego odżywania za czasów pisklęcia. Kończyny zgrabne, przystosowane do wspinaczki po drzewach – tylne nieco grubsze i mniej zwinne od przednich. Posiada niezbyt długie czułki, podobne do jedwabników – pomocne raczej w wyrażaniu emocji niż badaniu otoczenia. Pierś puchata w biel, ciało kremowo-brązowe, okryte krótkim futrem. Brzuch wyraźnie bielszy od boków. Brązowo-czarna linia ciągnie się wzdłuż grzbietu do początku ogona. Wielkie, kozie ślepia zdobią jego łeb lśniąc ciepłem pomarańczy. Ogon smukły, pod koniec przechodzący w nastroszoną, blado-kremową szczotkę wymagającą częstego czyszczenia. Skrzydła zakończone szponiastymi chwytakami, dwuczęściowe jak u motyli – pokryte krótkim, kremowo-brązowym puszkiem z dwiema parami dużych, pawich oczek o kolorze czarno-turkusowo-białym. Wnętrze pyska, jak i wargi, są czarne, natomiast język ciemno-fioletowy i długi, jak gdyby miał służyć do picia nektaru z głębokich kwiatów.

Charakter: Czasami, gdy światło księżyca pada pod odpowiednim kątem, trudno jest rozróżnić, czy ma się do czynienia z ekscentrycznym staruszkiem, czy nieśmiałym dzieckiem. W jednej chwili potrafi wykładać na temat przedziwnych teorii, popartych jedynie własnym doświadczeniem, w drugiej natomiast staje się małomówny, oszczędny w ruchach, jak gdyby obudził się w nie swoim lęgowisku.

Wyraża emocje czynem częściej niż słowem. Choć jego małomówność i sztywność – relikt późno nauczonej mowy – mogą być postrzegane jako apatia lub stres, zazwyczaj okazują się objawami zamyślenia lub niemalże śmiercionośnej ciekawości. Wszystko rozważa w swoim sercu i umyśle, a te z racji swej kłótliwej natury kradną mu słowa z języka. Ten natomiast, gdy tylko wywalczy sobie drogę, wpada w słowotok, najczęściej na pierwszy lepszy temat.

Jego oczy rzadko nie są szeroko otwarte, a członki często zastygają w bezruchu. Bliżsi przyjaciele są w stanie zrozumieć jego mowę ciała – pomagają im w tym czułka, nad którymi sam nie ma znacznej kontroli.
Jego ciekawość świata nie zna granic – czasem zapomni o braku taktu, tylko aby się czemuś lepiej przyjrzeć. Nie raz jeszcze zaprowadzi go to w niemałe kłopoty. Kocha gromadzić pamiątki oraz zagadkowe rzeczy, których ukryte funkcjonalności spędzają mu sen z powiek.


Historia: Klatka widziała swoje lepsze dni – po zanieczyszczeniach i rdzy można się jedynie domyślać, jakich więźniów trzymała w swojej opresyjnej historii. Być może były to lwy, które stępiły swoje zęby na kratach, w szalonych, choć metodycznych próbach ucieczki. Może hieny, pozostawiane na pastwę losu, swoimi odchodami zardzewiały metalowe pręty. Kimkolwiek poprzedni mieszkańcy by nie byli, klatkę zamieszkuje obecnie jedna, dziwnie owłosiona bestia. I to bestia, której z pyska kapie… kwas?
– On nadal rośnie. – syknął Koordynator – W takim tempie nie zdążymy go oswoić. Jeszcze nie zdołałem skontaktować się ze specjalistą… nie zdążyłem nawet takiego znaleźć!
– Tonik jedynie spowalnia dorastanie, ale nie zatrzyma upływu czasu. Sugerowałbym przeanalizowanie pańskich opcji. Być może odsprzedanie egzemplarzu okazałoby się taktowniejszym wyborem? W ostateczności zawsze można osłabić zwierzynę odpowiednią dietą.
– Już zleciłem namalowanie plakatów: „Willard, Pogromca Smoków”! Ale co mi z tego, skoro boi się do niego podejść na odległość bicza! Twierdzi, że najpierw musimy go oswoić, bo za mało mu płacę, abyśmy z niego robili tresera smoków. Gadowi dajemy tylko zieleninę i jakieś gorzkie zioła, co by go zniechęcić jeszcze bardziej. Co nam z jego osłabienia, skoro przepalił tym kwasem wszystkie kagańce? Popatrz co on narobił z moją klatką! Przecież to nowiutka sztuka była, jeszcze czwartego tygodnia w niej nie spędził…!
Bestia stała w bezruchu, przyglądając się otoczeniu zza krat. Rdzawe plamy i pociemniała słoma naznaczały miejsca nad którymi spędzała dużo czasu – a z racji obecnej sytuacji, tego czasu miała pod dostatkiem. Jej wargi i podbródek były spierzchnięte, naznaczone pęcherzami. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na infekcję, jednakże doświadczony obserwator mógł zauważyć powiązanie z oleistą, nadmiernie lejącą się cieczą z pyska zwierzyny.
– Co masz na myśli poprzez zieleninę...?
– Perkel chodzi do gaju zbierać chwasty. Już ledwo sam z tym wyrabia. Jeżeli ta bestia nadal będzie tak rosła, biedaka zamęczy na śmierć.
Mężczyzna uklęknął przed klatką, gdzie kawałki niedokończonego posiłku mieszały się ze słomą. Wziął pewien listek w ręce i zaczął nim obracać w palcach. Z wnętrza kratki dochodziły zgrzyty – to bestia poczęła znowu szukać sobie zajęcia w nadgryzaniu prętów klatki. Może robiła to z nudów, może zimny metal przynosił jej wargom ukojenie… a może…
– I na co mi to wszystko było! „Takiej okazji nigdy więcej nie uświadczysz – prawdziwy gad rodem zza gór!” pocałuj mnie w dup-–!
Koordynator poczerwieniał z mieszanki złości i ataku kaszlu. Mężczyzna wstał i założył swój beret, udekorowany pawim piórem przypominającym skrzydła więzionego gada. W widocznej konsternacji, począł rozglądać się za metodami opuszczenia namiotu.
– A panu doktor dokąd tak pośpiesznie? Jak panicz ucieka nawet bez dobrej rady, to nie licz pan nawet na połowę umówionej zapłaty..!
– Viridis diabolus, potocznie zwany zielonym diabłem – przerwał mu mężczyzna w berecie – Dla ludzi trujący, tak. Trollom nawet poprawia trawienie… ale na niektóre smoki…?
Odgłos metalicznego pręta upadającego na podłogę odwrócił uwagę mężczyzn.
– Na smoki działa kwasopędnie.
Jeden sus i bestia już stała na udeptanej ziemi. Mężczyźni zastygli, niczym przerażona zwierzyna w klatce. Gad rozpostarł skrzydła, doświadczając nowo nabytej wolności ruchów. Wtem popatrzył na znieruchomiałych gapiów i – po krótkiej chwili – gwałtownie skoczył-–!
…wprost w kierunku łopoczącej na wietrze ścianie cyrkowej. Dał nura tam, gdzie niestarannie wbite pachołki odrywały część jutowego materiału od ziemi i znikł.
Mężczyzna w berecie pierwszy odzyskał władzę nad ciałem sparaliżowanym strachem, jak i pewnym zakłopotaniem – efekt myśli doszukujących się, gdzie w swoim życiu popełnił błędy, które zawiodły go tu, gdzie znalazł się teraz. Odchrząknął, aby ukryć dławienie w gardle.
– No… to chyba problem z głowy?
– Moja złota gęsino, ma nadziejo jedyna…! – wykrzyczał Koordynator, lecz wielu kroków nie poczynił, gdy tylko znów spojrzał na dzieło, jakim była zrujnowana klatka. Zatrzymał się i poprawił swój zaskakująco mokry pas.
– Może tak. Może tak będzie najlepiej. Moja matula zawsze mawiała „niezależnie od kosztów, nauka z błędu to pieniądz nie stracony”.

. . .

Minęły dni? Tygodnie? Czym jest koncept czasu dla istoty nie w pełni świadomiej własnego istnienia? Robiło się ciepło – potem zimniej. Czasami widać było lepiej – czasem gorzej. Były okresy, gdy migotliwe kalejdoskopy liści zadziwiały oraz takie, gdy mieniące się owady tańczyły wokół wiecznie nienasyconego światem pisklęcia. Było to szczęśliwe dziecko – zarówno w duchu, jak i całkiem obiektywnie. Doprawdy, trzeba mieć nie lada szczęście, aby samotnie spać w najróżniejszych porach dnia i nocy – w gałęziach drzew, pomiędzy krzaki, na samym środku polany – i ani razu nie spotkać się z drapieżnikiem będącym o szczebel wyżej w łańcuchu pokarmowym. A takich nie brakowało, nawet w tej zdradliwie spokojnej puszczy.

Smok nie miał celu ani drogi, jednakże wraz z przebytym dystansem pożywienie okazywało się co raz mniej chętne, aby wpadać mu do pyska. Tłuste owady, których przedtem było pełno, poczęły zanikać, a na ich miejsce pojawiły się takie, których samo rzucie sprawiało ogromny ból. Pisklę godzinami skubało liście drzew, ale i te wydawały mu się zbyt gorzkie, aby przełknąć. Swawole osłabły i ustąpiły wyostrzonym zmysłom – te natomiast, poczuły zaskakująco słodkawy zapach.

Woń zaprowadziła go przez zarośla na skraj niewielkiej polany, gdzie niewiele starszy smok przygotowywał do transportu upolowaną zdobycz. Smok zamarł w bezruchu, przyglądając się zaistniałej scenie – jednakże jego burczące wnętrzności szybko zdradziły jego kryjówkę…

Punkty

  • Fabuły: 0

Atrybuty

  • Siła: 1
  • Wytrzymałość: 2
  • Zręczność: 2
  • Moc: 1
  • Percepcja: 1
  • Aparycja: 3

Umiejętności

  • Bieg: 1
  • Lot: 1
  • Pływanie: 0
  • Obrona: 1
  • Atak: 0
  • Wiedza: 1
  • Leczenie: 0
  • Perswazja: 0
  • Magia:
  • – obronna: 0
  • – ataku: 0
  • – precyzyjna: 0
  • Kamuflaż: 0
  • Skradanie: 1
  • Śledzenie: 0

Języki

  • Wspólny Południowy/Ludzki (w trakcie nauki)

Umiejętności specjalne

  • Warzenie eliksirów:
  • – leczących: 0
  • – ochronnych: 0
  • – usprawniających: 0
  • Tworzenie run:
  • – ochronnych: 0
  • – ataku: 0
  • Błysk przyszłości: 0

Atuty

  • – Wiecznie Młody
  • – [grupa pierwsza]
  • – [grupa druga]
  • – [grupa trzecia]
  • – [grupa czwarta]
  • – [grupa czwarta]

Bonusy

Rasowe:
– Odporność na grzybicę, co pozwala hodować epifity i mech na rogach i/lub łuskach

Pożywienie

Mięso:
– własne: 0/4
– niewłasne: 0/4

Rośliny:
– własne: 0/4
– niewłasne: 0/4

Grzyby:
– własne: 0/4
– niewłasne: 0/4

Inne:
– własne: 0/4
– niewłasne: 0/4

Kamienie szlachetne

Eliksiry

Runy

Zioła

Przedmioty fabularne

Rany

Rehabilitacja

Choroby i powikłania

Kalectwa

Mutacje

karłowatość 1 stopnia: +1 ST do Siły, +2 ST do Wytrzymałości, płodność od 30 księżyca

15 czerwca 2026, 19:14 Administrator Stan zdrowia
15 czerwca 2026, 18:50 Administrator Dane karty
15 czerwca 2026, 18:50 Administrator Stan zdrowia
15 czerwca 2026, 18:48 Administrator Atuty i bonusy
15 czerwca 2026, 18:47 Administrator Statystyki
15 czerwca 2026, 11:44 Administrator Utworzenie karty