Splugawiony Oprawca

Awatar
  • I M I Ę
    Dovahgrin » Plugawy Kolec » Splugawiony Oprawca.
    _
    S T A D O
    Słońca.
    _
    R A N G A
    smok » adept » łowca.
    _
    W I E K
    20 księżyców.
    _
    R A S A
    skrajny [północny x pierwotny], z możliwością dziedziczenia odmiany podziemnej.
    _
    P Ł E Ć
    samiec.
    _
    Z N A K_L O S U
    Erycal.
    CECHY SZCZEGÓLNE
    :: sylwetka pierwotna,
    :: futro,
    :: jedna para skrzydeł pierzastych,
    :: trzy pary łap,
    :: tęczowe oczy,
    :: dominujące barwy :: latem – brąz :: zimą – biel,
    :: gigantyzm (2 metry w kłębie),
    :: znaki szczególne :: złota obręcz zakotwiczona w lewym rogu, turkusowo-zielona bioluminescencja, błękitne wnętrze pyska, rząd piór na szyi oraz bardzo długie pióra ozdobne na krańcu grzbietu przed ogonem, dwie pary karłowatych skrzydełek po bokach pyska,
    :: zieje błękitnym lodem;
    _____________________________« kliknij na obrazek, aby odsłonić zimową szatę »
    Wygląd
    Ciało samca jest masywne i wydłużone, a cała sylwetka sprawia wrażenie ciężkiej, lecz jednocześnie zdolnej do lotu i gwałtownych zrywów. Posiada on trzy pary łap – dwie przednie oraz jedną tylną. Każda z łap zakończona jest czterema silnymi palcami, uzbrojonymi w zakrzywione, czarne pazury, które sugerują zarówno zdolność do chwytania – odziedziczoną po drzewnych przodkach ojca – jak i rozszarpywania zdobyczy.

    __Całość pokrywa futro o zróżnicowanej długości – krótsze i gęstsze na kończynach oraz tułowiu, dłuższe i bardziej nastroszone w okolicach karku oraz ogona. Futro przechodzi płynnie w pióra na ogromnych skrzydłach, które dominują wizualnie nad sylwetką, z długimi lotkami o ostrych zakończeniach, układającymi się w wachlarz. Ich kolorystyka oscyluje między ciepłymi brązami, przygaszonym różem i beżem, z jaśniejszymi pasami i smugami biegnącymi wzdłuż piór. Ma bardzo długi, smukły ogon, który rozciąga za ciałem niczym wstęga, dodatkowo udekorowany wyrastającymi z grzbietu niezwykle długimi piórami, dodającymi smokowi dodatkowej dozy majestatu i rozłożystości w trakcie lotu bądź innych, bardziej agresywnych manewrów.

    __Na ciele bestii widoczne są również liczne punkty i smugi turkusowo-zielonkawej bioluminescencji. Światło to pojawia się w formie nieregularnych plam i drobnych znaków na łbie bokach, szyi, oraz ogonie, kontrastując z ciemniejszą bazą futra. Bioluminescencja wygląda jakby pulsowała od wewnątrz. Kolorystyka Dovahgrina opiera się na różnych odcieniach brązu, od bardzo ciemnych, niemal czarnych partii, po jasne beże i kremowe fragmenty na brzuchu i wewnętrznej stronie skrzydeł.

    __Głowa smoka jest wydłużona, masywna; szlachetna. Posiada tęczowe, świecące oczy, które nadają mu czujny, inteligentny wyraz. Z czaszki wyrasta jedna para rogów – zakrzywionych i ciemnych; w lewym rogu zakotwiczony jest złoty pierścień, stanowiący wyraźny, dekoracyjny akcent; element ten samiec odebrał z martwego ciała swojego ojca, Nihilona. Wnętrze pyska jest błękitne, a czarne uzębienie ostre i gęste, przystosowane do rozszarpywania mięsa.

    Charakter
    Jest typem bytu, którego obecność opróżnia pomieszczenie, zanim zdąży je w ogóle wypełnić. Cisza gromadzi się wokół niego nie jako nieobecność, lecz jako coś przemyślanego, wystudiowanego – ciężkiego, czujnego, niemal żywego. Nie tyle powstrzymuje się od mówienia, co raczej odmawia marnowania ukrytej wartości swoich słów – te bowiem są dla niego narzędziami do cięcia, a nie do wypełniania powietrza. Kiedy w końcu się odzywa, nigdy nie czyni tego po to, by uspokoić, nigdy po to, by wyjaśnić. Jego głos brzmi cicho i ochryple, pozbawiony ciepła, jakby emocje były afektacją, którą dawno temu nauczył się porzucać. Każde zdanie wybija się lekko z rytmu, zatrzymując się na tyle długo, by wytrącić z równowagi; jak gdyby nasłuchiwał czegoś pod rozmową, co tylko on jest w stanie usłyszeć.

    __Jest w nim szaleństwo, ale nie to ekstrawaganckie czy kipiące, tak popularne u młodych amatorów tej sztuki. To zdyscyplinowane szaleństwo – ciche, metodyczne i cierpliwe. Kryje się za nieruchomymi oczami, które obserwują, a nie reagują, katalogują, a nie oceniają. Nie drga ani nie wierci się; czeka. To właśnie ta powściągliwość czyni go niebezpiecznym. Jego spokój to nie spokój – to smycz mocno zaciśnięta wokół szyi dzikiego zwierzęcia. Pod opanowanym wyglądem kryje się umysł, który poluje na schematy niczym drapieżniki na ruch, wyczulony na słabość, wahanie i strach z niepokojącą precyzją. Porusza się po świecie jak pytanie bez odpowiedzi. Inni wyczuwają, że coś z nim jest nie tak, choć z trudem to formułują.

    __Nie pozuje ani nie grozi; po prostu istnieje z niepokojącą samowystarczalnością, jakby nie potrzebował społecznych kontraktów, które trzymają innych w ryzach. Jego bezruch wydaje się celowy, drapieżny, jak u istoty, która nauczyła się, że pozostawanie niewidocznym jest często skuteczniejsze niż atakowanie. Kiedy pojawia się przemoc – jeżeli w ogóle – nigdy nie jest emocjonalna, nigdy impulsywna. Jest czysta, celowa i niepokojąco skuteczna, jakby zaspokajał jedynie instynkt, a nie popełniał czynu.

    __To, co odróżnia go od innych, to szacunek dla prostoty. Darzy naturę smoka niemal duchowym szacunkiem – nie mityczną paradę czy zgromadzone złoto, lecz brutalną szczerość jego istnienia. Smok nie udaje dobroci. Nie usprawiedliwia swojego głodu ani nie przeprasza za swoją dominację. Żyje takim, jaki jest: u szczytu, samotny i kompletny. W tym odnajduje czystość. Podziwia, że jego gatunek nie potrzebuje żadnego uzasadnienia, żadnych ram moralnych, żadnej publiczności. Zabija, pożera, śpi – i w tym cyklu jest autentycznie szczery. Dąży do tej samej szczerości w sobie. Odrzuca pozory, sentymentalizm i niepotrzebne okrucieństwo, pozostawiając jedynie intencję i instynkt. Jego cisza to nie pustka, lecz skupienie. Jego szaleństwo to nie chaos, lecz jasność wyostrzona do śmiercionośnych granic. Branie go za biernego to całkowite niezrozumienie drapieżników: one nigdy nie są bezczynne – tylko czekają.

    Historia
    Jeden z szóstki rodzeństwa, potomków Nihilona Posępnego, był tym cichym wśród swoich braci i siostry, pisklęciem, które w pierwszych księżycach czaiło się na skraju zabawy i rozmowy, nigdy całkowicie nieobecnym, nigdy prawdziwie obecnym. Podczas gdy oni się śmiali, kłócili i zderzali się ze światem głową w dół, on obserwował. Uczył się ich zwyczajów tak, jak inni uczyli się modlitw. Znał rytm ich kroków, odgłos ich oddechu podczas snu, subtelne zmiany postawy poprzedzające strach lub gniew. Nie trzymał się ich kurczowo ani nie domagał się ich uwagi. Zamiast tego ustawiał się w miejscu, z którego mógł widzieć – za wejściem do jaskini, za krzewem, z drugiego końca polany – zawsze wystarczająco blisko, by interweniować, zawsze wystarczająco daleko, by pozostać niezauważonym.

    __Mylili jego milczenie z obojętnością. To było oddanie.
    Niebezpieczeństwa ujawniały się na długo, zanim do nich docierały. Spojrzenia obcych istot pomiędzy drzewami, zatrzymujące się zbyt łapczywie. Niewłaściwy ton pod przyjaznym głosem. Trawa poruszona tam, gdzie nie powinna. Wcześnie nauczył się, że groźby rzadko dają o sobie znać szczerze, i dlatego stał się niewypowiedzianym alarmem rodziny. Gdy zapuszczali się za daleko, on już tam był. Gdy nastroje sięgały zenitu, stawał tuż poza zasięgiem wzroku, napinając mięśnie, kalkulując w myślach kąty i skutki z zimną precyzją nienależną komuś tak młodemu.
    Nigdy ich nie ostrzegał. Ostrzeżenia wywoływały panikę. Panika robiła hałas.
    Zamiast tego, dostosowywał świat pod siebie. Kamień rzucony z ciemności, by odwrócić uwagę. Nagły ruch w zaroślach, by odciągnąć niebezpieczeństwo. Obecność wyczuwalna, a nie widziana – wystarczająca, by zaniepokoić, wystarczająca, by zakończyć coś, zanim się zaczęło. Jeżeli atak stawał się konieczny, był szybki i ostateczny, wykonywany bez wahania i spektakularności. Nauczył się, że ochrona nie wymaga uznania. Wręcz przeciwnie, uznanie ją osłabiało.

    __Las udoskonalił tę rolę, ale jej nie wymyślił. Wśród jego rodzeństwa nauczył się już, jak poruszać się niezauważonym, jak znosić długie okresy bezruchu, jak dźwigać odpowiedzialność bez pochwał. Spał lekko, budząc się przy najmniejszym nieregularnym dźwięku. Jadł na końcu, oszczędzając siły nie z bezinteresowności, lecz ze strategii. Drapieżnik nie wyczerpuje się, dopóki chwila tego nie wymaga.
    Dovahgrin nie przyszedł na świat w lesie; ale to las go pochłonął. Schodził z krasnoludzkich gór coraz częściej, coraz bardziej się oddalał.
    Jako pisklę wcześnie nauczył się, że świat dwunogów jest głośny w niewłaściwy sposób – pełen głosów domagających się odpowiedzi, zasad zmieniających się bez powodu i niebezpieczeństw, które ujawniają się zbyt późno. Las, przeciwnie, mówił szczerze. Nie kłamał na prawo i lewo. Kiedy po raz pierwszy do niego uciekł, na wpół wygłodzony i zdziczały ze strachu, trzymając w pysku fragment oderwany ze stygnącego ciała dopiero co zmarłej matki, spodziewał się śmierci. Zamiast tego coś w nim się obudziło.

    __Zaczęło się od jego oczu.
    Jeszcze zanim zaczął rozumieć słowa, zrozumiał definicję różnicy. Podczas gdy jego bracia i siostra widzieli zieleń, on widział warstwy: suchą matowość starych liści kontrastującą z delikatnym połyskiem świeżego wzrostu, lekkie przebarwienia w miejscach, gdzie kora została muśnięta przez futro, niemal niewidoczne drżenie trawy zastąpione przez coś, co do niej nie pasowało. Jego wzrok zatrzymywał się na anomaliach – wygiętym źdźble, zerwanej pajęczynie, chwilowym błysku łuski, pióra lub metalu. Świat ukazał mu się w tak szczegółowych szczegółach, że graniczyły one z nierealnym, i nauczył się ufać tym szczegółom bardziej niż jakimkolwiek ustnym ostrzeżeniom.
    Las natychmiast odwdzięczył się za to zaufanie. To, przez co inni się przedzierali, on przemykał. Gałęzie uginały się pod nim, zamiast łamać. Ciernie zaczepiały o futro, ale oszczędzały skórę. Nauczył się rytmu tego miejsca – sposobu, w jaki wiatr poruszał się przed pogodą, jak ptaki milkły w obliczu niebezpieczeństwa, jak cienie przesuwały się nie przypadkowo, lecz celowo.
    Głód nauczył go cierpliwości.
    Zimno nauczyło go skuteczności.
    Strach nauczył go spokoju.

    __W ciągu kilku księżyców przestał wychodzić z lasu – robił to tylko wtedy, gdy było to konieczne, a każdy powrót przypominał powrót w granice prywatnego dominium.
    Przestał myśleć o sobie jak o zwierzynie w dniu, w którym zdał sobie sprawę, że zwierzęta patrzą na niego inaczej. Jelenie nie uciekały na pierwszy rzut oka. Wilki tropiły go, a potem porzucały wysiłek. Mniejsze drapieżniki całkowicie omijały jego ścieżki. Instynktownie rozumiał, że dominacja nie polega na wielkości czy przemocy, ale na pewności. Poruszał się celowo, nigdy się nie wahał, nigdy się nie spieszył. Każdy krok był przemyślany, każdy oddech odmierzony. Las nauczył się jego kształtu i z czasem go zaakceptował. Nauczył się przechodzić przez wysoką trawę bez jej rozchylania, lawirować między gałęziami, nie naruszając liścia, przemierzać ziemię w sposób, który nie pozostawiał po sobie żadnej historii. Szlaki były dla nieostrożnych. Przemierzał obrzeża – wzdłuż korzeni, kamieni i cieni.
    Były takie chwile – rzadkie, bezsłowne – kiedy coś pradawnego zdawało się go obserwować. Nie bogowie, nie duchy, ale ta sama zimna inteligencja, która żyje we wszystkich szczytowych bytach. W takich chwilach nie czuł strachu. Tylko akceptację. W okresie dojrzewania nie polował już z desperacji. Polował z umiarem. Brał to, co konieczne, i nie zostawiał nadmiaru, rozumiejąc, że marnotrawstwo to słabość, sygnał. Lód i szpony były używane oszczędnie. Krew oczyszczana. Kości ukrywane. Nauczył się odczytywać czas rozkładu, śledzić nie tylko ciała, ale i wydarzenia. Jego umysł wyostrzał się wraz ze zmysłami, każda decyzja sprowadzała się do najprostszej, najskuteczniejszej formy.

    __Wtedy po raz pierwszy zrozumiał smoki – nie jako legendy, lecz jako ideały.
    Smok nie podbijał krainy hałasem ani liczebnością. Zajmował ją wyłącznie dzięki samej obecności. Był ucieleśnieniem jedynego celu, nieobciążonym wątpliwościami, szczerym w swoim głodzie i straszliwym w powściągliwości. Las, rozległy i nieokiełznany, był jego skarbem. Jego ciszą. Jego cierpliwością, jego skrzydłami.
    Kiedy świat zaczął go szukać, był już kimś zupełnie innym – nie zagubionym pisklęciem, nie dzikusem, ale stworzeniem, które dzicz udoskonaliła w żywy oręż. Las nie był już schronieniem ani więzieniem. Był jego królestwem, a on poruszał się po nim nie jako gość, lecz jako jego cichy, obserwujący władca.

    __Zanim jednak las stał się jego królestwem, zanim cisza stwardniała w instynkt, był już cieniem – rzucanym nie przez drzewa, lecz przez krew.
    Jest w nim tylko jedno pęknięcie i nie widać go, dopóki ktoś nie wie dokładnie, gdzie patrzeć. Pomimo całej dyscypliny, całej czujności, wszystkich księżyców spędzonych na doskonaleniu sztuki bycia niewidzialnym, nadszedł jeden dzień, w którym jego nieobecność znaczyła więcej niż kiedykolwiek jego obecność. Dzień, w którym cień nie padł tam, gdzie był potrzebny.
    Nie odtwarza go na głos. Nie dramatyzuje go ani nie ubiera w język żalu. Wspomnienie istnieje w nim jak punkt stały – zimny, niezmienny i ostry. Jego bracia poszli naprzód bez niego, pewni swojej znajomości, beztroscy w sposób, na jaki mogą sobie pozwolić tylko ci, którzy zawsze byli chronieni. I po raz pierwszy był gdzie indziej. Tropił coś. Pilnował niewłaściwego obszaru. Przedkładał skuteczność nad instynkt. Zanim las przemówił do niego w błędnych schematach i wypartej ciszy, szkody już zostały wyrządzone.
    Bracia przeżyli. Ledwo.
    To właśnie sprawia, że ​​w ślepiach Dovahgrina jest to niewybaczalne.
    Przybył za późno – milczący jak zawsze – by znaleźć krew w ziemi, a panika wciąż unosiła się w powietrzu niczym dym. Napastnicy zniknęli, ale ich obecność tliła się w każdym zdeptanym liściu i połamanej gałęzi; każda z nich była wyraźnym oskarżeniem. Natychmiast odczytał scenę, jego wzrok wyciągał znaczenie z najdrobniejszych szczegółów, odtwarzając każdą sekundę z bezlitosną dokładnością. Wiedział dokładnie, gdzie powinien był stanąć. Dokładnie, kiedy powinien był uderzyć. Dokładnie, jak szybko by się to skończyło, gdyby nie zawiódł.

    __Bracia nigdy go nie winili. Nawet im to nie przyszło do głowy. Dla nich to była zasadzka, pech, historia, która zakończyła się przetrwaniem. Dla niego to był dowód skazy, której żadna maestria nie mogła wymazać.
    Od tamtej chwili jego nienawiść do samego siebie zawęziła się do jednego, precyzyjnego ostrza. Nie gardził swoją przemocą, milczeniem ani dystansem do świata ludzi. Gardził jedynie faktem, że gdy nadeszła ta jedyna chwila, która bezwzględnie domagała się jego obecności, jego cień zniknął. Drapieżnik wymknął się spod kontroli. Strażnik, który wybrał niewłaściwą ciszę.
    Las go za to nie osądzał. Drapieżniki zawodzą, adaptują się i żyją. Smoki tracą terytorium i odzyskują je ogniem i krwią. Ale on nie jest tak wyrozumiały. Nosi ten dzień w sobie jak prywatną ranę, o której nigdy nie wspomina, nigdy nie odpuszcza. To dlatego jego czujność przerodziła się w obsesję, dlaczego jego patrole stały się szersze, jego cierpliwość oziębła, a jego tolerancja na przypadek praktycznie nieistniejąca.
    Nie szuka odkupienia. Odkupienie oznacza obecność publiczności.
    Zamiast tego zapewnia, że ​​to się nigdy więcej nie powtórzy. Czegokolwiek teraz pilnuje – miejsca, osoby czy granicy – ​​nigdy nie spotka się z niebezpieczeństwem niezauważonym. Będzie tam, zanim zagrożenie zda sobie sprawę z jego istnienia, cichy i absolutny, niczym cień, który się nie błąka, niczym smok, który nie śpi.
    A jeżeli gardzi sobą, to tylko dlatego, że wie lepiej niż ktokolwiek inny, do czego jest zdolny – i ile dokładnie kosztowało to świat, gdy go nie było.

Punkty

  • Honoru: 1 (45)
  • Fabuły: 1 (16)

Atrybuty

  • Siła: 4
  • Wytrzymałość: 3
  • Zręczność: 4
  • Moc: 2
  • Percepcja: 4
  • Aparycja: 3

Umiejętności

  • Bieg: 2
  • Lot: 1
  • Pływanie: 1
  • Obrona: 1
  • Atak: 1
  • Wiedza: 1
  • Leczenie: 0
  • Perswazja: 1
  • Magia:
  • – obronna: 1
  • – ataku: 1
  • – precyzyjna: 1
  • Kamuflaż: 2
  • Skradanie: 3
  • Śledzenie: 2

Języki

  • podgórski krasnoludzki (ojczysty);

Umiejętności specjalne

  • Warzenie eliksirów:
  • – leczących: 0
  • – ochronnych: 0
  • – usprawniających: 0
  • Tworzenie run:
  • – ochronnych: 1
  • – ataku: 1
  • Błysk przyszłości: 0

Atuty

  • – Stalowy Żołądek;
  • – Ostry Wzrok;
  • – Szczęściarz; (ostatnie użycie: 10 czerwca 2026)
  • – Lekkostopy;
  • – [grupa czwarta]
  • – [grupa czwarta]

Bonusy

Rasowe:
– możliwa pełna futrzasta okrywa ciała,
– odporność na przeziębienia [zapalenie gardła i czarny kaszel],
– może na zimę zmieniać kolor sierści na całkowicie biały, dzięki czemu zawsze ma gwarantowany 1 sukces do Kamuflażu w razie porażki w rzutach;

Aparycja:
– Rozmazane Wspomnienie (rozumne NPC, które widziały smoka tylko przez chwilę, mają problem z przypomnieniem sobie szczegółów jego wyglądu);

Kryształy:
– Pojętnego Ucznia,
– Ideału [aktywny],
– Kolekcjonera [aktywny],
– Tropiciela [aktywny],
– Włóczykija;

Inne bonusy:
]– Nieskończona gruszka (jej szypułka samoistnie odradza owoc co dwa tygodnie, dając właścicielowi 1/4 roślin. Należy raportować jej użycie formularzem Kryształu) – zwiędnie na koniec '26* [nast. uż.: 17.06.],
– Obłok Waty Cukrowej (jednorazowo chroni przed obrażeniami lub śmiercią od upadku z wysokości) – użyj do końca '26,
– oddech północy w butelce (dodatek do normalnego ataku – zadaje ranę lekką od odmrożeń) – użyj do końca '26,
– Skarb Trytonów*wielka, zdobiona muszla. Ten, kto w nią zadmie, może przemawiać w Śpiewie Mórz – pomyślane słowa zostaną zrozumiane przez wszystkich znających tę mowę, choć potencjalne odpowiedzi pozostaną dla smoka niezrozumiałe,
– Karmelowa Landrynka (po zjedzeniu daje odporność na choroby w wybranym miesiącu),

Pożywienie

Mięso:
– własne: 59/4
– niewłasne: 0/4

Rośliny:
– własne: 7/4
– niewłasne: 0/4

Grzyby:
– własne: 0/4
– niewłasne: 0/4

Inne:
– własne: 0/4
– niewłasne: 1/4

Kamienie szlachetne

szafir

Eliksiry

– eliksir zwiększający moc,

Runy

Zioła

10x ostróżeczka polna, 10x jałowiec

Przedmioty fabularne

– sakiewka z monetami [7x złota :: 8x srebrna :: 7x miedziana],
– Liść Dębu Splugawionego Oprawcy w jego centrum migocze punkt światła przypominający odległą gwiazdę pulsującą w rytm serca smoka, który go otrzymał. Nie da się go uszkodzić w żaden sposób. Traci swoje właściwości dopiero w chwili śmierci smoka. Wtedy gwiazda wewnątrz powoli gaśnie, a liść w ciągu kilku uderzeń serca brązowieje i rozpada się w pył, symbolizując powrót duszy do cyklu,
– mapka do tajemniczego miejsca,
– zestaw solidnych lin,
– 4x fałszywy rubin,
– skórzana smocza obroża,
– skórzana smycz,
– metalowy kaganiec,
– złota obręcz Płowobrodego,
– 3x krasnoludzki kamień runiczny,
– pnącze driad z ciała Ciernistego Kolca,
– 1x amulet morskiego węża (jaspis),
– 1x amulet morskiego węża (akwamaryn),
– zielony płaszcz z łusek morskiego smoka,
– buteleczka wielobarwnej żywicy (uwaga niebezpieczne! mfSekcja),
– ząb Karnozaura,
– róg Stegadona,
– szkielet Zimnokrwistego,
– obsynitowy nożyk wzmacniany brązem kutym na zimno (bardzo ostry),
– 3x ryba o szczerozłotych łuskach (1/4 mięsa każda),
– krasnoludzki topór,

Rany

Rehabilitacja

Choroby i powikłania

« KARMELOWA LANDRYNKA :: odporność na choroby w czerwcu »

» odporność na przeziębienia [zapalenie gardła i czarny kaszel];

Kalectwa

Mutacje

– do sytości wymaga 6/4 pożywienia [gigantyzm i dodatkowa para łap];

15 czerwca 2026, 19:18 Splugawiony Oprawca Stan zdrowia
15 czerwca 2026, 19:16 Splugawiony Oprawca Ekwipunek
15 czerwca 2026, 19:13 Splugawiony Oprawca Atuty i bonusy
15 czerwca 2026, 19:11 Splugawiony Oprawca Statystyki
15 czerwca 2026, 19:10 Splugawiony Oprawca Dane karty
15 czerwca 2026, 11:15 Administrator Utworzenie karty