Zamlaskała. Kwiaty wiśni były całkiem smaczne, trochę ostre, ale smaczne.
Zaczęła się myć jak kot, oblizując sobie łapy, kiedy to nagle coś jej się zaczęło odbijać. Oh? Może to ten szczur z rana, w sumie śmierdział jakimś paskudztwem, ale i tak go pożarła.
Zmarszczyła nozdrza, kiedy po czknięciu wyczuła wokół pyska zapach, który się jej nie spodobał. A gdzie ta zgnilizna i krew?
Odbiło się jej znowu.
I znowu, choć tym razem z jej gardła wypadło kilka płatków kwiatów.
Ożesz!
Sięgnęła łapami do gardła, jakby próbując się podrapać po gruczołach, ale nie dawała rady przez twarde łuski. Zresztą próba wciśnięcia sobie pazurów do mordy też nie zadziałała, Ywen nie miała aż tak szerokiego rozwarcia szczęk.
Nie zionęła, więc jeszcze nie wiedziała o najgorszym, ale zapach, który wyczuła przy wianku od razu pomógł jej namierzyć czarownicę, która rzuciła na nią jakąś dziwną klątwę.
– Phhej... – czknęła – ty! – znowu – cho no tu!
Kiedy jednak Zatracona Tożsamość nadal się nie zatrzymywała, najpewniej nawet nie wiedząc, że to ona jest wywoływana do odpowiedzi, Żarłok zerwała się do biegu, goniąc ją. /zt
Znaleziono 2 wyniki
- 15 lut 2025, 1:47
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6759
- 14 lut 2025, 19:15
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6759
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
O, a co to? Jakieś spotkanie?
Kolczasty łeb Ywen wyjrzał zza jednej ze skał, obserwując dziwne zbiegowisko. Było tu sporo smoków, które coś wieszały na jakimś dziwacznym, różowym drzewie.
Zaciekawiona zbliżyła się, omijając inne smoki, ślepo idąc w kierunku rośliny, która wyglądała, jakby nie rosła tu wcześniej. Okrążając ją z każdej strony jak drapieżnik ofiarę, trąciła ogonem koszyk z rzeczami smoka, który obok niego siedział, i—o ile ten nie pozbierał swoich szpargałów szybko—zadeptała kilka włóczek czy wstążek.
Zadarła głowę, kiedy coś otarło się o jej łeb. Jakaś... plecionka? Zawieszona na gałęzi? Hmpf! To pewnie jakiś dziwny owoc! Wolała co prawda mięso, ale tym też się na pewno naje. Obnażyła kły i kłapnęła na nią zębami, zawieszając się na wianku, po czym próbowała go pożreć.
Kolczasty łeb Ywen wyjrzał zza jednej ze skał, obserwując dziwne zbiegowisko. Było tu sporo smoków, które coś wieszały na jakimś dziwacznym, różowym drzewie.
Zaciekawiona zbliżyła się, omijając inne smoki, ślepo idąc w kierunku rośliny, która wyglądała, jakby nie rosła tu wcześniej. Okrążając ją z każdej strony jak drapieżnik ofiarę, trąciła ogonem koszyk z rzeczami smoka, który obok niego siedział, i—o ile ten nie pozbierał swoich szpargałów szybko—zadeptała kilka włóczek czy wstążek.
Zadarła głowę, kiedy coś otarło się o jej łeb. Jakaś... plecionka? Zawieszona na gałęzi? Hmpf! To pewnie jakiś dziwny owoc! Wolała co prawda mięso, ale tym też się na pewno naje. Obnażyła kły i kłapnęła na nią zębami, zawieszając się na wianku, po czym próbowała go pożreć.









