Gdy Klara wspomniała o obroży, Daniel mimowolnie sięgnął nadgarstkiem skrzydła do swojej szyi. Powstrzymał się dopiero, kiedy dotarł do obojczyka i skrzywił się. Żeby jakoś wybrnąć pogłaskał się po krawacie z piór, jakby układając go, by ten leżał płasko.
– Być może nie jesteś w błędzie, ale wybrana metafora pozostawia wiele do życzenia. – Powiedział spokojnie. Obroża? Smycz? Symbole własności. Poddaństwa i władzy. Uległości i dominacji. Przede wszystkim związane z psami – grzecznymi, prawie bezmyślnymi pupilami... Być może, ewentualnie niewolnikami, co wcale nie było lepsze. Ten obrazek obrzydzał go – Daniel zadecydował o zawiązaniu więzi kompletnie świadomie. Mógłby odejść, gdyby chciał.
– Czyżbyś się identyfikowała jako własność uzdrowiciela? A być może czujesz, że on jest twoją? – Zmierzył Klarę wzrokiem, patrząc jak ta macha nóżkami jak dziecko. Kącik ust drgnął mu do góry, w jakimś dziwnym, protekcjonalnym grymasie – jakby chciał zadrwić z drugiej harpii, ale sam temat wysysał z niego wszelkie soki. Też dlatego nie trwało to długo. Z resztą sam widział, że czepia się głupich szczegółów. To nie tak, że Klara mówiła totalne głupoty. Prychnął cicho.
– Tak czy inaczej zgadzam się – ciąży na nas odpowiedzialność pomocy naszym smoczym podopiecznym. Jeżeli sugerujesz, że jesteś przygotowana na pociągnięcie za "smycz", by ograniczyć szkody, znajdziesz we mnie sojusznika. Poza tym jednak nie mam zamiaru w to ingerować. – Dodał, kierując wzrok z powrotem na smoki pod drzewem. Bo o to chodziło, prawda? Inaczej ta rozmowa nie miałaby wiele sensu.
Na uwagę Lamby, Barakuda rozejrzała się samymi oczami, by nie przeszkadzać Lambie. Faktycznie. Smoki poznikały.
Wojowniczka zrobiła jeszcze kilka ruchów przy wianku Trzmiela i zakończyła splatanie go. Była całkiem zadowolona jak na tak krótki czas pracy. Żonkile wystawały z grubego pierścienia stokrotek jak ramiona korony. Barakuda wyszczerzyła kły w uśmiechu do swojego dzieła – pasowało do kolorów futerka samca a jednocześnie kontrastowało z jego ciemnymi rogami. Za moment podniosła nieco łapki, jakby ważąc w nich ciężar głowy uzdrowiciela, a magicznym impulsem potwierdziła, że będzie puszczać.
– Chętnie- – Wyprostowała się i wtedy wianki zsunęły jej na czoło. Poprawiła je. Miały oba grzecznie siedzieć!
– Chętnie wzięłabym was na ryby, ale nie wiem jak długo te wszystkie kwiaty tu zostaną, a bardzo chcę je ususzyć do swojej kolekcji... Pomoglibyście mi ich nazbierać? – Zapytała, zwracając swój błagalny wzrok najpierw na Trzmiela, a później na nowo poznaną samiczkę. "Proszę. Proszę? Tak ładnie proszę!" – krzyczały jej powiększone źrenice. Za chwilę poderwała się i odskoczyła na bok, by móc atakować swoimi ślepkami oba towarzyszące jej smoki jednocześnie.
Znośny Ziąb Naga Magia
Znaleziono 11 wyników
- 24 cze 2025, 0:09
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6711
- 30 mar 2025, 17:27
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6711
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Seisei zamrugała, widząc jak pysk Trzmiela nagle wchodzi jej w pole widzenia. Gdy spojrzał na nią swoimi ślicznymi ślipkami, nie potrafiła ukryć swojego rozczulenia (nie żeby próbowała). Jej ogon znowu zaczął kosić kwiatki z tyłu, ale ona musiała się zastanowić. Jej uśmiech zmalał na chwilę, gdy zerkała to na towarzysza, to na wianek. W końcu jednak zadecydowała. Maddara przejęła wianek, lekko unosząc go, by Barakuda mogła chwycić jego łeb w swoje łapki. Palce delikatnie ustawiły się pod szczęką Trzmiela by móc ją unieść. Tylna opuszka opierała się na szczycie kufy, a środek łapy kładł się na policzku. Wtedy wyszczerzyła się, ścisnęła jego poliki i zaczęła delikatnie kiwać Trzmielowym pyskiem na boki. Jego długaśne rogi przechodziły to na prawo, to na lewo.
Barakuda zauważyła, że uzdrowiciel był niezadowolony, dlatego bez wytchnienia przeplatała kwiaty magią – to nie mogło być tak, żeby niczego od niej nie dostał.
– Lamba go ma. Zdenerwowało mnie czekanie aż ktoś podejdzie, więc zerwałam jej wianek z drzewa. W zamian dałam jej swój. – Stwierdziła po czym na moment zaprzestała kiwania, by schylić się i polizać Trzmiela po nosku.
– Ten będzie do ciebie lepiej pasować niż poprzedni.
Daniel przyjął do wiadomości podsumowanie Klary. Nie wydawała się kłamać, a nawet jeśli, to przyjęcie tego jako prawdy nie wydawało się wprowadzać żadnego ryzyka. Prychnął. Żeby ot zwykłe słowa rzucały smoka na kolana... Weźmie to pod uwagę jeżeli ich drogi kiedykolwiek się skrzyżują.
Potem jego uwagę zwróciła... cóż. Cała odgrywająca się przed kompanami scena. Trzmiel chylący łeb, Seisei z łapami na jego policzkach...
Klara z jakiegoś powodu uznała, że harpian był totalnie ślepy, dlatego wbijała w niego swoje świdrujące ślepia. Co miał jednak wnioskować z emocjonalnej kłody jaką był jej smok? Gesty za to już coś sugerowały, a już na pewno tak wyraźne – uległe.
– Nie patrz tak na mnie. Sugerujesz, że mają się ku sobie. – Odpowiedział spokojnie. Zabrzmiało to jednak bardzo naiwnie, a nawet po prostu głupio, gdy chwilę później Barakuda złożyła całusa na łuskach Trzmiela. Harpian skrzywił się. Jeżeli przyjęliby, że to co powiedział przed chwilą było faktem:
– ... możliwe, że mimo wszystko cierpią na podobną przypadłość... – Mruknął, w zasadzie niemalże sam do siebie – szczerze osłabiony. Działanie zgodnie z emocjami nie oznaczało rozumienia ich w pełni. Może niedziwne skoro były taką siłą natury. Daniel nie był przystosowany do tego, by się z nią mierzyć.
...Bogowie nie mieli zamiaru go dzisiaj oszczędzać.
Chyba zrzuci obowiązek tłumaczenia mechanizmów atrakcji na Kairakiego.
– Czego oczekujesz ode mnie w związku z tym? – Zapytał, podnosząc brew. – Nie wydało mi się nigdy, że uważasz moją opinię za jakkolwiek cenną. – Powinien się bardzo ekscytować? Może oburzyć jak zaborczy ojciec? Ostatecznie taka ewolucja relacji między smokami niewiele zmieniała.
No może poza tym, że przypuszczalnie będzie musiał częściej oglądać Klarę.
Seisei nie puściła Trzmiela, gdy pojawiła się Lamba, ale i tak nigdy nie trzymała go na tyle mocno, by ten nie mógł się oswobodzić. Wianek, chociaż jeszcze nieskończony już nie spadał mu z łba.
Barakuda zachichotała, gdy druga samiczka skomentowała koronę z kwiatów oraz jej nowego właściciela.
– Hej! – Przywitała się najpierw, a potem zwróciła do samca. – To jest właśnie Lamba.
Trzmiel mógł w końcu zobaczyć jak wyglądało pierwotne dzieło Barakury – tyle tylko, że na cudzym łbie.
Znośny Ziąb Powalająca Łuska
Barakuda zauważyła, że uzdrowiciel był niezadowolony, dlatego bez wytchnienia przeplatała kwiaty magią – to nie mogło być tak, żeby niczego od niej nie dostał.
– Lamba go ma. Zdenerwowało mnie czekanie aż ktoś podejdzie, więc zerwałam jej wianek z drzewa. W zamian dałam jej swój. – Stwierdziła po czym na moment zaprzestała kiwania, by schylić się i polizać Trzmiela po nosku.
– Ten będzie do ciebie lepiej pasować niż poprzedni.
Daniel przyjął do wiadomości podsumowanie Klary. Nie wydawała się kłamać, a nawet jeśli, to przyjęcie tego jako prawdy nie wydawało się wprowadzać żadnego ryzyka. Prychnął. Żeby ot zwykłe słowa rzucały smoka na kolana... Weźmie to pod uwagę jeżeli ich drogi kiedykolwiek się skrzyżują.
Potem jego uwagę zwróciła... cóż. Cała odgrywająca się przed kompanami scena. Trzmiel chylący łeb, Seisei z łapami na jego policzkach...
Klara z jakiegoś powodu uznała, że harpian był totalnie ślepy, dlatego wbijała w niego swoje świdrujące ślepia. Co miał jednak wnioskować z emocjonalnej kłody jaką był jej smok? Gesty za to już coś sugerowały, a już na pewno tak wyraźne – uległe.
– Nie patrz tak na mnie. Sugerujesz, że mają się ku sobie. – Odpowiedział spokojnie. Zabrzmiało to jednak bardzo naiwnie, a nawet po prostu głupio, gdy chwilę później Barakuda złożyła całusa na łuskach Trzmiela. Harpian skrzywił się. Jeżeli przyjęliby, że to co powiedział przed chwilą było faktem:
– ... możliwe, że mimo wszystko cierpią na podobną przypadłość... – Mruknął, w zasadzie niemalże sam do siebie – szczerze osłabiony. Działanie zgodnie z emocjami nie oznaczało rozumienia ich w pełni. Może niedziwne skoro były taką siłą natury. Daniel nie był przystosowany do tego, by się z nią mierzyć.
...Bogowie nie mieli zamiaru go dzisiaj oszczędzać.
Chyba zrzuci obowiązek tłumaczenia mechanizmów atrakcji na Kairakiego.
– Czego oczekujesz ode mnie w związku z tym? – Zapytał, podnosząc brew. – Nie wydało mi się nigdy, że uważasz moją opinię za jakkolwiek cenną. – Powinien się bardzo ekscytować? Może oburzyć jak zaborczy ojciec? Ostatecznie taka ewolucja relacji między smokami niewiele zmieniała.
No może poza tym, że przypuszczalnie będzie musiał częściej oglądać Klarę.
Seisei nie puściła Trzmiela, gdy pojawiła się Lamba, ale i tak nigdy nie trzymała go na tyle mocno, by ten nie mógł się oswobodzić. Wianek, chociaż jeszcze nieskończony już nie spadał mu z łba.
Barakuda zachichotała, gdy druga samiczka skomentowała koronę z kwiatów oraz jej nowego właściciela.
– Hej! – Przywitała się najpierw, a potem zwróciła do samca. – To jest właśnie Lamba.
Trzmiel mógł w końcu zobaczyć jak wyglądało pierwotne dzieło Barakury – tyle tylko, że na cudzym łbie.
Znośny Ziąb Powalająca Łuska
- 24 mar 2025, 18:46
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6711
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Seisei podniosła uszka na jego odpowiedź.
– Czyli droczyłeś się z nim. – Odparła. Nie wydawała się być tym jakoś szczególnie przejęta. Nawet nie podniosła wzroku znad swojego wianka. Musiała skończyć go jak najszybciej, by łeb Trzmiela też był otoczony kwiatkami. – Może się przestraszył, bo uznał, że ci się nie podoba. – Wywnioskowała.
– Wiesz co? Lubię zaczepiać węże, ale one zwykle nie odzwierciedlają moich uczuć. Gryzą. – Trudno było powiedzieć czy mówiła metaforycznie, nawiązując do porównania czy po prostu było to najbliższe tej sytuacji doświadczenie jakie mogła wymyśleć. Na pewno nie kłamała. Czy to raz przyszła do niego, trzymając gdzieś jakieś biedne małe zwierzę, które miało wystarczającego pecha, by stanąć na jej drodze?
Daniel zerknął na Klarę, podnosząc brew. Zależało jej na jego opinii? To coś nowego.
– O niechęci jaką Ziąb wywołuje u innych? Niewiele. – Prychnął, niby bez zaangażowania, ale zamiast odsunąć się, by młoda nie zaprzątała mu głowy, nawet ostrożnie zbliżył się o krok.
– A o tym co mam przed oczami...
Chwycił za więź, skupiając się na niej. Podparł brodę na nadgarstku i zmrużył oczy.
Po chwili milczenia mruknął coś do siebie zanim znów zwrócił się do Klary.
– Ona jak zwykle mówi co myśli... To ty powinnaś mieć więcej do dodania. – Zasugerował, wskazując oczami na Ziąb. Co miał myśleć? Seisei lubiła uzdrowiciela i to bardzo intensywnie, ale też samiczka była naturalnie podatna na uniesienia. Trzmiel za to, na pewno wyglądał jakby ją tolerował... To nie było pole ekspertyzy Daniela, jako że jego poprzedni smok był wyjątkowo niedostępny.
– I co się tak właściwie stało z tamtym smokiem? – Jakimś cudem czuł, że tylko Klara mogła być wiarygodnym źródłem informacji... co mogło być zgubne, ale nie miał zamiaru iść dowiadywać się do tego samca z rogiem na czole. Sądząc po mowie ciał smoków w oddali, wydarzyło się tam coś naprawdę... niekorzystnego.
W dodatku fioletowa samica – Lamba – chyba nie wyszła z tego wszystkiego zwycięsko.
Znośny Ziąb
– Czyli droczyłeś się z nim. – Odparła. Nie wydawała się być tym jakoś szczególnie przejęta. Nawet nie podniosła wzroku znad swojego wianka. Musiała skończyć go jak najszybciej, by łeb Trzmiela też był otoczony kwiatkami. – Może się przestraszył, bo uznał, że ci się nie podoba. – Wywnioskowała.
– Wiesz co? Lubię zaczepiać węże, ale one zwykle nie odzwierciedlają moich uczuć. Gryzą. – Trudno było powiedzieć czy mówiła metaforycznie, nawiązując do porównania czy po prostu było to najbliższe tej sytuacji doświadczenie jakie mogła wymyśleć. Na pewno nie kłamała. Czy to raz przyszła do niego, trzymając gdzieś jakieś biedne małe zwierzę, które miało wystarczającego pecha, by stanąć na jej drodze?
Daniel zerknął na Klarę, podnosząc brew. Zależało jej na jego opinii? To coś nowego.
– O niechęci jaką Ziąb wywołuje u innych? Niewiele. – Prychnął, niby bez zaangażowania, ale zamiast odsunąć się, by młoda nie zaprzątała mu głowy, nawet ostrożnie zbliżył się o krok.
– A o tym co mam przed oczami...
Chwycił za więź, skupiając się na niej. Podparł brodę na nadgarstku i zmrużył oczy.
Po chwili milczenia mruknął coś do siebie zanim znów zwrócił się do Klary.
– Ona jak zwykle mówi co myśli... To ty powinnaś mieć więcej do dodania. – Zasugerował, wskazując oczami na Ziąb. Co miał myśleć? Seisei lubiła uzdrowiciela i to bardzo intensywnie, ale też samiczka była naturalnie podatna na uniesienia. Trzmiel za to, na pewno wyglądał jakby ją tolerował... To nie było pole ekspertyzy Daniela, jako że jego poprzedni smok był wyjątkowo niedostępny.
– I co się tak właściwie stało z tamtym smokiem? – Jakimś cudem czuł, że tylko Klara mogła być wiarygodnym źródłem informacji... co mogło być zgubne, ale nie miał zamiaru iść dowiadywać się do tego samca z rogiem na czole. Sądząc po mowie ciał smoków w oddali, wydarzyło się tam coś naprawdę... niekorzystnego.
W dodatku fioletowa samica – Lamba – chyba nie wyszła z tego wszystkiego zwycięsko.
Znośny Ziąb
- 23 mar 2025, 18:04
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6711
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Oho. Klara chyba nie była zadowolona. Seisei nie słyszała co mówiła harpia, ale jej mina mówiła sama za siebie. Czym ten Trzmiel ją znowu zdenerwował? Sytuacją z Ishusiem? Harpie nie miały z nimi łatwo, co?
Pomachała jej krótko łapą, sprzedając przyjemny uśmiech, złagodzony ulegle wiszącymi uszkami.
Na pierwsze słowa Trzmiela nie odpowiedziała od razu, niby bardzo skupiona na pierwszych splotach wianka, ale pytanie od razu sprawiło, że oderwała się od pracy. Spojrzała mu prosto w oczy.
– Bo cię lubię i chcę go dla siebie. – Odpowiedziała bez cienia żartu czy nawet wesołej lekkości. Prosto z mostu.
Przez moment w milczeniu utrzymywała jeszcze kontakt wzrokowy, a następnie uśmiech wrócił na jej pyszczek.
– Ale nie martw się, nie będziesz stratny. Robię dla ciebie nowy, więc tamten nie będzie ci potrzebny.
Akurat gdy skończyła mówić, Daniel wylądował obok niej, by zdeponować gruby pęk żonkili, a potem, po dostaniu krótkiego "dziękuję", oddalił się w stronę pnia.
– Dlaczego byłeś niemiły? – Zapytała niewinnie, wplatając między stokrotki pierwszy żółty kwiat. Nadeptywanie komuś na pięty raczej można było uznać, za coś niemiłego – nawet wrednego jeżeli robiło się to specjalnie.
Znośny Ziąb
Pomachała jej krótko łapą, sprzedając przyjemny uśmiech, złagodzony ulegle wiszącymi uszkami.
Na pierwsze słowa Trzmiela nie odpowiedziała od razu, niby bardzo skupiona na pierwszych splotach wianka, ale pytanie od razu sprawiło, że oderwała się od pracy. Spojrzała mu prosto w oczy.
– Bo cię lubię i chcę go dla siebie. – Odpowiedziała bez cienia żartu czy nawet wesołej lekkości. Prosto z mostu.
Przez moment w milczeniu utrzymywała jeszcze kontakt wzrokowy, a następnie uśmiech wrócił na jej pyszczek.
– Ale nie martw się, nie będziesz stratny. Robię dla ciebie nowy, więc tamten nie będzie ci potrzebny.
Akurat gdy skończyła mówić, Daniel wylądował obok niej, by zdeponować gruby pęk żonkili, a potem, po dostaniu krótkiego "dziękuję", oddalił się w stronę pnia.
– Dlaczego byłeś niemiły? – Zapytała niewinnie, wplatając między stokrotki pierwszy żółty kwiat. Nadeptywanie komuś na pięty raczej można było uznać, za coś niemiłego – nawet wrednego jeżeli robiło się to specjalnie.
Znośny Ziąb
- 22 mar 2025, 23:19
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6711
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
"Dupek" było zdecydowanie ciekawym imieniem dla smoka... Nie chwila. Chyba go przezywała. Dziwne to rodzeństwo – tak się ignorować i przezywać. Seisei jednak, w przedstawionej sytuacji, była w stanie zrozumieć obrażanie kogoś. Gdyby jej rodzeństwo ją ignorowało, to byłoby jej bardzo smutno. Nie wie czy by to przeżyła!
Gdy Lamba zaczęła produkować plan, natychmiast dostała pełne powagi skupienie Seisei. Tak. Dobrze. Pójdą zobaczyć co się stało. Misja podjęta.
Barakuda już nawet nie była zła na Ishusia. Skoro samiczka mówiła, że był w porządku to dlaczego Sei miałaby jej nie wierzyć? Gdy Lamba zaczęła go tłumaczyć, Seisei uśmiechnęła się, kiwając wesoło ogonem. Pokiwała energicznie łbem. Lamba na pewno pomoże samcowi poczuć się lepiej, wtedy Trzmiel i Barakuda też będą mogli się z nim zaprzyjaźnić. Rozumiała. Jej brat też był kiedyś nieśmiały.
– Dobrze! – Zawołała na ostatnie słowa Lamby, a potem gwałtownie odwróciła się w stronę Daniela z determinacją wpisaną w każdy ruch. Harpian nie patrzył akurat na nią, próbując dać dziewczynom przestrzeń, ale w momencie odwrócił się ku swojej kompance. Więź pociągnęła go jak napięty sznur i aż przeszedł go dreszcz.
Co?! Co się dzieje? Do diaska przecież odwrócił wzrok tylko na moment!
Spotkał się z bardzo intensywnym wzrokiem Barakudy.
~Daniel. – Chwila napięcia... – Przygotuj żonkile.
Chwilę później już zbliżała się do Trzmiela, a obok niej lewitowała garść stokrotek. To właśnie te kwiatki zdradziły jej obecność... Znaczy... Bardziej jej wejście na scenę – bardzo możliwe, że Trzmiel zobaczył ją już wcześniej, gdy okrążała drzewo, chcąc go zaskoczyć. Skradanie się nie było jej mocną stroną.
Nagle wyskoczyła zza pnia i stając na tylnych łapkach, wzięła wianek samca w łapy po czym założyła go sobie na łeb. Tak. Na wianek Lamby. Teraz miała dwa wianki i żadnego nie oddałaby bez walki. Na szczęście rogi jako tako je trzymały.
– Hej! Co tam? Jak się ogólnie bawisz? Bardzo ładnie tu dzisiaj. Uwielbiam jak jest tak kolorowo. Nauczyłam się nazw wielu nowych kwiatów! Ishuś powiedział coś niemiłego? Podobno słowa mu się plączą jak jest zdenerwowany, tak mówiła Lamba. – Wystrzeliła serią, siadając przed uzdrowicielem. Wymościła sobie w kwiatach siedzenie, a potem zerkała na samca już sporadycznie, natychmiast zabierając się za kolejny wianek. W oddali, Daniel wracał z garścią żonkili w szponach. To musiały być one, bo ich żółty kolor przywodził Barakudzie na myśl Trzmielowe paski.
Powalająca Łuska Znośny Ziąb
Gdy Lamba zaczęła produkować plan, natychmiast dostała pełne powagi skupienie Seisei. Tak. Dobrze. Pójdą zobaczyć co się stało. Misja podjęta.
Barakuda już nawet nie była zła na Ishusia. Skoro samiczka mówiła, że był w porządku to dlaczego Sei miałaby jej nie wierzyć? Gdy Lamba zaczęła go tłumaczyć, Seisei uśmiechnęła się, kiwając wesoło ogonem. Pokiwała energicznie łbem. Lamba na pewno pomoże samcowi poczuć się lepiej, wtedy Trzmiel i Barakuda też będą mogli się z nim zaprzyjaźnić. Rozumiała. Jej brat też był kiedyś nieśmiały.
– Dobrze! – Zawołała na ostatnie słowa Lamby, a potem gwałtownie odwróciła się w stronę Daniela z determinacją wpisaną w każdy ruch. Harpian nie patrzył akurat na nią, próbując dać dziewczynom przestrzeń, ale w momencie odwrócił się ku swojej kompance. Więź pociągnęła go jak napięty sznur i aż przeszedł go dreszcz.
Co?! Co się dzieje? Do diaska przecież odwrócił wzrok tylko na moment!
Spotkał się z bardzo intensywnym wzrokiem Barakudy.
~Daniel. – Chwila napięcia... – Przygotuj żonkile.
Chwilę później już zbliżała się do Trzmiela, a obok niej lewitowała garść stokrotek. To właśnie te kwiatki zdradziły jej obecność... Znaczy... Bardziej jej wejście na scenę – bardzo możliwe, że Trzmiel zobaczył ją już wcześniej, gdy okrążała drzewo, chcąc go zaskoczyć. Skradanie się nie było jej mocną stroną.
Nagle wyskoczyła zza pnia i stając na tylnych łapkach, wzięła wianek samca w łapy po czym założyła go sobie na łeb. Tak. Na wianek Lamby. Teraz miała dwa wianki i żadnego nie oddałaby bez walki. Na szczęście rogi jako tako je trzymały.
– Hej! Co tam? Jak się ogólnie bawisz? Bardzo ładnie tu dzisiaj. Uwielbiam jak jest tak kolorowo. Nauczyłam się nazw wielu nowych kwiatów! Ishuś powiedział coś niemiłego? Podobno słowa mu się plączą jak jest zdenerwowany, tak mówiła Lamba. – Wystrzeliła serią, siadając przed uzdrowicielem. Wymościła sobie w kwiatach siedzenie, a potem zerkała na samca już sporadycznie, natychmiast zabierając się za kolejny wianek. W oddali, Daniel wracał z garścią żonkili w szponach. To musiały być one, bo ich żółty kolor przywodził Barakudzie na myśl Trzmielowe paski.
Powalająca Łuska Znośny Ziąb
- 14 mar 2025, 19:25
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6711
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Nie oponowała. Nie była nawet bardzo zdziwiona, chociaż większość smoków, by się nie zdecydowało na taką bliskość. W końcu ktoś chciał odwzajemnić jej przytulaśność. To sprawiało, że czuła się szczęśliwa. Zachichotała cicho i zaczęła bezwiednie kiwać tylnymi łapkami.
Jej przednie łapy za to oparły się po bokach żeber samiczki. Ostrożnie. Lamba chyba dała jej pozwolenie, ale Seisei nie była przyzwyczajona do takiej otwartości, dlatego najpierw, zerknęła samiczce w oczy, pilnując czy się nie zezłości. Zwykle nie zadawała zbyt dużo pytań, tylko robiła, ale może po prostu to jak ładna była Lamba ją oniesmielało. Jeżeli nie zauważyła karcącego wzroku, oparła łapki na fioletowych łuskach, a jej pyszczek rozpromienił przyjazny uśmiech. Lekko pogładziła palcami boki samiczki, uważając na szpony i czując ciepło na swoich własnych polikach.
– Mam w grocie parę wiszących kolczyków. Wyglądają jak kolorowe rybki. – Powiedziała. Pozwalając Lambie na to, by ta przekręcała jej łebek jak tylko zapragnie. Ucho tylko za pierwszym dotykiem drgnęło, ale potem Seisei przymknęła oczy jakby cieszyła się z ciepłych promieni słońca. Ciężar na piersi uspokajał ją nieco, dzięki czemu ogon leżał spokojnie, zamiast kosić pobliskie kwiaty
– Wystarczy mi jeden. Drugi chciałam komuś dać. Myślałam o Danielu. To tamta czarna harpia. Ale on by go nie nosił. – Powiedziała, wskazując wzrokiem siedzącego na kamieniu kompana, który odwrócił wzrok, gdy zauważył, że jest postrzegany. Wystarczyło, że już dwa razy był bliski interwencji.
Seisei szybko jednak zaczęła wodzić oczami po reszcie łąki.
– O moim braciszku, którego aktualnie nie widzę, ale on i tak nie ma uszu... Znaczy... Chwilowo ma – za karę chyba. – Kręciła łebkiem, szukając go i w końcu zatrzymała się... Zmarszczyła brwi w niezrozumieniu.
Ziąb leżał na kwiatkach, a jeszcze chwilę temu przecież miał towarzystwo.
Barakuda spojrzała za chudym, szpiczastym smokiem.
– Lamba... Czy to twój przyjaciel? Ten taki z rogiem na czole? – Zapytała, zerkając na drugą samiczkę.
– Źle się poczuł? Bo miał wianek Trzmiela, i rozmawiali... A teraz Trzmiel oddał swój wianek na drzewo! – Wyszeptała teatralnie, widocznie zaaferowana. Bo co to miało niby znaczyć?
Była rozdarta między martwieniem się o zdrowie nieznajomego, a jego poczytalność. Odprawił Trzmiela? Jej przyjaciela???
Powalająca Łuska
Jej przednie łapy za to oparły się po bokach żeber samiczki. Ostrożnie. Lamba chyba dała jej pozwolenie, ale Seisei nie była przyzwyczajona do takiej otwartości, dlatego najpierw, zerknęła samiczce w oczy, pilnując czy się nie zezłości. Zwykle nie zadawała zbyt dużo pytań, tylko robiła, ale może po prostu to jak ładna była Lamba ją oniesmielało. Jeżeli nie zauważyła karcącego wzroku, oparła łapki na fioletowych łuskach, a jej pyszczek rozpromienił przyjazny uśmiech. Lekko pogładziła palcami boki samiczki, uważając na szpony i czując ciepło na swoich własnych polikach.
– Mam w grocie parę wiszących kolczyków. Wyglądają jak kolorowe rybki. – Powiedziała. Pozwalając Lambie na to, by ta przekręcała jej łebek jak tylko zapragnie. Ucho tylko za pierwszym dotykiem drgnęło, ale potem Seisei przymknęła oczy jakby cieszyła się z ciepłych promieni słońca. Ciężar na piersi uspokajał ją nieco, dzięki czemu ogon leżał spokojnie, zamiast kosić pobliskie kwiaty
– Wystarczy mi jeden. Drugi chciałam komuś dać. Myślałam o Danielu. To tamta czarna harpia. Ale on by go nie nosił. – Powiedziała, wskazując wzrokiem siedzącego na kamieniu kompana, który odwrócił wzrok, gdy zauważył, że jest postrzegany. Wystarczyło, że już dwa razy był bliski interwencji.
Seisei szybko jednak zaczęła wodzić oczami po reszcie łąki.
– O moim braciszku, którego aktualnie nie widzę, ale on i tak nie ma uszu... Znaczy... Chwilowo ma – za karę chyba. – Kręciła łebkiem, szukając go i w końcu zatrzymała się... Zmarszczyła brwi w niezrozumieniu.
Ziąb leżał na kwiatkach, a jeszcze chwilę temu przecież miał towarzystwo.
Barakuda spojrzała za chudym, szpiczastym smokiem.
– Lamba... Czy to twój przyjaciel? Ten taki z rogiem na czole? – Zapytała, zerkając na drugą samiczkę.
– Źle się poczuł? Bo miał wianek Trzmiela, i rozmawiali... A teraz Trzmiel oddał swój wianek na drzewo! – Wyszeptała teatralnie, widocznie zaaferowana. Bo co to miało niby znaczyć?
Była rozdarta między martwieniem się o zdrowie nieznajomego, a jego poczytalność. Odprawił Trzmiela? Jej przyjaciela???
Powalająca Łuska
- 12 mar 2025, 3:38
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6711
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Seisei jeszcze chwilę temu gotowała się do walki. Chciała się wykazać – zaimponować Lambie. Flirciarskie taktyki drugiej samicy działały bez najmniejszej wątpliwości i podbijały gotującą się w wojowniczce młodzieńczą żarliwość.
Mimo tego, słysząc jej słowa Barakuda przekręciła łeb na bok. Pomyślała, a po chwili wyprostowała się, a delikatny uśmiech wrócił na jej pysk.
– Możemy to też zrobić bez pojedynku. Brzmi jakbym miała dostać nagrodę niezależnie kto wygra. – Chociaż wydawała się być spokojniejsza, cała energia musiała gdzieś uciec, więc ogon zadrżał gwałtownie. Podobnie uszy, zanim Seisei strzepnęła całe ciało. Dopiero po tym zrobiła kilka kroków do przodu, podążając za Lambą, która chwilę wcześniej się odsunęła.
– Nie mam co prawda zbyt dużo do jedzenia w grocie, ale mogłabym może złapać coś nad rzeką. – Mówiła, jakby zastanawiając się na głos, a w międzyczasie jak gdyby nigdy nic, niespiesznie zaczęła się kłaść.
– A skoro już tam będziemy to z chęcią wyszoruję ci co będziesz chciała. Twoje łuski wyglądają na bardzo miłe w dotyku. – I plop. Ułożyła się ulegle na pleckach, zgniatając swój policzek o bok łapy Lamby. Nie przeszkadzało jej to, że dzięki temu widzi samicę do góry nogami.
Do tej pory wydawała się całkowicie pewna siebie, ale w końcu zawahała się nawet jeżeli tylko na chwilę. W końcu podniosła szpon i wyciągnęła go do góry, wskazując na ucho Lamby.
– A ja... Bardzo podobają mi się twoje kolczyki. Też chciałabym takie wieszać na swoim uchu. – Przyznała, po czym podkreśliła swoje słowa machając jednym, niezgniecionym między smokami uchem.
Lamba
Mimo tego, słysząc jej słowa Barakuda przekręciła łeb na bok. Pomyślała, a po chwili wyprostowała się, a delikatny uśmiech wrócił na jej pysk.
– Możemy to też zrobić bez pojedynku. Brzmi jakbym miała dostać nagrodę niezależnie kto wygra. – Chociaż wydawała się być spokojniejsza, cała energia musiała gdzieś uciec, więc ogon zadrżał gwałtownie. Podobnie uszy, zanim Seisei strzepnęła całe ciało. Dopiero po tym zrobiła kilka kroków do przodu, podążając za Lambą, która chwilę wcześniej się odsunęła.
– Nie mam co prawda zbyt dużo do jedzenia w grocie, ale mogłabym może złapać coś nad rzeką. – Mówiła, jakby zastanawiając się na głos, a w międzyczasie jak gdyby nigdy nic, niespiesznie zaczęła się kłaść.
– A skoro już tam będziemy to z chęcią wyszoruję ci co będziesz chciała. Twoje łuski wyglądają na bardzo miłe w dotyku. – I plop. Ułożyła się ulegle na pleckach, zgniatając swój policzek o bok łapy Lamby. Nie przeszkadzało jej to, że dzięki temu widzi samicę do góry nogami.
Do tej pory wydawała się całkowicie pewna siebie, ale w końcu zawahała się nawet jeżeli tylko na chwilę. W końcu podniosła szpon i wyciągnęła go do góry, wskazując na ucho Lamby.
– A ja... Bardzo podobają mi się twoje kolczyki. Też chciałabym takie wieszać na swoim uchu. – Przyznała, po czym podkreśliła swoje słowa machając jednym, niezgniecionym między smokami uchem.
Lamba
- 09 mar 2025, 17:30
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6711
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Seisei zamrugała, zaskoczona. Nie przejmowała się głaskaniem, w końcu sama ochoczo rozdawała dotyk na prawo i lewo. Jednak, gdy Lamba była tak blisko, że nawet nie można było się nerwowo oblizać bez potarcia o jej wargi swoim językiem i zamruczała jakoś tak... Wywołało to inne uczucia niż się spodziewała. Pomruk nowej znajomej jakby odbił się gdzieś w brzuchu wojowniczki, a to niemożliwe by bezwiednie połknęła gromadę motyli.
Nie odpowiedziała od razu, bo coś kazało jej powieść wzrokiem po ciele drugiej samiczki.
– Zgadłaś, jestem wojowniczką. – Odpowiedziała na początek. Kręgi w jej oczach jakby nabrały większej intensywności, gdy odbiły się w nich kolczyki Lamby. Dawno nie miała ochoty kogoś pokąsać. Głównie z tego powodu, że raczej nie było to mile widziane, ale w tym momencie naprawdę nie potrafiła odgonić myśli o chwyceniu długiego ucha między swoje kły.
W końcu jednak wyrwała się ze swojego stuporu i uśmiechnęła psotnie.
– A ty? Też wojowniczką? Może chciałabyś mnie sprawdzić w walce? Teraz zaraz? Mogę od razu. – Zaczęła mówić na jednym tchu, za chwilę odskakując nieco na bok i zaprezentowała zapraszającą, bojową pozę. Zeszła nieco niżej na łapach, napięła mięśnie, wbiła szpony w ziemię... Oh. Jak najbardziej byłaby gotowa na pojedynek. Już praktycznie rozmawiały o warunkach i chociaż Seisei nigdy nie myślała, ze użyje w nich słowa "ekscytujące" to mogła zacząć – uczyła się szybko.
Lamba
Nie odpowiedziała od razu, bo coś kazało jej powieść wzrokiem po ciele drugiej samiczki.
– Zgadłaś, jestem wojowniczką. – Odpowiedziała na początek. Kręgi w jej oczach jakby nabrały większej intensywności, gdy odbiły się w nich kolczyki Lamby. Dawno nie miała ochoty kogoś pokąsać. Głównie z tego powodu, że raczej nie było to mile widziane, ale w tym momencie naprawdę nie potrafiła odgonić myśli o chwyceniu długiego ucha między swoje kły.
W końcu jednak wyrwała się ze swojego stuporu i uśmiechnęła psotnie.
– A ty? Też wojowniczką? Może chciałabyś mnie sprawdzić w walce? Teraz zaraz? Mogę od razu. – Zaczęła mówić na jednym tchu, za chwilę odskakując nieco na bok i zaprezentowała zapraszającą, bojową pozę. Zeszła nieco niżej na łapach, napięła mięśnie, wbiła szpony w ziemię... Oh. Jak najbardziej byłaby gotowa na pojedynek. Już praktycznie rozmawiały o warunkach i chociaż Seisei nigdy nie myślała, ze użyje w nich słowa "ekscytujące" to mogła zacząć – uczyła się szybko.
Lamba
- 04 mar 2025, 21:41
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6711
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Dmuchnięcie Lamby tylko na moment sprawiło, że powieki Seisei drgnęły a tak to po prostu gapiła się na nią szeroko otwartymi oczami jak pisklę na swój pierwszy śnieg. Nawiedziło Barakudę dziwne łaskoczące uczucie, tak gdzieś w klatce piersiowej... Nie żeby miała dużo czasu by się na nim skupić. Dzięki specyficznym kształcie rogów, wianek siedział na głowie stabilnie, dzięki temu też nie spadł, gdy energicznie stanęła na cztery łapy. Chyba gotowa była się nawet przedstawić, coś powiedzieć, ale faktycznie inne smoki bardzo ją rozkojarzały, więc tylko otworzyła na chwilę gębę, ostatecznie zamykając ją z kłapnięciem.
Gdy odchodziły pomachała wszystkim łapą (szczególnie myszy, który był najbliżej) i poszła za swoją randkę.
Gdy Lambą odwróciła się ponownie w stronę Seisei po mszczeniu się na swoim bracie, zauważyła, że ta zdążyła już kawałek odbiec. Chciała chyba wrócić po swój wianek, ale nie dotarła do drzewa i teraz prowadziła dyskusję z czarnym harpianem, który właśnie przekazywał jej tożto dzieło. Chyba przy okazji coś jej tłumaczył, może ją upominał. Seisei pokiwała głową i spojrzała na Lambę.
Uśmiechnęła się po czym pohasała w stronę drzewka przy którym miały rozmawiać.
Gdy Lamba dotarła, Barakuda okrążyła ją, a wracając otarła się o jej bok jak łaszący się kot i w końcu usiadła. Następnie wyciagnęła łapy oferując swój wianek.
– Ten jest dla ciebie. Nazywam się Seisei. Muszę powiedzieć, że jesteś niesamowicie śliczna. Jak... Hm. O. Jak tafla jeziora pod gwieździstym niebem! Bardzo lubię wtedy pływać i patrzeć jak fale wprawiają światła w ruch. Jest to zawsze takie hipnotyzujące. – Błysnęła szczerym, szerokim uśmiechem.
– I nie martw się. Dobrze kontroluję szpony i nacisk szczęk, więc twój przyjaciel nie musi się martwić – nie zrobię ci krzywdy. – Dodała ochoczo. Ktoś krzyczał, by pamiętały o bezpieczeństwie. No a Barakuda zawsze ładnie przestrzegała ustalonych zasad pojedynku, a jak kąsała dla zabawy to nigdy tak by poleciała krew!
Lamba
Gdy odchodziły pomachała wszystkim łapą (szczególnie myszy, który był najbliżej) i poszła za swoją randkę.
Gdy Lambą odwróciła się ponownie w stronę Seisei po mszczeniu się na swoim bracie, zauważyła, że ta zdążyła już kawałek odbiec. Chciała chyba wrócić po swój wianek, ale nie dotarła do drzewa i teraz prowadziła dyskusję z czarnym harpianem, który właśnie przekazywał jej tożto dzieło. Chyba przy okazji coś jej tłumaczył, może ją upominał. Seisei pokiwała głową i spojrzała na Lambę.
Uśmiechnęła się po czym pohasała w stronę drzewka przy którym miały rozmawiać.
Gdy Lamba dotarła, Barakuda okrążyła ją, a wracając otarła się o jej bok jak łaszący się kot i w końcu usiadła. Następnie wyciagnęła łapy oferując swój wianek.
– Ten jest dla ciebie. Nazywam się Seisei. Muszę powiedzieć, że jesteś niesamowicie śliczna. Jak... Hm. O. Jak tafla jeziora pod gwieździstym niebem! Bardzo lubię wtedy pływać i patrzeć jak fale wprawiają światła w ruch. Jest to zawsze takie hipnotyzujące. – Błysnęła szczerym, szerokim uśmiechem.
– I nie martw się. Dobrze kontroluję szpony i nacisk szczęk, więc twój przyjaciel nie musi się martwić – nie zrobię ci krzywdy. – Dodała ochoczo. Ktoś krzyczał, by pamiętały o bezpieczeństwie. No a Barakuda zawsze ładnie przestrzegała ustalonych zasad pojedynku, a jak kąsała dla zabawy to nigdy tak by poleciała krew!
Lamba
- 02 mar 2025, 12:54
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6711
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
– No pewnie! – Odpowiedziała bratu Seisei. Bardzo dobrze pletli wianki, więc to było oczywiste, że ktoś je wybierze. Musieli tylko poczekać...
Albo nie.
Gdy Motylek zaczął szukać porywacza, wojowniczka wstała energicznie i uśmiechając się zaczęła przeskakiwać z łapy na łapę z entuzjazmem. Rozglądała się, ale brat dostrzegł smoka wcześniej, więc tylko odesłała go zachęcającym pchnięciem w bark. Potem patrzyła jak odchodzi, usiadła i szurając ogonem po ziemi, czekała.
I czekała.
Daniel też sobie siadł. Oparł się o jej flankę, gdy minęło kilka minut, a ona nie ruszyła się z posterunku. Wywnioskował, że weszła w ten szczególny, hipnotyczny stan skupienia, który wróży że nie ruszy się jeszcze przez jakiś czas.
Przeliczył się jednak. Niespełna trzy minuty później, gdy zdążył już zamknąć oczy, samiczka gwałtownie poderwała się z miejsca, posyłając go na ziemię.
No nie mogła przecież siedzieć bezczynnie! Jak nikt nie chciał wziąć jej wianka, postanowiła wziąć sprawy w swoje łapy. Podbiegła do drzewa, rozejrzała się chwilę.
Tak.
Ten był odpowiedni.
Miał w sobie tulipany! (Nauczyła się ich nazwy dzisiaj od Daniela) A potem jej uwagę jeszcze mocniej przykuły urocze wstążeczki. Nie myśląc więc nad tym dłużej, podskoczyła i zębami zerwała swój cel. O dziwo, zrobiła to z wystarczającą gracją, by ten nie uległ uszkodzeniu.
Gdy wylądowała, od razu zaciągnęła się zapachem autora i truchcikiem zaczęła krążyć. Nie była to woń nikogo dla niej znanego, co eliminowało kilka osób, tak samo z resztą smoki już sobą zajęte.
Woń kwiatów nie ułatwiała zadania. Kakofonia zapachów uderzała jej nos, ale samiczka nie poddawała się i gdy w końcu wyłapała ten odpowiedni, przyłożyła komicznie nisko nos do ziemi. Tylko jej grzbiet wyłaniał się z morza kwiatów.
Nawet na chwilę nie chciała zgubić śladu, więc w końcu po prostu potknęła się o czyjś ogon.
Zrobiła wielkie oczy i przewróciła się na bok, by ratować ładny wianek przed zgnieceniem, a gdy spojrzała w górę na właściciela ogona... Zobaczyła piękną samiczkę zalaną łzami.
//zabieram wianek Lamby
Skrytość Motyla Lamba
Albo nie.
Gdy Motylek zaczął szukać porywacza, wojowniczka wstała energicznie i uśmiechając się zaczęła przeskakiwać z łapy na łapę z entuzjazmem. Rozglądała się, ale brat dostrzegł smoka wcześniej, więc tylko odesłała go zachęcającym pchnięciem w bark. Potem patrzyła jak odchodzi, usiadła i szurając ogonem po ziemi, czekała.
I czekała.
Daniel też sobie siadł. Oparł się o jej flankę, gdy minęło kilka minut, a ona nie ruszyła się z posterunku. Wywnioskował, że weszła w ten szczególny, hipnotyczny stan skupienia, który wróży że nie ruszy się jeszcze przez jakiś czas.
Przeliczył się jednak. Niespełna trzy minuty później, gdy zdążył już zamknąć oczy, samiczka gwałtownie poderwała się z miejsca, posyłając go na ziemię.
No nie mogła przecież siedzieć bezczynnie! Jak nikt nie chciał wziąć jej wianka, postanowiła wziąć sprawy w swoje łapy. Podbiegła do drzewa, rozejrzała się chwilę.
Tak.
Ten był odpowiedni.
Miał w sobie tulipany! (Nauczyła się ich nazwy dzisiaj od Daniela) A potem jej uwagę jeszcze mocniej przykuły urocze wstążeczki. Nie myśląc więc nad tym dłużej, podskoczyła i zębami zerwała swój cel. O dziwo, zrobiła to z wystarczającą gracją, by ten nie uległ uszkodzeniu.
Gdy wylądowała, od razu zaciągnęła się zapachem autora i truchcikiem zaczęła krążyć. Nie była to woń nikogo dla niej znanego, co eliminowało kilka osób, tak samo z resztą smoki już sobą zajęte.
Woń kwiatów nie ułatwiała zadania. Kakofonia zapachów uderzała jej nos, ale samiczka nie poddawała się i gdy w końcu wyłapała ten odpowiedni, przyłożyła komicznie nisko nos do ziemi. Tylko jej grzbiet wyłaniał się z morza kwiatów.
Nawet na chwilę nie chciała zgubić śladu, więc w końcu po prostu potknęła się o czyjś ogon.
Zrobiła wielkie oczy i przewróciła się na bok, by ratować ładny wianek przed zgnieceniem, a gdy spojrzała w górę na właściciela ogona... Zobaczyła piękną samiczkę zalaną łzami.
//zabieram wianek Lamby
Skrytość Motyla Lamba
- 13 lut 2025, 11:57
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6711
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
– Noriko zobacz! Patrz ile kwiatów! – Krzyknęła radośnie Seisei. Potem odwróciła się, by zaczekać na brata, którego zostawiła odrobinkę w tyle, galopując na złamanie karku.
Te wszystkie kwiaty zebrane razem, tworzyły bardzo ciekawą kombinację zapachów – intensywną, trochę dziwną, ale jak najbardziej stymulującą. Tyle gatunków razem robiło wrażenie. Gdzie nie spojrzała, widziała coś nowego i zachwyt sprawiał, że kiwała się, przenosząc ciężar ciała to na jedną, to na drugą łapę.
W międzyczasie obok niej wylądowała harpia, która za chwilę kucnęła, przyglądając się kępce tulipanów.
-Naprawdę niesamowite... – Magia była bardzo mocna w tym miejscu... Daniel nie myślał tak dlatego, że sam mógł wyczuć jej zgromadzenie czy coś, tylko ze względu na fakt, że niektóre gatunki nie powinny tu w ogóle wystąpić.
Gdy Noriko zbliżył się na odległość ramienia, Seisei zerwała pobliskiego żonkila i założyła mu go za jedno z superowych nietoperzych uszu. Niby dostał je za karę, ale teraz byli z Seisei bardziej podobni. Ona miała swoje uszka, a on swoje. Powinien bardziej podenerwować wiedźmę to może dałaby mu też skrzydła.
– No to co? Do roboty! Powiedz jakiego poszukać to ci przyniosę! – Zachichotała.
Skrytość Motyla
Te wszystkie kwiaty zebrane razem, tworzyły bardzo ciekawą kombinację zapachów – intensywną, trochę dziwną, ale jak najbardziej stymulującą. Tyle gatunków razem robiło wrażenie. Gdzie nie spojrzała, widziała coś nowego i zachwyt sprawiał, że kiwała się, przenosząc ciężar ciała to na jedną, to na drugą łapę.
W międzyczasie obok niej wylądowała harpia, która za chwilę kucnęła, przyglądając się kępce tulipanów.
-Naprawdę niesamowite... – Magia była bardzo mocna w tym miejscu... Daniel nie myślał tak dlatego, że sam mógł wyczuć jej zgromadzenie czy coś, tylko ze względu na fakt, że niektóre gatunki nie powinny tu w ogóle wystąpić.
Gdy Noriko zbliżył się na odległość ramienia, Seisei zerwała pobliskiego żonkila i założyła mu go za jedno z superowych nietoperzych uszu. Niby dostał je za karę, ale teraz byli z Seisei bardziej podobni. Ona miała swoje uszka, a on swoje. Powinien bardziej podenerwować wiedźmę to może dałaby mu też skrzydła.
– No to co? Do roboty! Powiedz jakiego poszukać to ci przyniosę! – Zachichotała.
Skrytość Motyla









